Transport niemieckiego sprzętu wojskowego w czasie II wojny światowej na dworcu PKP w Skarżysku-Kamiennej, fot. FotoPolska, autor nieznany

W dzisiejszym odcinku prezentacji wpisów z pamiętnika Bronisławy Król „Wrześniowe zapiski między innymi opis niedzielnych mszy, a także obserwacje zachowań kobiet względem Niemców.

Bronisława Król wpisy umieszczała w większość dni września 1939 roku. Był to dla niej czas podwójnie trudny – wybuch wojny spowodował, że jej narzeczony Lucjan Mrówka musiał opuścić Skarżysko.

Wszystkie dotychczas opublikowane część pamiętnika znajdują się tutaj: Wrześniowe zapiski – Bronisława Król

Za możliwość umieszczenia fragmentów pamiętnika dziękujemy:

  • Rodzinie – Lucjanowi Mrówce i Ilonie Mrówce za wyrażenie zgody na publikację
  • Krzysztofowi Zemele – redaktorowi „Wrześniowych zapisków”
  • Grzegorzowi Bieniowi – dyrektorowi Muzeum im. Orła Białego za pomysł

 

Skarżysko-Kamienna, 17.09.1939 r.
Niedziela

Tak i już nastała ta niedziela, lecz nie tak wyglądana jak przed wojną, kiedy to się cieszyłam nią, a dziś, co przykrość sprawia. Ach, Boże zmień to wszystko.

Pogoda piękna, słońce jak gdyby chciało przemówić do ludzi, pocieszyć ich w strapieniach. Wstałam, poszłam do cioci i potem do kościoła na sumę do Kamiennej, szłam i myślałam, że wcale niepodobna ta niedziela do tych niedziel przed wojną. Szli ludzie przygnębieni, smutni, ani się nikt nie roześmieje, każdy pogrążony w swoich myślach i wspomnieniach.

Szłam ul. Piłsudskiego (dzisiejsza ul. 1 Maja – przyp. red.), potem przez most i Kolejową (dzisiejsza ul. Niepodległości – przyp. red.), Niemcy pracowali na torach. Ach Boże, jakie ja miałam wyobrażenie, gdy weszłam do kościoła. Cichutko, każdy się modli, o co prosi Boga, chyba o męża niejedna żona modli się, ażeby wrócił i synów, a nawet i o córki. A ileż to płynie modlitw i próśb do Boga o pokój dla narodów.

Jakiż to bolesny widok jest, na posadzce pełno szkła z szyb, ksiądz Pelc wyszedł, dał ślub jednym staruszkom, potem odczytał Ewangelię Św. i zapowiedzi, a ksiądz Lipiec odprawiał mszę świętą. Cicho było w kościele, ani organy nie grały, tylko cichutki dźwięk dzwonka i msza św. cicha, a każdy się modlił w skupieniu, prosił Boga.

Po mszy św. wyszłam, a na cmentarzu kościelnym jest grób jednego Niemca, potem poszłam do Irki Wojnowskiej za ambulatorium. Tam u niej było dwu Niemców i rozmawiała z nimi, tak też pogadałyśmy z temi Niemcami. Jeden był nawet ładny, miał 23 lat. Potem oni nawet się pożegnali i poszli, a ja posiedziałam na ławce około domu z Irkiem i jej wujkiem.

Następnie poszłyśmy zobaczyć doły po bombach i odprowadziła mnie do stacji i pożegnała się, dając mi adres do jej Franusia, który był w Miechowie. Byłam chwilkę u cioci i poszłam do domu, ugotowałam obiad, podczas którego byli moi gospodarze i rozmawialiśmy, co kto wiedział i widział, a o 5-tej poszłam do klasztoru na nieszpory, bo były z wystawieniem.

Wróciłam to stała Włada około domu i siedziałyśmy obie wzajemnie się pocieszając, a zwłaszcza ja, bo wątpi, że Kazik wróci, a były z ciocią u Ciokowej i Janek Gawroński wrócił z Kielc, bo go Niemcy zabrali i mówił, że Kazika widział w Kielcach. Władzia poszła przed siódmą i znów zostałam sama i położyłam się spać z różnymi myślami i płaczem, bo nie mogłam wszystkiego zrozumieć, dlaczego tak się stało i tak się marzenia pokrzyżowały.

Bronisława Król i Roman Mrówka, jej ówczesny narzeczony, a później mąż
Skarżysko-Kamienna, 20.09.1939 r.
Środa

Rano skończyłam pranie, Władzia była po chleb, a potem poszłam przed magistrat zobaczyć, co tam się robi. O, jak dużo było ludzi z fabryki, widziałam się z p. Gulową, z Jaśką Wójcikówną, z Irką, bo odnosiła radia, bo był rozkaz oddać wszystkie radia i wiele innych osób o różnych sprawach. Pogapiłam się i poszłam na górę do magistratu i wzięłam przepustkę do Charsznicy.

Byłam jeszcze u cioci i wróciłam do domu, tu nic robić mi się nie chciało, bo na co? Może trzeba będzie to wszystko zostawić i uciekać z życiem, ale ugotowałam sobie obiad i siedziałam, i myślałam co robić.

A tu przyszła Władzia, posiedziała chwilę, bo się robiło szaro i musiała już pójść, i odprowadziłam ją pod klasztor, i poszła, bo na drugi dzień miałyśmy iść kopać kartofle do wujenki. Znów wróciłam i siedzę sama i dumam nad tem, co się dzieje, co to będzie dalej, jak to będzie żyć i w ogóle jakie będą czasy, gdy kto przeżyje wojnę tak straszną.

Dużo też myślałam i nie wiem, co im to mówić, jakie są u nas w Polsce panienki, nawet mężatki jak one i w jakim celu chodzą i spacerują z Niemcami, co jednej i drugiej przyjdzie z tego flirtu, a tak się do nich uśmiechały, nie wiem po co i na co. Czy mało miały przed tem mężczyzn, żeby sobie czas uprzyjemnić?

A teraz, w tak ważnej chwili, pomyśleć, tak niejeden bije się i legnie za ojczyznę, a może ja, rozmawiając z Niemcem sprzedaję swoją ojczyznę. Bo ile to jest takich kobiet? Trudno opisać tego, co czuję dla tych niewiast, ale kiedyś, gdy będziemy żyć, to im się przypomni te ich flirty głupie.

Cdn.

Bronisława Król – Wrześniowe zapiski

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here