REKLAMA
Scarnet - internet światłowodowy - Skarżysko-Kamienna
Scarnet - internet światłowodowy - Skarżysko-Kamienna
Scarnet - telefonia komórkowa - Skarżysko-Kamienna
Scarnet - telefonia komórkowa - Skarżysko-Kamienna

Rozstrzygnięta została tegoroczna edycja konkursu o Złote Pióro Wojewody Świętokrzyskiego. W gronie laureatów konkursu jest mieszkaniec Skarżyska-Kamiennej Jarosław Gwóźdź, rzecznik prasowy skarżyskiej policji.

W tym roku konkurs o Złote Pióro Wojewody Świętokrzyskiego ponownie dotyczył pandemii koronawirusa, a temat brzmiał „Tak widzę świat, tak go czuję – rok później”.

Laureatem konkursu, zajmując drugie miejsce, został za opowiadanie „Pod górę” skarżyszczanin Jarosław Gwóźdź, który jest rzecznikiem prasowym skarżyskiej komendy policji.

Podoba Ci się to, co robimy na ProSkarżysko? Więc może postawisz nam wirtualną kawę? Dziękujemy! :)

Postaw nam kawę na buycoffee.to

– Nie liczyłem na aż tak wysokie miejsce, szczególnie że napisałem tekst satyryczny na temat, z którego być może ciężko się śmiać. Tym fajniej, że jury mnie doceniło – powiedział Jarosław Gwóźdź.

Jarosław Gwóźdź

Sukces naszego funkcjonariusza nie powinien dziwić. Z pisaniem i z szeroko pojęta kulturą ma on do czynienia dużo od dawna. Jarosław Gwóźdź jest dziennikarzem z wykształcenia, ma za sobą praktykę w tym zawodzie, a pisze od zawsze. Lubuje się właśnie w tekstach satyrycznych, bo właśnie taki tekst napisał na konkurs wojewody. Często właśnie taki charakter mają pisane przez niego informacje kryminalne publikowane na stronie policji, które znajdują uznanie i są cytowane w Teleexpressie i innych mediach.

W przeszłości Jarosław Gwóźdź był laureatem jednego z najbardziej prestiżowych konkursów tego typu, a mianowicie konkursu „O Grudę Bursztynu” w Gdyni. Był też członkiem grup muzycznych Papa Mobile i 40 Mil Obłędu.

Wśród wyróżnionych w konkursie był też inny mieszkaniec Skarżyska-Kamiennej – pisarz Grzegorz Rak, który w zeszłorocznej edycji konkursu zdobył główną nagrodę.

– Szczerze, to byłem zdziwiony, że rok po roku znów znalazłem się w gronie laureatów. Cieszę się – powiedział Grzegorz Rak.

Tutaj przeczytasz tegoroczne opowiadania Grzegorza Raka – pt. „Bolero”:

Pandemiczne „Bolero” Grzegorza Raka. Przeczytaj opowiadanie wyróżnione w konkursie literackim

 

Poniżej zeszłoroczne, zwycięskie opowiadanie Grzegorza Raka:

Nareszcie w domu – nagrodzone opowiadanie skarżyskiego pisarza Grzegorza Raka

Pierwszą nagrodę i 5000 złotych zdobył Ares Chadzinikolau za opowiadanie „W lustrze”. Drugie miejsce zajął Jarosław Gwóźdź za opowiadanie „Pod górę”, a trzecie Iryna Ostrovska, autorka opowiadania „Nagość”.

Konkurs o Złote Pióro Wojewody Świętokrzyskiego organizują wspólnie Radio Kielce i Świętokrzyski Urząd Wojewódzki w Kielcach. W tym roku prace oceniło jury w składzie: prof. Małgorzata Krzysztofik z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, Stanisław Nyczaj, poeta, krytyk literacki, prezes Związku Literatów Polskich w Kielcach oraz Dorota Klusek z Radia Kielce. Do tegorocznej edycji napłynęło ponad sto prac.

A oto nagrodzone opowiadanie Jarosława Gwoździa:

Jarosław Gwóźdź

Pod górę

Przez niezgrabne płatki śniegu przeciskały się krople deszczu. O słońcu można było pomarzyć. Ukryte gdzieś za siną pierzyną chmur, nie miało zamiaru wystawiać choćby czubka nosa. Nicpoń z papierosem w ustach kroczył ospale błotnistą drogą ku parceli swego druha Nygusa.

– Cześć Grześ! – przywitał gościa rąbiący drewno gospodarz. – Dawaj śmiało! Jeszcze dwa klocki i kończę. Nie pamiętam, żeby w połowie kwietnia taka pogoda była. Muszę pod fajerką palić, bo w chałupie zimno jak w izbie wytrzeźwień.

Nicpoń uścisnął dłoń kolegi i ze zdziwieniem pokiwał głową. – Co ty zgłupiałeś? W masce drewno rąbiesz? I dziurkę na peta sobie zrobiłeś? Od tego wirusa pod kopułą ci się przestawiło? – zarzucił serią pytań.

– Już rok to ścierwo na gębie każą nosić, to przywykłem. Nawet do snu nie zdejmuję – tłumaczył Nygus. – Jak zdejmę, to zapominam założyć i kłopoty. Ostatnio poszłem do sklepu po winko i wróciłem z mandatem. Na co mi to?! A tak noszę cały czas i mam spokój.

Po chwili obaj towarzysze zasiedli przy ciepłym piecu w nagrzanej już kuchni Nygusa. Gość wyjął z rękawa truskawkowy trunek, a gospodarz przetarł koszulą dwie szklanki. Wyraźnie uradowani widokiem wypełnionych naczyń, wypili do dna.

– Słuchaj, już czas – zagaił Nicpoń. – Bieda coraz większa, końca zarazy nie widać. Robimy ten kiosk i już.

Nygus na początku miał wątpliwości, ale na skręcane fajki i jedzenie ledwo z opieki starczało. Wizja poprawy bytu przesądziła. Poza tym do skoku szykowali się od roku. Ów sezam, który mieli złupić, mieścił się na peronie stacji kolejowej w Garbatce. Od domu Nygusa oddalony był o 5 kilometrów. Był to kiosk z blachy, przeszklony tylko od frontu. Właściciel dbał, aby klientom niczego nie brakowało. Można było tam kupić papierosy, artykuły spożywcze i przemysłowe oraz trunki niskoprocentowe. Szczególnie te ostatnie cieszyły się powodzeniem wśród lokalnych mieszkańców. Placówkę chętnie odwiedzali też uczniowie dojeżdżający do szkół w niedalekich Kielcach.

– Dobra, robimy – potwierdził Nygus. Choć obaj doświadczenie mieli nikłe w przestępczej działalności, szczegółowo zaplanowali akcję, po której żyłoby im się zdecydowanie lepiej.

– A więc będzie tak – rozpoczął naradę Nicpoń. – Zakładamy te buty, co przerobiłem specjalnie na skok. Mają obcasy z przodu, więc możemy zmylić ewentualny pościg. Widziałem ten myk w telewizji. To taka stara metoda ruskich szpiegów. Nikt w tych czasach takiego numeru nie rozszyfruje. Bierzemy pieprz dla pewności. Rozsypiemy po robocie i żaden szarik policyjny nas nie zwącha. Muszą być kominiarki na gębach i rękawice na łapach. Pójdziemy torami w obie strony. Nikt nas nie będzie widział, a tym bardziej pies nie wytropi. Kolejowe podkłady tak są nasączone smarami, że psinie nosa wykręci i z tropienia nici. Weźmiemy twojego składaka i worki. Załaduje się towar na ramę i będzie lux. Bierzemy tylko kasę, fajki i trunki. Czyli to, co do życia niezbędne. Po robocie wracamy i dzielimy fanty u ciebie w stodole. Korzystamy z nich tylko we dwóch. Żadnych kolesi i wystawnego życia! To nas mogłoby zgubić.

– Dobra – zaakceptował plan Nygus.

– Ale w razie jakiejkolwiek wpadki i niepowodzenia rozdzielamy się i salwujemy ucieczką. Charakter mamy w nogach dobry, więc nie powinno być problemu. I pamiętaj! Nie znamy się, i nigdy się nie spotkaliśmy – zastrzegł Nicpoń.

Przyjaciele szczegółowo opracowali plan. Był problem z kominiarkami, ale został szybko rozwiązany. Zamiast nich kamraci przerobili granatowe majtki Nygusa, wycinając w tylnej części dziurki na oczy. Nicpoń, co prawda, był początkowo nastawiony sceptycznie, ale kolega obiecał wprzód uprać bieliznę.

Nastała godzina „K”, bo tak dla potrzeb akcji nazwano 2.30. Nicpoń i Nygus zabrali narzędzia, rower, worki i wyruszyli w drogę.

Po przejściu około kilometra Nicpoń poczuł pewnego rodzaju dyskomfort. Do jego nosa zaczął dobiegać niezbyt przyjemny zapach.

– Kuźwa, coś mi śmierdzi – zakomunikował po cichu. Muszę zobaczyć, czy nie wlazłem w jakieś łajno. Albo ty wlazłeś. Idziesz pierwszy, a to śmierdzi z twojej strony. Trzeba zapalić latarkę.

– Zgłupiałeś! – oburzył się Nygus. – Chcesz nas wsypać jeszcze przed akcją. Pośmierdzi i przestanie, pewnie jakiś obornik na polach rozrzucili i cuchnie – tłumaczył koledze.

Do celu brakowało jeszcze około 2 kilometrów, a Nicpoń był coraz bardziej zdenerwowany przykrym zapachem. – To może chociaż fajkę zapalimy, bo mnie ten smród dobija – zaproponował.

– Absolutnie! – znowu zaprotestował Nygus. – To wiąże się z dużym ryzykiem. Może nas ktoś zauważyć i mogą nas też po niedopałkach wytropić. Nie jeden wpadł po pecie.

– Słuchaj, idziemy już tyle czasu, a śmierdzieć nie przestaje! I właśnie w tej chwili Nicpoń odkrył przyczynę problemu. I wybuchnął. – Ty idioto! Okłamałeś mnie! Ty tych gaci nie wyprałeś, zanim je na kominiarkę przerobiłeś! Tfu!

– Cicho karwasz, bo wszystko zepsujesz! – uspokajał kolegę Nygus. – No rzeczywiście zapomniałem uprać, ale pomyślałam, że na powietrzu będzie okej. Musimy wytrzymać, zaraz nasz cel – motywował kompana.

– Nigdy ci tego nie zapomnę! I tylko fakt, że widać było już światła na kolejowej stacji, sprawił, że Nicpoń nie zrzucił z twarzy przeklętej kominiarki.

Podeszli po cichutku do nieczynnego budynku kasy biletowej i wyłonili się zza rogu, za którym znajdował się cel. Po chwili obaj znieruchomieli.

– W mordę! – pierwszy przemówił Nygus.

– Co jest?! – dodał Nicpoń.

Oczom niedoszłych włamywaczy ukazał się jedynie betonowy murek stanowiący fundament kiosku. Sklepu nie było. Obaj zrzucili kominiarki, a Nicpoń zaczął skakać po swoim nakryciu twarzy, klnąc przy tym co niemiara.

– Biednemu to zawsze po górkę! – skwitował Nygus.

Nazajutrz okazało się, że właściciel kiosku musiał zamknąć interes przez wirusową pandemię. Uczniowie przestali jeździć do szkół, ludzie potracili pracę i biznes przestał się opłacać. Jedyny pozytyw całej historii wykazał Nygus koledze przy szklance wina.

– Przynajmniej możesz być pewien, że jesteś zdrowy. Bo węch masz w porządku, bynajmniej.

 

Podoba Ci się to, co robimy na ProSkarżysko? Więc może postawisz nam kawę? Dziękujemy! :)

Postaw nam kawę na buycoffee.to