Światowy Dzień Świadomości Autyzmu przypada corocznie 2 kwietnia. Co roku tego dnia na całym świecie mówi się o autyzmie i organizuje się rozmaite inicjatywy.
Dzieje się tak również w Skarżysku-Kamiennej. U nas corocznie mamy Blue Day, czyli Niebieski Dzień. Tego właśnie dnia odbywa się Niebieski Marsz. Dlaczego niebieski? Bo to kolor autyzmu.
W tym roku Blue Day mieliśmy w przeddzień Światowego Dnia Świadomości Autyzmu, 1 kwietnia, czyli akurat w prima aprilis. Choć humory tego dnia dopisywały, to wszyscy potraktowali uczestnictwo w Niebieskim Dniu bardzo poważnie. Przede wszystkim uczestnicy stawili się bardzo licznie. Przeszli tradycyjną trasą od Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego do Miejskiego Centrum Kultury.

SOSW nr 2 to miejsce nieprzypadkowe. To właśnie tam uczęszczają autystyczne dzieci i młodzież. To tam zrodziła się też idea Blue Day. MCK to też nieodzowne miejsce mety, bo tylko tamtejsza sala widowiskowa jest w stanie pomieścić uczestników marszu. Jak co roku czekają tam na nich występy artystyczne. Na scenie wystąpili wychowankowie SOSW nr 2 wraz ze swoimi nauczycielami i bliskimi. Zaśpiewał też Natalia Nawrot, która wykonała piosenkę „Zamiast” Edyty Geppert.
Na scenie MCk pojawili się też laureaci konkursu plastycznego dotyczącego autyzmu pt. „Przez niebieskie okulary – świat oczami autysty”, a w holu można było zobaczyć wystawę prac artystycznych wychowanków SOSW 2.
Blue Day w Skarżysku miał w tym roku jubileusz – odbył się po raz piętnasty. Początki tego wydarzenia przybliżył Mariusz Kawa, dyrektor SOSW nr 2. To był świetny pomysł, czego pomysłodawcom i organizatorom gratulowała Wicestarosta Skarżyski Katarzyna Bilska.
Na koniec Sylwia Borej i Agata Derlatka, wychowawczynie w SOSW nr 2, odczytały opowiadanie „Nie jesteś sam”. Jego autorką jest Elżbieta Wojciechowska, nauczycielka języka polskiego, a jednocześnie matka chłopca z autyzmem. Zostało ono nagrodzone w III Ogólnopolskim Konkursie na Opowiadanie im. Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Opowiadanie prezentujemy poniżej.
Nie jesteś sam…
Maria szła zdecydowanym krokiem. Do pokonania miała zaledwie kilkaset metrów, które zwykle zajmowały jej nie więcej jak kilkanaście minut. Ale nie dziś. Był z nią Staś. Młodszy syn. Rezolutny pięciolatek, który właśnie uświadamiał wszystkim dookoła, jak silny miał głos.
Staś nie był zwyczajnym dzieckiem. Był wyjątkowo wyjątkowy. A tę jego całkowitą niepowtarzalność cechował autyzm. Maria już potrafiła to słowo powiedzieć głośno. Zajęło jej kilka miesięcy, zanim pogodziła się z diagnozą. Tak jej się przynajmniej wydawało.
A miało być tak pięknie…
Maria skończyła wymarzone studia. Spotkała też wspaniałą miłość. Na świecie pojawiła się Agatka. Po kilku latach urodził się Staś.
Maria, gdy tylko wzięła syna na ręce, poczuła, że jest zupełnie inny, niż córka. Płakał głośniej, rozdzierająco, bez przerwy… Od pierwszych chwil było ciężko.
Były nieprzespane noce, nerwy i łzy, bezradność i strach. Staś rósł. Niby był zdrowy, gaworzył, raczkował, chodził. Ale nie zachowywał się, jak inne dzieci.
Maria na bilansie dwulatka zgłosiła lekarzowi płaczliwość i opóźniony rozwój mowy. Usłyszała wtedy od pani doktor z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem:
— Chłopcy tak mają. Proszę dać mu czas. Jeszcze się rozgada. Nie dzieje się nic niepokojącego.
Ale działo się. Doszły napady szału bez powodu, wybiórczość pokarmowa. Upór i nadwrażliwość na wszystko dookoła. Na dźwięki, zapachy, dotyk, światło.
Maria była na skraju wyczerpania.
Przez kilka pierwszych lat od narodzin Stasia chodziła jak maszyna. Dbała o dzieci, o dom, ale nie czerpała żadnej radości z życia. Po prostu chciała to przetrwać.
W końcu po kilku miesiącach oczekiwania lekarz psychiatra po prostu oznajmił:
— Pani syn ma autyzm dziecięcy.
Tylko tyle i aż tyle. Maria nie potrafiła tego zrozumieć.
— Ale jak to? Autyzm? Dlaczego Staś? Czym sobie na to zasłużyłam? — te pytania powtarzała bez przerwy.
Odpowiedzi nie znała.
Przyszedł czas na terapie, rehabilitacje, rewalidacje. Bardzo powoli zaczynali się ze Stasiem rozumieć. Pisała do niego własną instrukcję obsługi. Pojawiły się pierwsze efekty wprowadzonych terapii. Staś był spokojniejszy. Najgorzej było poza domem w sytuacjach trudnych do przewidzenia.
Kiedyś Maria jak zwykle weszła do sklepu. Staś w kolejce pomrukiwał, aż wreszcie zaczął na cały głos wrzeszczeć. Pewnie przeszkadzał mu donośny dźwięk z głośnika. Może go ktoś przez przypadek dotknął. Albo wszechobecne w otoczeniu zapachy wywołały u niego dyskomfort. Maria to wiedziała, ludzie w kolejce już nie:
— Ale jesteś niegrzeczny! Taki duży i płacze…
— Kiedyś to się inaczej wychowywało dzieci, nie tak bezstresowo!
— Jak będziesz tak krzyczał, to cię zabiorę od mamy! Chyba sobie z tobą nie radzi!
— Głowa mnie boli od tego krzyku! Ile można? Niech go Pani uspokoi!
To tylko niektóre z komentarzy, które padały pod ich adresem.
Dużo lepiej rozumiała syna, niż kiedyś. Wyzwoliła w sobie pokłady cierpliwości, o które by się nigdy nawet nie podejrzewała. Nie mogli się zamknąć w domu i nie wychodzić. Przecież Staś nie był chory!
Świat był przeciwko niej. Czuła się krytykowana, oskarżana, napiętnowana…
Ale dziś wszystko się zmieniło!
Wyszli po Agatkę do szkoły.
Maria, jak zwykle poza domem, funkcjonowała jak saper rozbrajający minę. Poziom napięcia i stresu był u niej na najwyższym poziomie. Staś wybuchał, jak bomba z opóźnionym zapłonem.
Obok szkoły był niewielki skwer. Staś miał dobry humor. Maria pozwoliła mu pobiegać między alejkami. Zauważył wywieszoną flagę. Materiał załopotał na wietrze i Staś zareagował impulsywnie. Zaczął szybko machać rączkami, zawsze tak robił, gdy się stresował. Zakrył palcami uszy i głośno piszczał.
Maria nie mogła uciec. Czekali na Agatkę, która przecież zaraz miała skończyć lekcje. Każda sekunda była jak wieczność. Maria w stanowczy sposób przytuliła Stasia i czekała, aż się uspokoi. Ale to musiało potrwać przynajmniej kilka minut. Ściskając z całych sił wystraszonego chłopca, czekała na lincz. Wzrok innych rodziców czekających na swoje „zdrowe” i „normalne” pociechy wbijał się w jej skórę.
Już wiedziała, z której strony nastąpi atak. W jej kierunku szła kobieta. I nagle z jej ust padły słowa, które zmieniły wszystko:
— Jest pani wspaniałą mamą! Najwspanialszą na całym świecie. I świetnie sobie Pani radzi. Proszę się niczym nie przejmować. Wszystko będzie dobrze — powiedziała nagle spokojnym i łagodnym głosem.
— Ale skąd pani może to wiedzieć? — zapytała Maria.
— Nie jesteście sami. Mój wnuk też ma autyzm. Po prostu wiem, co to znaczy — odparła.
W tym momencie Maria poczuła spokój i ciepło. Tych kilka dobrych słów sprawiło, że wszyscy obserwujący ich ludzie nagle w jej oczach złagodnieli. Ktoś ją wreszcie rozumiał i wspierał.
Zwykła ludzka życzliwość dała Marii niewyobrażalną siłę. Po policzkach płynęły jej łzy. Szepnęła tylko do ucha krzyczącemu Stasiowi:
— Wszystko będzie dobrze. Nie jestem sama… Nie jesteś sam…
Elżbieta Wojciechowska
Autyzm jest zaburzeniem mózgu. Osoby dotknięte nim mają problemy z mówieniem, postrzeganiem świata, rozumieniem relacji społecznych. W odmienny sposób, najczęściej wyraźniej, odbierają wrażenia zmysłowe.
Światowy Dzień Świadomości Autyzmu został zainicjowany przez ONZ w celu propagowania wiedzy na temat tej przypadłości. W tym dniu można nie tylko wyrazić swoje poparcie dla osób autystycznych, ale także podnieść swoją wiedzę na temat autyzmu. A ta jest w społeczeństwie relatywnie niewielka, a osoby dotknięte nim oraz ich rodziny często spotykają się z krzywdzącymi opiniami na swój temat.
Więcej o autyzmie pisaliśmy przy okazji wcześniejszego Blue Day:
Niebieski Marsz w Niebieskim Dniu: Autyści są tacy sami, tylko że „bardziej”


































