Kulturalne pomysły na Skarżysko. Rozmawiają Gibaszewscy – syn Krzysztof z ojcem Mirosławem

527
Mirosław Gibaszewski (z prawej) i Krzysztof Gibaszewski
Scarnet - internet światłowodowy - Skarżysko-Kamienna
Scarnet - internet światłowodowy - Skarżysko-Kamienna
Scarnet - telefonia komórkowa - Skarżysko-Kamienna
Scarnet - telefonia komórkowa - Skarżysko-Kamienna

Podoba Ci się to, co robimy na ProSkarżysko? Więc może postawisz nam kawę? Dziękujemy! :)

Postaw nam kawę na buycoffee.to

Krzysztof Gibaszewski rozmawia ze swoim ojcem Mirosławem Gibaszewskim, który startuje w wyborach samorządowych. Polem do popisu jest, według obecnego radnego miejskiego i kandydata na kolejną kadencję, kultura. Na czym można zbudować markę i tożsamość kulturalną Skarżyska?

KRZYSZTOF GIBASZEWSKI: Mijająca kadencja jest twoją pierwszą. Jak oceniasz to doświadczenie?

MIROSŁAW GIBASZEWSKI: Moje spojrzenie na działanie radnego pięć lat temu a dzisiaj jest diametralnie różne. Wydawało mi się, że będę miał większy wpływ na to, co dzieje się w mieście. Tymczasem jako pojedynczy radny nie miałem wpływu na władzę wykonawczą. Moje koncepcje a koncepcje prezydenta różniły się wielu kwestiach.

Przekonałem się, że rada jest ciałem bardzo ważnym i nie każdy nadaje się do tej roli. Powinni to być ludzie świadomi, kompetentni, oddani i uczciwi.

REKLAMA
Dziękuję za Wasze poparcie. Bądźmy razem. Budujmy wspólnie  - Bartosz Bętkowski
Dziękuję za Wasze poparcie. Bądźmy razem. Budujmy wspólnie  - Bartosz Bętkowski
Dziękuję za Wasze poparcie. Bądźmy razem. Budujmy wspólnie  - Bartosz Bętkowski
Dziękuję za Wasze poparcie. Bądźmy razem. Budujmy wspólnie  - Bartosz Bętkowski

K.G.: Prawi i sprawiedliwi (śmiech). Skoro kandydujesz na drugą kadencję, znaczy, że uważasz, że się sprawdziłeś.

M.G.: Zabrzmi to nieskromnie – tak.

K.G.: Co powiesz na potwierdzenie?

M.G.: Jestem jednym z najbardziej pracowitych radnych. Nie opuściłem ani jednej sesji, ani komisji. Przepraszam – opuściłem jedną komisję w ciągu pięciu i pół roku. Kosztem własnej firmy i rodziny angażowałem się w wiele ludzkich spraw, będąc przewodniczącym Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, wiceprzewodniczącym Komisji Ładu Przestrzennego oraz członkiem Komisji Rewizyjnej.

K.G.: Powiedz jakieś konkrety. Trzy najważniejsze sukcesy osobiste.

M.G.: Gdybym nie był radnym kończącej się kadencji, nie byłoby skweru na Kochanowskiego, ulica Pułaskiego mogłaby nie doczekać się remontu. Nie ruszyłby też remont samej ulicy Kochanowskiego. Nie byłoby wiat przystankowych na Moniuszki.

K.G.: A jakieś porażki?

M.G.: Patrząc z perspektywy czasu… W pewnych decyzjach miasta głosowałbym inaczej.

K.G.: Podasz choć jeden przykład?

M.G.: Na pewno teren przy ulicy Akacjowej, który został sprzedany, a który przydałby się dla dobra mieszkańców. Ogólnie rzecz ujmując, większość w radzie to koalicja. Nie wszystkie propozycje władzy wykonawczej były mi bliskie. Ale świadomość pracy w grupie zmuszała mnie do grania dla drużyny. Samodzielnie nie da się osiągnąć niczego.

K.G.: Gdybyś miał ocenić swoje działanie w radzie w skali od 1 do 5, to ile sobie dajesz?

M.G.: Na 4.

K.G.: Czy mijającą kadencję oceniasz pozytywnie?

M.G.: Tak. Biorąc pod uwagę zadłużenie miasta i polityczne uwarunkowania, zrobione zostało dużo. Było to nie tylko administrowanie, ale także inwestycje w przód.

K.G.: Czym chcesz zachęcić ludzi do głosowania na ciebie w nadchodzących wyborach?

M.G.: Moje plany z obecnej kadencji spełniłem w osiemdziesięciu procentach. Gdybym dostał się teraz, na pewno dokończyłbym te brakujące dwadzieścia. A całą siłę moich działań, „lobbowania”, skierowałbym na kulturę. Mam świadomość, że pojedynczy radny, aby być skutecznym, musi skupić się na wąskim zakresie, na sprawach, które są mu najbliższe i do nich przekonywać prezydenta, bo to on, mówiąc w skrócie, wyznacza kierunki rozwoju miasta i ich finansowanie.

K.G.: Jak patrzę na to miasto, mam wrażenie, że jest ono jakby uśpione. Panuje tu marazm. Brakuje idei, jakiegoś spoiwa, czegoś tworzącego tożsamość. Kultura jest takim spoiwem. Co zamierzasz w tym temacie?

M.G.: Centralnym punktem moich działań będzie, jeśli się dostanę, Miejskie Centrum Kultury.

K.G.: Co planujesz?

M.G.: Bez kultury nie ma prawdziwego rozwoju, tworzenia społeczności lokalnej, ducha miasta. Pierwszą rzeczą jest zrobić z tego pięknego gmachu wizytówkę miasta. Ale ten projekt należałoby zacząć od zabezpieczenia piwnic budynku przed zalewaniem wodami gruntowymi. Znając realia, wiem, że działania te wiążą się z dużymi wydatkami. Jednak warto je ponieść, bo w tym przypadku chodzi nie tylko o kulturę, ale i bezpieczeństwo.

K.G.: Tak, wiem, schrony pod MCK. Do spraw bezpieczeństwa jeszcze wrócimy, ale najpierw o kulturze.

M.G.: Ma to być obiekt otwarty, przyjazny różnym grupom. MCK powinno być miejscem wzmacniającym poczucie wspólnoty, dbającym o rozwój lokalnej tożsamości, wspierającym świadomość, choćby o tym, że żył tu i tworzył Leopold Staff.

Chcę, aby przed wejściem do budynku powstała ławeczka Staffa. Miasto nie może żyć tylko ulicami i chodnikami. A te schrony, w czasie pokoju, można zagospodarować na potrzeby kulturalne. Skarżysko mogłoby się postarać w Ministerstwie Kultury o prawo do zorganizowania Biura Wystaw Artystycznych. Zupełnie nowej instytucji, która mogłaby działać w budynku MCK.

K.G.: Ostatnio zdałem sobie sprawę, że pod względem kultury nasze miasto jest samowystarczalne. Mamy świetnych muzyków, pisarzy, malarzy. Skarżysko mogłoby być ważnym punktem na kulturalnej mapie Polski. A nie jest.

M.G.: To prawda. W tej chwili przyszło mi do głowy, że na bazie tego potencjału ludzkiego można byłoby na przykład stworzyć lokalne radio, bazujące na naszych twórcach.

Możliwości w tej sferze jest więcej. Bardzo potrzebne jest muzeum historii Skarżyska. Mamy bogatą historię, przynajmniej ostatniego stulecia. Mało kto wie o wydarzeniach z 1905 roku,  dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy rozwój miasta postępował „w stylu iście amerykańskim”, o niesamowitych, wręcz filmowych wydarzeniach z czasu II wojny światowej. Rozwój powojenny, na przykład Milicy, też jest bardzo ciekawy. Taka dzielnica – twierdza – jest ewenementem co najmniej w skali Polski.

K.G.: Nie odpuszczę ci tematu Hasagu. Ten wątek wpisuje nas już nie na mapy Polski, ale świata. Dlaczego miasto nie korzysta z tego potencjału?

M.G.: Politycznie było to niemożliwe w latach komuny. Zbiorowa amnezja sprawiła, że ten temat po prostu zniknął. Naszym obowiązkiem jest przypomnieć i upamiętnić to, co się tu działo. Nie mówi się o tym, ale każdy wie, że to jest kapitał. Może ty mi powiesz, czy powinniśmy z tego korzystać. Lublin i Oświęcim na tym korzysta. Dlaczego nie Skarżysko?

K.G.: Odzywa się w tobie przedsiębiorca?

M.G.: Pragmatyk i dobry obserwator.

K.G.: To ja, jako wieloletni badacz Hasagu i Holokaustu mówię wprost, że Skarżysko, jeśli tylko odpowiednio upamiętni ofiary, ma pełne moralne prawo do korzystania z tego kapitału. Wspomniałeś o Milicy jako dzielnicy – twierdzy. W obliczu wojny w Ukrainie nie można nie poruszyć spraw bezpieczeństwa. Mówiłeś też o odwodnieniu piwnic MCK. Powiedz coś więcej na ten temat.

M.G.: Większość budynków z lat 50. ma swoje schrony. Największy znajduje się pod Domem Kultury, tyle że zalewają go wody gruntowe. Odwodnienie tej przestrzeni ma więc znaczenie nie tylko dla kultury, ale i dla bezpieczeństwa, o czym już wspomniałem. Rewitalizacja tej infrastruktury jest konieczna. Czekamy na ustawę o obronie cywilnej, która dałaby możliwości sfinansowania tego przedsięwzięcia.

K.G.: Schrony dają bezpieczeństwo, w czasie pokoju mogą być przestrzenią dla działań kulturalnych, ale są też magnesem na pasjonatów historii i wojskowości. To też warto wykorzystać.

M.G.: Do tego mamy Muzeum Orła Białego. Łącząc te wszystkie rzeczy, o których mówiliśmy: kulturę, historię, wojskowość i Hasag, zyskujemy materiał na stworzenie rozpoznawalnej marki miasta. A przecież takich ciekawych punktów jest więcej – rezerwat Rydno, Staropolski Okręg Przemysłowy na Rejowie.

K.G.: Wszystko to brzmi ładnie, ale czy nas na to stać?

M.G.: Jako radny znam problemy finansowe miasta. Na szczęście politycznie przyszły nowe czasy i głęboko wierzę w to, że przy zaangażowaniu władz miasta można będzie pozyskać środki z funduszy krajowych i europejskich.

K.G.: Czy tylko kultura cię interesuje?

M.G.: Mając doświadczenie w samorządzie i znając możliwości radnego, faktycznie koncentruję się na kulturze, ale nie jest to jedyna przestrzeń, która mnie interesuje. Uprzedzę twoje pytanie – mam w głowie dziesiątki innych pomysłów, którymi mogę się podzielić. Współpraca z nadleśnictwem, próba rozmowy z PKP w sprawie Ruchu, parku i innych terenów. Budowa przeprawy – wiaduktu albo tunelu – łączącej Przydworcowe z Kamienną. Rozwój terenów inwestycyjnych na terenie od Szydłowieckiej w kierunku Podemłynka. I najważniejsze – pilnowanie realizacji planu budowy zalewu bzińskiego, który daje nieprawdopodobne możliwości rozwoju miasta, zmieniając jego charakter z przemysłowego na turystyczny. Tych pomysłów mam więcej.

K.G.: Myślisz, że się dostaniesz?

M.G.: Patrząc na liczbę kandydatów, uważam, że szanse są wyrównane. Chciałbym mieć tylko jedno przesłanie. Gdyby mi się nie udało, niech ktoś skorzysta z tych przemyśleń.

Mirosław Gibaszewski (z prawej) i Krzysztof Gibaszewski

 

Artykuł sponsorowany sfinansowany przez KKW Koalicja Obywatelska