Na korcie tenisowym na Górnej Kolonii w 1932. Od lewej: Marian Szczęsnowicz, inż. Franciszek Błaszkiewicz, Czesława, Ziuk Błaszkiewicz, Halinka (?), Janina Błaszkiewicz, Izabela Szczęsnowicz, Zosia Błaszkiewicz i inni koledzy
Scarnet - internet światłowodowy - Skarżysko-Kamienna
Scarnet - internet światłowodowy - Skarżysko-Kamienna
Scarnet - internet światłowodowy - Skarżysko-Kamienna
Scarnet - internet światłowodowy - Skarżysko-Kamienna

Ciężkie czasy pisały z jednej strony barwne, ale z drugiej tragiczne życiorysy. Marian Szczęsnowicz to człowiek, którego życiowymi historiami można by obdzielić niejedną osobę.

Niniejsze dzieje swojego przodka spisał Bogdan Mazgis, jego wnuk, na podstawie relacji ustnych i spisanych wspomnień jego córki, Czesławy Waszkiewicz z domu Szczęsnowicz, primo voto Mazgis, w latach 1929–39 i 1945.

Materiał otrzymaliśmy dzięki uprzejmości dra Piotra Kardysia z Polskiego Towarzystwa Historycznego Oddział Skarżysko-Kamienna.

Zapraszamy też do przeczytania tekstu o początkach Państwowej Fabryki Amunicji w Skarżysku-Kamiennej, czyli dzisiejszego Mesko.

Jak powstawała Państwowa Fabryka Amunicji w Skarżysku-Kamiennej, czyli dzisiejsze Mesko

Jan Marian Szczęsnowicz (1884–1945) pochodził z Rarańczy1 (obecnie w Ukrainie, nazywa się Ridkovcy), wsi w pobliżu miasta Czerniowce, stolicy Bukowiny. Rodzicami jego byli Wiktor Szczęsnowicz (~1825–1914) i Antonina (~1840–1916) z Agopsowiczów, miał dwóch dorosłych braci i siostrę (siedmioro innych rodzeństwa zmarło w dzieciństwie). Szczęsnowiczowie i Agopsowiczowie byli spolonizowanymi Ormianami na Bukowinie i Pokuciu. Mieli majątki ziemskie, trudnili się też handlem.

Jan Marian Szczęsnowicz w roku 1929

Jan Marian Szczęsnowicz wykształcił się w dobrej średniej szkole mechanicznej w Wiedniu i założył warsztat mechaniczny w Kołomyi. Mieszkała tam bowiem jego starsza siostra Antonina, zamężna Moszoro. Był pionierem motoryzacji na Pokuciu – miał motocykl!.

Siedemnastoletnią pannę Izabellę Niewiadomską poznał w pociągu, którym jechała w towarzystwie swojej cioci. Okazało się, że mają wspólnych krewnych i tak się zaczęło. Na oświadczyny z prośbą o rękę Izabelli, Jan Marian udał się do jej rodziców do Lwowa. Ojcem panny był Czesław Prus-Niewiadomski, doktor praw, były starosta powiatu buczackiego. Ślub odbył się 11.11.1911 roku w kościele św. Antoniego na Łyczakowie we Lwowie. Młoda para zamieszkała w Kołomyi, utrzymując się z prowadzonego warsztatu. Pan Bóg pobłogosławił i po roku, 18.11.1912 roku, przyszła na świat córeczka Czesława2.

Krótko trwało szczęście rodzinne młodych Szczęsnowiczów. Europa przeżywała największy od stu lat kryzys polityczny. Okres dobrobytu i pokojowego współżycia ludzi różnych wyznań, kultur i języków niespodziewanie dobiegał końca. Zbudzone zostały demony wojny. Szykowane arsenały uzbrojenia czekały na śmiercionośne użycie. Do tego masowo potrzebni byli żołnierze.

Z końcem 1913 roku Jan Marian został zmobilizowany i skierowany do jednej z jednostek na południu Cesarstwa Austro-Węgier. To była zresztą reguła, tak mieszać: Polaków do Bośni, Chorwatów i Czechów do Galicji i Besarabii. Lecz tu natrafiono na sprytnego Ormianina. Jan Marian miał w Trieście brata, Emanuela Mariana, którego, jadąc na miejsce zgrupowania, postanowił odwiedzić.

Dowód osobisty Mariana Szczęsnowicza

W Trieście, w porcie (to był jedyny morski port austro-węgierski), zobaczył gotowy do drogi transatlantyk do Nowego Jorku. Zobaczył w tym znak Opatrzności i jedyną szansę. Bez wahania wsiadł „na gapę” i popłynął. Gapowiczów było więcej. Statek nie był austriacki, ale wobec braku wizy do USA, groziło mu odesłanie z powrotem. Tymczasowo osadzono go z innymi na słynnej wysepce Ellis naprzeciwko Manhattanu, u brzegów New Jersey City. Jan Marian na statku znalazł sobie dobrego kolegę, także gapowicza, który został szybko „wykupiony” z wysepki przez poręczenie krewnego, obywatela USA. I ten kolega, jak obiecał, zdobył u krewnego drugie poręczenie dla Jana Mariana.

Jan Marian dość szybko znalazł pracę dzięki dobrym kwalifikacjom i postępom w języku angielskim. Wysłał więc wiadomość do żony, której polecił pakować się i przyjeżdżać z dzieckiem do Ameryki. Trwał już brzemienny w wydarzenia rok 1914. Izabella spakowała się i zaczęła podróże, by pożegnać się z liczną rodziną. Była u braci w Krakowie i w Wieliczce, a potem przegrała wyścig z czasem w Dubiecku, malutkim miasteczku nad Sanem, gdzie zatrzymała się u siostry, u której byli także jej rodzice. Wybuchła wojna światowa przekreślając możliwości podróży.

Jan Marian nie mógł znaleźć kontaktu z rodziną, która opuściła Kołomyję i została odcięta przez front. Także starania Izabelli w okresie wojny i po niej zdobycia informacji przez Czerwony Krzyż o mężu w Ameryce były bezowocne. Okazało się, że mąż w USA przyjął, dla wygody, nazwisko John Marian.

Dopiero w 1921 roku Czesław Niewiadomski zdecydował się skorzystać z pobytu premiera Paderewskiego (którego wcześniej kiedyś poznał osobiście) w Krakowie, a może w Tarnowie i poprosił go o osobistą interwencję w amerykańskich urzędach w celu odnalezienia zięcia. Poskutkowało! Jan Marian natychmiast wysłał zaproszenie do przyjazdu rodziny do Stanów i chyba pieniądze na podróż. Żona jednak napisała, że dopóki żyje jej ciężko chora matka, nie może ruszyć się z Wieliczki i zostawić samego ojca przy chorej.

I wtedy Jan Marian podjął natychmiast, tak jak w Trieście, decyzję o powrocie do Polski. Rodzina dostała niespodziewaną depeszę z Gdańska, że wylądował. Było to wiosną 1922 r.

Aby stworzyć warunki utrzymania dla rodziny, odnaleziony ojciec w poszukiwaniu pracy udał się do Warszawy. Był rok 1922. Kraj dźwigał się ze strasznych zniszczeń długich lat wojny, organizowany był także państwowy sektor przemysłu. Jan Marian zainteresował się tworzoną fabryką broni na warszawskiej Woli. Omijając oczekujący w kolejce tłum chętnych do pracy, brawurowym skokiem przez okno dostał się do biura i wywarł takie wrażenie, że przyjęto go na konstruktora. W USA zdobył duże doświadczenie zawodowe. Pracował w zakładach Forda w Detroit.

W roku 1925 Jan Marian Szczęsnowicz dostał propozycję objęcia stanowiska kierowniczego w tworzonej fabryce broni w Radomiu. Był tam między innymi odpowiedzialny za zorganizowanie narzędziowni. Do tej fabryki ściągnął z Triestu brata, Emanuela Mariana Szczęsnowicza (obaj używali przede wszystkim imienia Marian, co wywoływało liczne nieporozumienia), który przyjechał z żoną Włoszką3.

Oddajmy głos córce Czesławie, która w Radomiu rozpoczęła naukę w gimnazjum:

Kiedy skończyłam sześć klas szkoły podstawowej, Tato mój został przeniesiony do nowo wybudowanej fabryki karabinów w Radomiu. Dostaliśmy tam piękne mieszkanie w nowym budynku, cztery pokoje, kuchnia, łazienka i dwa balkony. Ja przeszłam do trzeciej klasy gimnazjum prywatnego pani Marii Gajl. Chodziłam odtąd w marynarskim mundurku, od święta biała bluzka z marynarskim kołnierzem.

Rodzina Szczęsnowiczów w 1928: Marian, żona Izabela, córka Czesława i synek Paweł

„Gajlówki” były elitą młodzieży w Radomiu. Przy szkole był duży ogród, w którym w ciepłe dni odbywały się lekcje, były tam ławki i tablica, a klasy oddzielone krzewami i kwiatami. Było też boisko do piłki siatkowej i małe szkolne zoo.

Wtedy to Tato kupił działkę w Garbatce, gdzie wybudował mały drewniany domek (gdzieś jest zdjęcie). Tam było cudownie! Mama z Pawełkiem przenosiła się tam w maju, ja z Tatem dojeżdżaliśmy do Radomia. Letnisko likwidowało się z końcem września. To było cudowne, mieć własny ogródek, własne sosny, własne paprocie, jałowce i moc jagód oraz poziomek-olbrzymów, które codziennie na nowo rodziły pełne salaterki. W ogródku dojrzewały truskawki, porzeczki, groszek zielony. W komórce był królik i kury. Na dębie mieszkała „własna” rodzina wiewiórek. Był też placyk do krokieta (ulubiona gra Mamy). W każdą niedzielę było pełno gości z Radomia. Myślę, że moja Mama czuła się tam wreszcie szczęśliwą.

Domek letniskowy Szczęsnowiczów w lesie w Garbatce

Niestety, w 1929 roku Tatę przeniesiono do Fabryki Amunicji w Skarżysku-Kamiennej. Skarżysko wtedy to były tylko lasy, lasy…, w których postawiono fabryczne budynki i budowano pierwsze urzędnicze domy (Kolonia Górna) i pierwsze robotnicze (Kolonia Dolna). Jeździć z lasu do lasu nie było sensu i Tato, ku rozpaczy Mamy, sprzedał Garbatkę, a kupił pierwszy w Skarżysku samochód marki Tatra.

Rodzina Szczęsnowiczów z ich pierwszym autem „Tatrą”

Wakacje 1930 roku spędziliśmy na wędrówce samochodem po Polsce. Po raz pierwszy wtedy zobaczyłam morze. Przejechaliśmy z północy na samo południe do Zakopanego. W tej podróży towarzyszyła nam o rok starsza koleżanka Zosia Chrzczonowicz, która mieszkała w tym samym co i my domu. Zosia miała dwóch braci – Kostka i Witka4. Bardzo przyjaźniliśmy się. Kostek skończył medycynę i jako lekarz zginął w Powstaniu Warszawskim, Witek w 1939 roku dostał się do niewoli rosyjskiej, z której uciekł (znał świetnie rosyjski – urodzili się wszyscy troje na Syberii – do Polski przyjechali do średnich szkół), przewędrował cały wschód, dostał się wreszcie do polskich oddziałów w Afryce. Po wojnie emigrował do Szkocji, gdzie był (a może jeszcze jest) profesorem na wyższej uczelni (miał skończoną Politechnikę Warszawską – dwa wydziały mechaniczny i elektryczny). Zosia zaginęła w powstaniu bez wieści.

Przyjaźniłam się też z rodziną Błaszkiewiczów5. Najwięcej z Zosią, która była starsza ode mnie o trzy lata. Gdy poznałyśmy się, była na pierwszym roku matematyki w Warszawie. Jej młodsza siostra Nina chodziła do tej samej szkoły co i ja, o trzy lata niżej. Zosia miała jeszcze starszą siostrę Janię, która stale mieszkała w Warszawie oraz trzech braci: żonatego już Frania, Ziuka, który był studentem politechniki i Kazika, o rok starszego ode mnie, który uczył się w gimnazjum w Warszawie, a potem w Akademii Handlu Zagranicznego6.

Dom na Kolonii Górnej przy ul. Tytusa Chałubińskiego 3, w którym mieszkali Szczęsnowiczowie [zdjęcie Bogdana Mazgisa z 2019]
Wszystkie święta i wakacje spędzaliśmy razem. Ojciec Zosi Chrzczonowicz, pan Joachim był szalenie wesoły i organizował młodzieży różne zabawy np. w zimie kuligi saniami, w lecie wyprawy łódkami na „wyspę miłości” – ognisko itp. Do mnie przyjeżdżała Lucyna [bliska kuzynka – przyp. BM], do innych też kuzynki, kuzyni i koledzy.

W szkole też, przed samą maturą, utworzyła się zgrana paczka, niby aby wspólnie się uczyć do matury, ale urządzaliśmy tej maturalnej wiosny wspaniałe wycieczki i bawiliśmy się świetnie.

Na ganku przed domem – rodzina Szczęsnowiczów i ich goście: inżynier Adam (?) z żoną i córeczką

Oczywiście najwięcej uczęszczanym w lecie był Rejów – było to jeziorko dość duże i bardzo głębokie. Nad jeziorem była przystań żeglarska z kawiarnią i duży plac zabaw oraz plaża. Miałam swój kajak i moc czasu spędzałam na wodzie. Jezioro to zostało zniszczone na wiosnę 1939 roku. Wpływała do niego niewielka rzeczka, która po deszczach tak wezbrała nagle, że wody nieodprowadzone na czas przez spusty zerwały tamę, zniszczyły tory kolejowe, uniosły małą elektrownię, przeniosły się do rzeki Kamiennej, zrywając most prowadzący do fabryki, i zalały miasteczko Kamienną, burząc nawet parę domów. To wszystko odbyło się w przeciągu niecałych dwóch godzin.

Zbieranie malin na działce, za schyloną Czesławą jej stryj Marian Emanuel

Obecnie jest raczej duży staw – widać go z pociągu (Radom-Kielce) – jest też nawet przystań, ale mała (tamtą porwała woda), odbywają się nawet regaty – ale to nawet nie przypomina dawnego Rejowa. Tragiczna powódź z wiosny 1939 paradoksalnie ocaliła Fabrykę Amunicji. Znikł zalew, według którego lotnicy niemieccy mieli pół roku później orientować się w położeniu fabryki. Zamiast niej zbombardowali Suchedniów, w którym znajdował się kolejny zalew na Kamiennej.

Na werandzie – te same osoby (bez Pawełka)

Tatuś mój w Skarżysku był dyrektorem technicznym Fabryki Amunicji. Oprócz pracy w fabryce bardzo udzielał się społecznie. Był założycielem spółdzielni spożywców – dzięki niemu powstały dwa pierwsze sklepy spożywcze obsługujące obie kolonie pracownicze. Członkowie spółdzielni byli udziałowcami rozliczanymi raz w roku i zyski były rozdzielane. Zorganizował oddział Czerwonego Krzyża – odbywały się szkolenia ratownicze, przed samą wojną przeciwlotnicze i gazowe. Jeszcze w Radomiu pracował w Towarzystwie Przeciwgruźliczym (wówczas było dużo zachorowań) – akcję tę przeniósł i do Skarżyska. Założył też koło myśliwskie – w jesieni i zimą urządzał pod Szydłowcem polowania. Należał do rady parafialnej, dzięki której wybudowano piękną plebanię. W okresie bezrobocia organizował pomoc dla rodzin bezrobotnych w postaci kuchni, które przyrządzały bezpłatne, bardzo treściwe i smaczne zupy (nieraz je gotowałam i wydawałam).

Nic więc dziwnego, że był stale zajęty, ciągle coś organizował i załatwiał. Poza tym często wyjeżdżał za granicę w podróże służbowe. Jeszcze z Radomia na początku 1929 jeździł nawet do USA. Potem ze Skarżyska był w Anglii, Francji, a najczęściej jeździł do Niemiec7.

Fotografia maturalna Czesławy, autorki wspomnień, rok 1932

W roku 1932 Cesia zdała maturę i chciała studiować biologię w Warszawie, gdzie była już zgrana paczka ze Skarżyska. Jednak ojciec dowiedział się wtedy o Szkole Gospodarczej w Snopkowie pod Lwowem. Marian Szczęsnowicz uznawał, że kobieta powinna przede wszystkim znać się na gospodarstwie, a potem wybierać coś innego. Postanowienie ojca było nieodwołalne i Cesia pojechała z wymaganą wyprawą do Snopkowa. Szybko okazało się, że wybór ojca był wspaniały. Szkoła ta nie tylko dawała szeroki zakres umiejętności praktycznych z bogatym zapleczem akademickiej wiedzy teoretycznej, ale przede wszystkim formowała pełną osobowość kobiety zaangażowanej społecznie, której służbą miało być krzewienie oświaty w zakresie gospodarstwa domowego i wiejskiego w terenie. Dzięki tej uczelni Cesia po wojnie, gdy zabrakło męża, mogła dać sobie radę zawodowo. Całe dalsze życie czuła się przede wszystkim „Snopkowianką”8.

W marcu 1934 zmarła żona Mariana Izabela. Od lat chorowała na niedomykalność zastawek serca. Córka po powrocie ze studiów w 1935, przez trzy lata prowadzi dom ojcu, pomaga w pracach społecznych i udziela się towarzysko. Poznaje inżyniera Stanisława Mazgisa, stażystę w Fabryce Amunicji, specjalistę od amunicji, zawodowego wojskowego w stopniu, niebawem, kapitana. Młodzi biorą ślub jesienią 1938 roku.

W styczniu 1939 Jan Marian Szczęsnowicz żeni się ze starszą kuzynką córki, Krystyną z Niewiadomskich9. Wiosną 1939 roku córka z mężem przenoszą się do Warszawy, ponieważ mąż został skierowany do Państwowego Instytutu Uzbrojenia. Wybuch wojny przynosi silne zawirowania, pełne niebezpiecznych przygód, w życiu młodych. Ostatecznie zamieszkali w Warszawie, w lipcu 1940 roku urodził im się syn Bogdan, mąż zaangażował się w konspiracji.

Zdjęcie ślubne Mariana i Krystyny z Niewiadomskich, styczeń 1939

We wspomnieniach Czesławy brak informacji o losach ojca w pierwszym okresie wojny. Tylko to, że w sierpniu 1940 urodziła się im córeczka Alina i że byli w Radomiu. Potem w 1942 odnotowane są kontakty, gdy Marian Szczęsnowicz starał się o znalezienie pracy i mieszkania w Warszawie. Jeden ze znajomych zaproponował mu udział w prowadzeniu fabryczki zabawek mechanicznych. Marian z żoną i córeczką z końcem lata 1942 zamieszkali na Sadybie w Warszawie, gdzie udało się wynająć piękne mieszkanie.

Portret Czesławy w wieku 94 lat, z roku 2006

Podczas Powstania Warszawskiego, w sierpniu, Szczęsnowiczowie wraz z innymi z Sadyby zostali wysiedleni i w końcu trafili do Starachowic. W styczniu 1945 roku, gdy tylko Niemcy opuścili Skarżysko, Marian zjawił się w Fabryce Amunicji i zaczął działać. Córka Czesława, która po kapitulacji Powstania i kolejach wysiedlenia znalazła z synkiem przystań u rodziny kuzynki w Radomiu (mąż, mjr Stanisław Mazgis, trafił do oflagu), gdy tylko dowiedziała się, że ojciec wrócił do Fabryki, wyruszyła na spotkanie do Skarżyska.

A oto jej relacja:

Rano poszłam do Fabryki, zostałam przepuszczona przez portiernię i znalazłam się w dawnym gabinecie dyrektorskim, w którym za biurkiem zastałam Tatę. Był okropnie zmieniony, wymizerowany, byle jak ubrany, ale jak zwykle pełen energii. Padliśmy sobie w objęcia. Tato już wiedział, że żyję, ale poprzednio myślał, że zginęliśmy w Warszawie. Tato kazał mi być dzielną i radzić sobie, jak tylko potrafię, bo Tato wprawdzie pracuje, doprowadzając fabrykę do porządku, ale o tym, aby ktoś płacił za pracę nie ma mowy, więc nie będzie mi mógł pomóc. Nie mogliśmy długo rozmawiać, bo wzywali Ojca na warsztaty.

Wracałam do Radomia stosunkowo szybko, bo Tato dowiedział się, że jadą jakieś auta ciężarowe po żywność do Radomia i umieścił mnie w szoferce. Po tygodniu dowiedziałam się, że Ojca aresztowali razem z dyrektorem Szaniawskim. Obaj udaremnili wywóz maszyn z narzędziami. [Chodziło o wywóz do Związku Radzieckiego – przyp. B.M.]. Maszyny były już załadowane na wagony, gdy na skutek interwencji Ojca, cały zestaw pociągu wrócił do fabryki i robotnicy założyli protest. Trzymano Ojca przez parę dni i nocy w zwykłej piwnicy w Kamiennej. Była zima i mrozy kilkunastostopniowe. Po ostrych protestach robotników maszyny wróciły do narzędziowni, a dyrektorów wypuszczono na wolność, z tym że odtąd w fabryce stale przebywał komendant radziecki.

Ojciec przechodził w 1943 roku w Warszawie zapalenie płuc, potem był Pruszków, wysiedlenie do Starachowic, przeciągi w fabryce bez okien, pobyt w piwnicy. To wszystko wywołało poważne przeziębienie. Ojciec jednak energicznie pracował dalej i uruchamiał coraz więcej wydziałów.

Na korcie tenisowym na Górnej Kolonii w 1932. Od lewej: Marian Szczęsnowicz, inż. Franciszek Błaszkiewicz, Czesława, Ziuk Błaszkiewicz, Halinka (?), Janina Błaszkiewicz, Izabela Szczęsnowicz, Zosia Błaszkiewicz i inni koledzy

Czesława w tym czasie, z końcem zimy i początkiem wiosny 1945 roku, przeżywała najgorsze miesiące swego życia. Bez męża, bez stałej pracy, bez godziwego mieszkania, niedożywiona, z chorym synkiem, który na Wielkanoc był prawie umierający i ze świadomością, że ojciec, na którym się wcześniej zawsze mogła oprzeć, jest szykanowany i poważnie chory. Podjęła w tym czasie ciężką i bezowocną pracę w szklarni, która dawała jej zakwaterowanie w nędznym baraku pełnym karaluchów.

Przed pijalnią w Truskawcu w 1936, od prawej inż. Franciszek Błaszkiewicz, jego najstarsza córka Janina, Marian Szczęsnowicz, druga córka Zofia Błaszkiewicz, mąż Janiny Jan Skowroński (podczas wojny lotnik, został w Anglii) i znajoma

A oto jej ostatnia relacja dotycząca ojca:

Któregoś dnia w połowie maja zjawił się u mnie w szklarni pan Woźniakiewicz10. Przyjechał specjalnie zawiadomić mnie o ciężkim stanie mego Ojca: przeziębienie po aresztowaniu przeszło w zapalenie oskrzeli, a następnie w poważne zapalenie płuc. Pan Woźniakiewicz nie ukrywał, że jeśli chcę zobaczyć ojca, powinnam zaraz jechać do Skarżyska. Rzeczywiście zastałam Ojca ciężko chorego, z trudnością mówił, męczył go okropny kaszel. (…)

Pożegnaliśmy się, zdając sobie sprawę, że widzimy się po raz ostatni. 31 maja 1945 roku dostałam telegram, że Ojciec nie żyje. Zawiadomiłam Pawła (pracował w Radomiu) i razem z Dankiem pojechaliśmy na pogrzeb. Tłumy żegnały mego Ojca. Oprócz przedstawicieli Fabryki Amunicji, przedstawiciele wszystkich organizacji, których przeważnie Ojciec był założycielem i wieloletnim prezesem. (…) Wyprowadzenie zwłok było z domu do kościoła, a potem na cmentarz. Ojciec spoczął w grobie przy Mamie (umarł w dniu jej urodzin, 11 lat po jej śmierci)11.

Grób Izabeli i Mariana Szczęsnowiczów i jego usytuowanie na cmentarzu przy ulicy Cmentarnej (obok Al. Jana Pawła II). Obok grobu stoją autor noty i zdjęć i jego żona Krystyna

Przypisy

1. Nazwa Rarańcza później dwukrotnie przeszła do historii, raz z powodu zwycięskiej bitwy II Brygady Legionów w 1915 roku, w której legionistom udało się powstrzymać natarcie piechoty rosyjskiej, a potem, w tej samej okolicy , w lutym 1918, ta sama II Brygada pod wodzą gen. Józefa Hallera, wypowiedziała służbę Austrii i przedarła się przez front nad Dniestr, aby połączyć się z II Korpusem Polskim w służbie rosyjskiej. Było to wtedy, gdy Piłsudski odmówił współpracy z Niemcami i miało to doniosłe znaczenie polityczne.

2. Czesława, matka autora noty, przeżyła 100 lat, zmarła w 2013 roku.

3. Emanuel Marian pracował we Włoszech w fabryce rowerów i jego doświadczenie miało być przydatne. Zmarł w Radomiu już w roku 1933.

4. Ich ojciec, Joachim Chrzczonowicz, należał do kadry technicznej PFA. Mieszkali po sąsiedzku w tym samym domu na Kolonii Górnej [przyp. BM]

5. Inżynier Franciszek Błaszkiewicz należał do kadry technicznej PFA [przyp. BM].

6. Z młodymi Błaszkiewiczami Czesława utrzymała kontakty po wojnie. Najbliżej związana była z Zosią. Zofia wyszła za mąż za inż. Tadeusza Waszkiewicza. Po wojnie zamieszkali we Wro-cławiu, gdzie Tadeusz został wykładowcą Politechniki Wrocławskiej, organizował zakład obróbki metali na Wydziale Mechanicznym. Jeden z ich synów, Jan, doktor nauk matematycznych, był znanym działaczem opozycji demokratycznej w latach siedemdziesiątych. W roku 1981 został członkiem Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. W latach dziewięćdziesiątych był jednym z twórców koncepcji „Wrocław – miasto spotkań”. Był pierwszym marszałkiem sejmiku dolnośląskiego. Zmarł w 2021 roku. Józef (Ziuk) Błaszkiewicz zmarł zaraz po wojnie. Jego dwaj synowie, po wczesnej śmierci matki, wychowywali się w rodzinie Waszkiewiczów we Wrocławiu i tam zostali inżynierami. Nina Antonina) wyszła za inż. Tadeusza Robaka z PFA, który aż do emerytury pracował w tym zakładzie (potem Mesko). Kazik w czasie wojny trafił do Anglii, osiadł po wojnie w Londynie i tam się dobrze urządził [przyp. BM].

7. Z podróży tych, a zwłaszcza z kontaktów z fabrykami niemieckimi, Marian Szczęsnowicz wyniósł rozeznanie o poziomie i natężeniu procesu zbrojeniowego w Niemczech i wynikającym stąd zagrożeniu dla Polski. Jako realista był przerażony ignorancją młodych inżynierów, a zwłaszcza wojskowych, jak jego przyszły zięć, uległych wobec hurrapatriotycznej propagandy, według której z łatwością „niemiaszków” da się pokonać [przyp. BM].

8. Po wojnie Czesława prowadziła żywienie w małych i średnich pensjonatach, by w końcu przez 3 lata kierować wyżywieniem i dietetyką w największym ówczesnym sanatorium „Lwigród” w Krynicy. Snopkowianki utrzymywały kontakty ze sobą i dzięki nim Czesława przeniosła się do szkolnictwa. Najpierw prowadziła technikum gastronomiczne w Krynicy, potem do emerytury pracowała w Zespole Szkół Gospodarczych we Wrocławiu. Była cenionym nauczycielem technologii posiłków i zasad żywienia. Gdy już była na emeryturze, jedna z jej wrocławskich przyjaciółek, Teresa Breza, także snopkowianka, przeniosła z Francji do Polski idee ruchu „Foi et Lumiére” tworząc pierwsze wspólnoty ruchu „Wiara i Światło” w ramach Kościoła katolickiego dla osób niepełnosprawnych umysłowo i ich rodzin. Czesława od początku włączyła się w te działania i przez wiele lat angażowała się zwłaszcza w prowadzeniu obozów wakacyjnych dla tych grup.

9. Krystyna po wojnie, po śmierci Mariana, mieszkała dalej na Kolonii Górnej. Pracowała w Gimnazjum Mechanicznym, później w Technicznych Zakładach Naukowych w Skarżysku ucząc języka polskiego i historii aż do emerytury. Ich córka Alina, po wyjściu za mąż, zamieszkała w Pińczowie i żyje tam dotąd. Dwaj bracia Krystyny, Tadeusz i Roman Niewiadomscy także byli zatrudnieni w PFA – ich nazwiska znajdują się na liście płac w roku 1939.

10. Inż. Władysław Woźniakiewicz pracował w PFA. Jest na liście płac z roku 1939. Przedtem pracował już z Marianem Szczęsnowiczem w Radomiu. Jego rodzina była blisko zaprzyjaźniona ze Szczęsnowiczami, w Garbatce mieli sąsiednie działki w lesie. Po wojnie mieszkali w Warszawie. (Syn Mariana, Paweł, szereg lat mieszkał u nich). Czesława przez długi czas utrzymywała z nimi kontakty. [przyp. BM]

11. Grób Izabeli i Mariana Szczęsnowiczów znajduje się w starej części cmentarza, obok alei Jana Pawła II, przy ulicy Cmentarnej. Ostatnie wejście przed rogiem ul. Spokojnej, prosto alejką około 50 m, przy tej alejce z prawej strony. Zwraca uwagę piękna figura Matki Bożej w niszy (patrz załączone zdjęcia), niestety pokryta bardzo spękaną farbą (figura ma już 88 lat).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here