Z każdych mistrzostw Polski przywożą medale. Nie mogło być inaczej i w wielobojowego czempionatu w rzutach. Sportowcy weterani, mieszkańcy Skarżyska, Suchedniowa i Bliżyna zdobyli kolejne trofea.
Uprawiali sport w młodości i na czas drugiej młodości powrócili do swoich sportowych pasji. Mowa o sportowcach weteranach, zwanych też mastersami, mieszkańcach powiatu skarżyskiego, którzy upodobali sobie królową sportu do tego stopnia, że bez względu na upływający czas namiętnie trenują, aby potem wystąpić na lekkoatletycznym stadionie.
W miniony weekend nasi usportowieni seniorzy pojechali na mistrzostwa w konkurencjach rzutowych, na które składają się młot, ciężarek, oszczep, dysk i kula. Na stadionie w Toruniu wystartowali:
Halina Ślęzak z Bliżyna
Czesława Stępniewska ze Skarżyska-Kamiennej
Zdzisław Włodarczyk z Suchedniowa
Grzegorz Mirkowski ze Skarżyska-Kamiennej
We czwórkę zdobyli sześć medali. Byłyby one jeszcze cenniejszych kolorów, gdyby nie to, że zarówno obie panie, jak i obaj panowie startują w jednej kategorii wiekowej, wiec toczą brato- i siostrzanobójcze potyczki.
Medale byłyby też cenniejsze, a wyniki lepsze, gdyby nie perypetie związane z obostrzeniami pandemicznymi oraz problemy zdrowotne. Także szczepionki nie pozostają bez wpływu na cykl treningowego.
– Ostatnio zdrowie nie dopisywało, więc nie trenowałam tak, jak bym chciała. Robiłam tylko rzuty próbne w dysku i kuli. Młotu, ciężarka i oszczepu w ogóle nie trenowałam. Wyniki miałam gorsze niż w zeszłym roku, ale ogólnie fajnie, że wystartowałam, i że się sprawdziłam w takiej dyspozycji, jakiej jestem – powiedziała Czesława Stępniewska.
Lekkoatleci seniorzy cieszą się z kolejnych krążków w dorobku i już wyczekują startu w lekkoatletycznych mistrzostwach kraju, które odbędą się jeszcze w tym miesiącu w Olsztynie.
Gratulujemy medali i życzymy kolejnych!
Dorobek sportowców weteranów z Mistrzostw Polski Masters w Pięcioboju Klasycznym i Pięciobojach Rzutowych – Toruń 2021:
Wielobój grupowy kobiet
Kategoria 65+
Złoty medal – Czesława Stępniewska – 3167 pkt (młot – 19,41 m; kula – 8,18 m; dysk 25,13 m; oszczep – 16,90; ciężarek – 8,86 m)
Srebrny medal – Halina Ślęzak – 2869 pkt (młot – 20,00 m; kula – 7,64 m; dysk 19,39 m; oszczep – 14,94; ciężarek – 8,81 m)
Wielobój rzutowy mężczyzn
Kategoria 80+
Srebrny medal – Grzegorz Mirkowski – 3447 pkt (młot – 30,07 m; kula – 9,05 m; dysk 22,25 m; oszczep – 22,96; ciężarek – 12,48 m)
Brązowy medal – Zdzisław Włodarczyk – 3156 pkt (młot – 34,35 m; kula – 7,08 m; dysk 22,33 m; oszczep – 15,32; ciężarek – 12,29 m)
Wielobój ciężarkowy mężczyzn
Kategoria 80+
Złoty medal – Zdzisław Włodarczyk – 5,45 kg – 13,57 m; 7,26 kg – 10,30 m; 9,08 kg – 8,65 m
Srebrny medal – Grzegorz Mirkowski – 5,45 kg – 11,26 m; 7,26 kg – 9,05 m; 9,08 kg – 7,85 m
Mistrzostwom towarzyszył mityng biegowy, w którym na dystansie 5 kilometrów pobiegł Fabian Kotwica.
Martyna Cichosz, skarżyszczanka, studentka, prosi o wypełnienie ankiety. Jej pomoże w napisaniu pracy magisterskiej, a nam wszystkich da pojęcie o tym, jakie w naszych oczach jest Skarżysko i jaki ma wizerunek.
„Emocjonalne wymiary wizerunku miasta w opinii mieszkańców Skarżyska-Kamiennej” to tytuł ankiety. Jej autorką jest skarżyszczanka Martyna Cichosz, studentka socjologii biznesu i zarządzania na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie.
Martyna Cichosz pisze w ankiecie:
Zwracam się z uprzejmą prośbą o udział w badaniu i wypełnienie ankiety dotyczącej wizerunku miasta Skarżyska-Kamiennej. Wyniki badań posłużą mi do napisania mojej pracy magisterskiej dotyczącej emocjonalnych wymiarów wizerunku naszego miasta w opinii jego mieszkańców. Ankieta jest anonimowa i skierowana do mieszkańców Skarżyska-Kamiennej powyżej 18. roku życia. Proszę o udzielanie szczerych i prawdziwych odpowiedzi. Z góry dziękuję za poświęcony czas i udział w badaniu.
Ankieta to kilkanaście pytań, w których autorka prosi o odpowiedzi dotyczące między innymi:
wizerunku Skarżyska, m.in. czy jest otwarte, postępowe, dynamiczne, dobrze zarządzane itp., oraz zmian w tym względzie w ostatnich latach
Ankieta jest zupełnie anonimowa i jej wypełnienie zajmie niewiele czasu. Zachęcamy do podzielenia się swoją opinią i jednocześnie pomocy naszej studentce.
Po opracowaniu wyników przez Martynę Cichosz, zaprezentujemy je na naszych łamach.
Zachęcamy do wypełnienia ankiety i przyłączamy się do podziękowań.
Już po raz 47., ale po raz pierwszy na żywo od dłuższego czasu, odbył się koncert charytatywny Fundacji „Daj Szansę” ze Skarżyska-Kamiennej. Młodych wykonawców i widzów ugościło Miejskie Centrum Kultury.
47. koncert charytatywny Fundacji „Daj Szansę” nosił tytuł „Z Fundacją dookoła świata”. Młodzi artyści, wykonując znane światowe hity, zabierali widownię w podróż po różnych stronach świata, skąd oryginalni wykonawcy piosenek pochodzą.
Większość utworów, jakie wybrzmiały ze sceny MCK, to już dość wiekowe hity, które na pewno spodobały się dominującym na sali dorosłym, w tym rodzicom stypendystów.
Na scenie wystąpili:
Miłosz Dobrucki – wokal
Dominika Bracka – wokal
Emilia Gadecka – gitara
Oliwia Kasińska – wokal
Julia Kulińska – taniec
Małgorzata Mańkowska – wokal
Jan Markowski – wokal
Żaneta Okła – wokal
Wiktoria Paduch – wokal
Kacper Palkowski – wokal
Martyna Pawłowska – wokal
Maja Skórska – wokal
Julia Sokołowska – akordeon
Emilia Szczygieł – taniec
Aleksandra Zagórska – wokal
Koncert poprowadziła Monika Walczak, która akompaniowała też na fortepianie.
Koncert był tradycyjnie okazją do podziękowań dla najhojniejszych darczyńców oraz do przeprowadzenia kwesty. Tym razem do puszek zebrano 1855 złotych.
Prezes fundacji Joanna Wężyk wręczyła fundacyjne odznaczenia darczyńcom. Otrzymali je:
Siewca Dobra, najwyższe wyróżnienie przyznawane przez fundację dla darczyńców, którzy wsparli fundusz stypendialny fundacji kwotą powyżej 12 tys. zł. Wyróżnienie to za wpłaty za rok 2019 i 2020 otrzymali:
Leszek Wojteczek,
Katarzyna Bilska,
Ewa Nowakowska.
Złote Serce – wyróżnienie przyznawane jest darczyńcom, którzy na rzecz fundacji przekazali kwotę 5 tys. zł.
Renata Bilska,
Artur Berus.
Za wpłaty dokonane do końca 2019 i 2020 r. fundacja przyznała także certyfikaty przynależności do brązowego, srebrnego, złotego, platynowego i brylantowego kręgu fundatorów.
Brylantowy certyfikat dla darczyńców, którzy na konto fundacji wpłacili kwotę powyżej 3 tys. zł:
Grzegorz Małkus,
Paweł Wężyk,
Bartosz Bętkowski,
Jacek Jeżyk,
Krystyna Górnaś-Salata.
Osoby, które na konto fundacji dokonały wpłat od 2001 zł do 3000 zł przynależą do platynowego kręgu fundatorów fundacji
Agnieszka Drózd,
Tadeusz Bałchanowski,
Teresa Smulczyńska.
Osoby, które na konto fundacji wpłaciły od 1501 do 2000 zł, otrzymują złoty certyfikat:
Bogumiła Niziołek,
Mariusz Bodo,
Piotr Brzeziński.
Za wpłaty od 1001 do 1500 zł darczyńcy otrzymują srebrny certyfikat, a za wpłaty od 501 do 1000 zł brązowy certyfikat przynależności.
Do srebrnego kręgu fundatorów dołączyli:
Barbara Kocia,
Zbigniew Miernik.
Do brązowego kręgu fundatorów dołączył Roman Wojcieszek
Fundacja „Daj Szansę” w podziękowaniu za udzielone wsparcie finansowe przyznała również certyfikaty dobroczynności. Otrzymali je:
Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Skarżysku-Kamiennej,
Dla miłośników drobiazgów i wszelakich bibelotów, zwłaszcza staroci mamy dobrą wiadomość. Znów będzie można je sprzedawać i kupować. Miejskie Centrum Kultury w Skarżysku-Kamiennej ponownie zaprasza na pchli targ.
Pchli targ w Skarżysku-Kamiennej zdobył sobie wiernych miłośników i znów będą oni mogli oddać się swoim pasjom, czyli sprzedawaniu i kupowaniu staroci, a także wszelakiego rękodzieła.
Pierwszy po dłuższej przerwie pchli targ w MCK w Skarżysku-Kamiennej odbędzie się 6 czerwca 2021 roku. Kolejne odbywać się będą z reguły w pierwsze niedziele miesiąca. Gdy pogoda będzie sprzyjać, wszystko będzie się dziać przed budynkiem Miejskiego Centrum Kultury. Zawsze w godzinach 10.00–15.00.
Dla kupujących wstęp jest wolny. Osoby sprzedające proszone są o kontakt z organizatorką pchlego targu, Katarzyną Tambor: tel. 606 535 505 lub e-mail: ka.tam@mck.skarzysko.pl.
Przy ul. Reja stała kiedyś kaplica pw. św. Mikołaja. Dziś jej już nie ma, ale w jej miejscu stoi kapliczka. To właśnie miejsce badają uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego wspólnie z historykiem dr. Piotrem Kardysiem z Polskiego Towarzystwa Historycznego.
Uczniowie, Błażej i Wiktor, wraz z opiekunem biorą udział w ten sposób w projekcie naukowo-badawczym „Nowoczesne technologie na usługach historii”.
Celem projektu jest opracowanie dziejów kaplicy pod wezwaniem św. Mikołaja w Rejowie, nieistniejącej od pierwszej połowy XIX wieku najstarszej budowli sakralnej na terenie powiatu skarżyskiego.
Dotychczas uczniowie dokonali kwerendy bibliograficznej oraz źródłowej, ale przyszedł wreszcie czas na rozpoczęcie badań w terenie. Jako pierwsze ruszyły próby rozpoznania stratygrafii miejsca lokalizacji zabytku i sondażowe badania geologiczne, które mogą pomóc stwierdzić, czy pozostałości po dawnej kaplicy w postaci obecnej kapliczki zlokalizowane są w miejscu dawnej budowli, i czy usypany pagórek ma charakter antropogeniczny czy naturalny.
Potem uczniowie odbędą konsultacje archeologiczne oraz będą próbowali stworzyć model warstwicowy wzgórza i model 3D dawnej kaplicy wraz z jej wyposażeniem.
Prace nad zabytkiem się publiczną prezentacją przebiegu i efektów oraz niskonakładowym wydawnictwem prezentującym wyniki, czyli monografią kaplicy pod wezwaniem św. Mikołaja w Rejowie.
„Nowoczesne technologie na usługach historii” to projekt naukowo-badawczy realizowany dzięki wsparciu finansowemu Stowarzyszenia Erbel – Szkoła Przyszłości, powiatu skarżyskiego i Rady Rodziców przy I LO, pod merytoryczną kuratelą skarżyskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego i opiekuna uczniów dr. Piotra Kardysia.
Jak czytamy w monografii Skarżyska-Kamiennej wydanej na 90-lecie miasta, kaplica pw. św. Mikołaja powstała na przełomie XVI i XVII w. przy kuźnicy w Rejowie. Kościółek odgrywał bardzo dużą rolę, ponieważ następną świątynią przy trakcie na zachód był oddalony o ponad 20 km kościół w Odrowążu. W nabożeństwach uczestniczyli pracownicy nawet odległych kuźnic dóbr bliżyńskich. Znaczenie kościoła wzrosło, gdy kościół w Odrowążu zamieniony został w poł. XVII w. w zbór protestancki, a następnie został spustoszony w czasie potopu szwedzkiego. Kościółek w Rejowie przestał istnieć wraz z kasatą zakonu cysterskiego w 1818 r. Budynek rozebrano. Drzewo zostało sprzedane po licytacji, a ołtarz przeniesiono do kościoła w Suchedniowie.
Rozpoczęła się tegoroczna rywalizacja o Puchar Rowerowej Stolicy Polski. Wśród ponad 50 miast całej Polski jest również Skarżysko-Kamienna i już kilkadziesiąt osób, które wsiadły na rower już pierwszego dnia.
Puchar Rowerowej Stolicy Polski to rywalizacja zainicjowana przez Bydgoszcz. Miłośnicy pedałowania z całej Polski gromadzą kilometry na rzecz swoich miast.
Rywalizacja o Puchar Rowerowej Stolicy Polski 2021 z udziałem Skarżyska zakończyła się. Kliknij i zobacz wyniki:
Od zeszłego roku w tej rywalizacji bierze udział także Skarżysko. W 2020 roku zajęliśmy 11. miejsce, a w tym po pierwszym dniu jesteśmy na razie nieco niżej – koło 15. miejsca. We wtorek po południu mieliśmy w sumie przejechane ponad 2500 km.
Zabawa trwa jednak jeszcze przez cały miesiąc i mamy szansę poprawić tę pozycję. I zeszłoroczną również. Przy okazji możemy wygrać nagrody indywidualne i na rzecz miasta.
Niezbędne informacje, jak przyłączyć się do zabawy i tym podobne, znajdują się tutaj:
Dla Skarżyska jeździć można w dowolnym miejscu na świecie. Tak jak jeden z uczestników, Kamil Jędrzejczyk, który, co widzimy po grafice generowanej przez aplikację, jeździ w stolicy.
Kilkanaście osób ze Skarżyska-Kamiennej, Suchedniowa, Łącznej i innych miejscowości powiatu skarżyskiego biegało w ostatnich dniach w Bieszczadach. Odbywał się tam Festiwal Biegu Rzeźnika.
Bieg Rzeźnika – już sama nazwa imprezy mówi za siebie. Mimo to nie brakuje chętnych zmierzyć się dystansem, górami, a niejednokrotnie z pogodą. Dziś impreza to już biegowy festiwal, w którym do wyboru jest kilka biegów prowadzących po leśnych duktach Bieszczadów.
Ta różnorodność przyciąga coraz więcej uczestników, a wśród nich nie brakuje mieszkańców powiatu skarżyskiego. Choć wyzwanie nie należy do łatwych, to każdy z nich jest zadowolony. Najczęściej nie tyle z wysokiego miejsca czy dobrego czasu, ile przede wszystkim z podjęcia i szczęśliwego ukończenia wyzwania.
Nie dali się rzeźnikowi
W tym roku najdłuższy dystans wybrali sobie Anna Ordyńska i Tomasz „Wiking” Jezierski. Pobiegli bieg główny, czyli 83 km. Warunkiem było przebiec i ukończyć go w duecie. Na trasie nie mogli oddalić się od siebie na więcej niż 100 metrów. Spełnili wszystkie warunki formalne pomimo fatalnych warunków pogodowych. Zajęli dziesiąte miejsce w mikstach.
– Jest ogromna satysfakcja, ale i lekki niedosyt, ponieważ karty rozdawała pogoda. W dzień, gdy my biegliśmy, było zimno, deszczowo i błotniście. W poprzednich dniach, gdy biegli inni, pogoda i warunki były lepsze, było sucho. My, gdy przybyliśmy na start, już byliśmy mokrzy. Biegi ultra są nieprzewidywalne. Miejsce w dziesiątce nas satysfakcjonuje. Inni ludzie nie kończyli biegu, schodzili z trasy. Satysfakcja jest ogromna, szczególnie że walczyliśmy w tak ciężkich warunkach. Dla mnie jednak im trudniej tym lepiej. Ja jestem przygotowany na ciężkie warunki. Cieszy też, że cała nasza ekipa ukończyła biegi i zmieściła się w limitach. Ogólnie było pięknie – mówi Tomasz Jezierski.
Dla Anny Ordyńskiej był to debiut w tego typu imprezie, w takim bieganiu.
– Tegoroczne biegi na rzeźnickim festiwalu dawały możliwość wyboru dnia startu w przeciągu całego tygodnia. Nam się oczywiście udało trafić w dzień kiedy pogoda nie postanowiła być łaskawa. I nie oszczędzała nas od samego startu. Lało na starcie, lało na mecie, pomiędzy też lało. No i wszechogarniające błoto. Tym razem nie obyło się bez kilku kryzysów i walki z odmawiającym posłuszeństwa ciałem. Takie górki to nie przelewki dla lamuski lubiącej biegać po płaskim. Summa summarum, dotaszczyłam swoje zwłoki na metę po 15 godzinach. Żadne słowa nie są w stanie opisać, jak jestem wdzięczna za to Tomkowi, który mi towarzyszył, i bez którego nie byłoby to możliwe. Cieszę się, że to intensywne obcowanie ze mną nie skończyło się rozpadem przyjaźni, a wręcz ją umocniło – tak opisała swój udział w zawodach skarżyszczanka.
Anna Ordyńska i Tomasz Jezierski
Na nieco dłuższym dystansie, nieco ponad 50-kilometrowym, Rzeźnik Sky, wystartowali Piotr Bąk, Roman Serek, Katarzyna Jezierska, Paweł Smal, Tomasz Zubiński i Piotr Łyżwa. Ekipa naszych biegaczy założyła team o dźwięcznej nazwie SupaDupaFly.
W Biegu Rzeźnika udział wzięli też inni – skarżyszczanie Emilia Szczepańska i Arkadiusz Bogucki, radny skarżyskiej rady miasta, oraz Barbara Przeworska z Łącznej i Aneta Obara z Suchedniowa. Oni wszyscy wybrali jeden z krótszych dystansów, a mianowicie Rzeźniczek, czyli Mały Rzeźnik, o długości 28 km. Krótszy, ale niekoniecznie łatwiejszy.
– Nic fajnego. Pozostał ból w nogach i to nie jest fajne. Oczywiście, żartuję. Tak naprawdę było bardzo fajnie. Przede wszystkim było trudno. Pierwsze 16 kilometrów było spokojne, bez pośpiechu, ale kolejne 12 to była katastrofa. Cały czas górka-dół, górka-dół. Na pierwszą górkę ledwo się wczołgałam, a potem była druga górka… Jak już się wspięliśmy na ten szczyt największy, to już potem poszło z górki. Było ciężko, ale jakoś powoli się dobiegło. Jak teraz siedzę w domu, to jeszcze czuję w sobie te emocje. Dla mnie taki bieg, w takich warunkach, to ogromny wyczyn. To był piękny i ciężki bieg – mówi Emilia Szczepańska.
– Pobiegliśmy z Emilią niby nie w parach, ale tak naprawdę w parze. Chcieliśmy biec razem i razem ukończyć. Biegliśmy drugi raz. W porównaniu z zeszłym rokiem była dużo lepsza pogoda. Nie było tyle błota na trasie. Pogoda w górach jest zmienna, ale my akurat, w przeciwieństwie do Ani i Tomka, wstrzeliliśmy się w okienko pogodowe. Poprawiliśmy czas z zeszłego roku o pół godziny, ale to nie dziwi, właśnie ze względu na lepszą pogodę i zmieniony profil trasy. Było fajnie, było przyjemnie. Sama impreza też bardzo fajna. Wokoło sami zakręceni ludzie. Wszyscy się witają, jakby się znali od stu lat. Cisna została opanowana przez biegaczy. Wakacyjne klimaty – opowiada Arkadiusz Bogucki.
Emilia Szczepańska i Arkadiusz Bogucki
Ani razu się nie pokłócili 🙂
Anna Ordyńska i Tomasz Jezierski startowali w biegu par, ale wiele osób po prostu dobiera się w pary czy większe grupy, aby mieć towarzystwo i wzajemnie dopingować się i wspierać.
– Pierwszy raz biegłem tak długie zawody w duecie z kobietą. Ania pięknie walczyła. Jeśli znasz dobrze partnera to wiesz, kiedy rozmawiać, a kiedy nie. Kiedy się odezwać, a kiedy być w ciszy Kiedy jest czas, żeby coś zjeść, napić się Ani razu się nie pokłóciliśmy na trasie – mówi Tomasz Jezierski.
W nieformalnej parze pobiegły również Barbara Przeworska i Aneta Obara.
– Ja w zasadzie pobiegłam towarzyszko z koleżanką, Anetą Obarą. Nie walczyłam o czas i miejsca. Było sympatycznie i fajnie. Ja sama biegam amatorsko, dla siebie, dla funu i podziwiam tych, którzy biegają takie biegi – dodała Barbara Przeworska.
Wspomniana Aneta Obara należała do debiutantów w tego typu biegu.
– Jestem bardzo zadowolona i nawet nie bardzo zmęczona. Pierwszy raz to było bardziej zapoznanie z terenem niż rywalizacja. Fantastyczna przygoda. Już jakiś czas mi to chodziło po głowie, wiec zrealizowałam marzenie. Dla mnie to był pierwszy taki bieg, ale będą kolejne. Zawsze na trasie mówię sobie, że nigdy więcej, a tu już myślałam o kolejnym starcie. Góry nie urzekły. To zupełnie inne bieganie. Na pewno nie zrezygnuję z asfaltu, ale będzie dzielić starty pomiędzy biegi uliczne i górskie – powiedziała Aneta Obara.
Spotkanie na trasie. Od lewej Barbara Przeworska, Aneta Obara i Anna Ordyńska. Fotografuje Tomasz Jezierski
Emilia Szczepańska pokonała dystans niemal ramię w ramię z Arkadiuszem Boguckim.
– Skoro Arek chciał ze mną biec, pilnować mnie, to musiał biec blisko mnie. Ja mu mówiłam, żeby biegł swoim tempem, ale on mówił, że razem zaczynamy i razem kończymy. On wbiegał na górki pierwszy i czekał na mnie. Ja walczyłam sama ze sobą, żeby jego dogonić, żeby nie krzyczał na mnie „szybciej, szybciej!” – dodaje Emilia Szczepańska.
Żaden z naszych rozmówców nie powiedział, że „już nigdy więcej”. Mało tego, wielu z nich już szykuje się na przyszły rok, a część z nich nawet na dłuższe dystanse. Ultrasów kusi też już kolejna taka impreza – Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich w Lądku-Zdroju. Na pewno pobiegnie tam Tomasz Jezierski. Waha się tylko, czy wybrać dystans 130, czy… 240 km. Skarżyski „Wiking” ten dłuższy dystans już pokonał – w zeszłym roku.
Leopold Staff zmarł 31 maja 1957 roku. Stało się to w Skarżysku-Kamiennej, na plebanii parafii pw. św. Józefa. Uczucie, jakim poeta darzył nasze miasto, sprawiło, że ślad po nim nie zaginął. Ale trochę jednak ginie…
Rekonwalescentopol – tak Skarżysko-Kamienną określił Leopold Staff. Tu właśnie bywał w ostatnim okresie życia wielki poeta, aby odpoczywać od zgiełku wielkiego świata.
Z plebanii jest już tylko o krok do rzeki Kamiennej, a wikliny rosnące nad jej jeszcze wtedy nieuregulowanym nurtem miały być inspiracją dla tytułu tomiku jego wierszy – „Wiklina”. Wiklina zresztą będzie upamiętniona jeszcze inaczej, o czym niżej.
Bardzo ciekawy tekst o Leopoldzie Staffie i jego związkach ze Skarżyskiem napisała Anna Rymarczyk prowadząca bloga Świętokrzyskie Włóczęgi:
O związkach Leopolda Staffa ze Skarżyskiem można dowiedzieć się również z miniwykładu Marcina Medyńskiego zrealizowanym w cyklu „50 spotkań z historią na 100-lecie miasta Skarżyska-Kamiennej” Fundacji Wczoraj dla Jutra.
Leopold Staff zmarł rankiem 31 maja 1957 roku w wieku 78 lat. Paradoksalnie, „rekonwalescentopol” stał się więc miejscem, gdzie poeta zakończył życie. Umarł już jako wdowiec. Wcześniej padół ziemski opuściła jego żona Helena Staff. Uroczystość pogrzebowa odbyła się w Skarżysku, a poeta spoczął na Powązkach w Warszawie.
Tak bliskie, choć zakończone tragicznie, związki Poety z naszym miastem nie mogły nie być uwiecznione. Ulica przebiegająca przez Kolonię Robotniczą Państwowej Fabryki Amunicji nosi jego imię.
Jego patronat z chlubą nosi też Miejskie Centrum Kultury, a przez wiele lat Staff „stał” po sąsiedzku. Konkretnie jego pomnik. Od początku jednak wzbudzał kontrowersje i równie kontrowersyjne konotacje. Mieszkańcy Skarżyska wnet zauważyli podobieństwo pomnikowego Staffa do Włodzimierza Lenina. I tak pomnik zwany był potocznie „leninem”.
Tutaj opisaliśmy odsłonięcie pomnika Staffa i towarzyszące mu okoliczności oraz wydarzenia:
Czy bliżej mu było do naszego wybitnego poety, czy wodza rewolucji październikowej, nie zmienia to faktu, że gdy remontowano MCK, zupełnie od nowa zaprojektowano plac przy nim. Miejsca dla pomnika już nie przewidziano. Mówiło się, że ma stanąć na pustym postumencie po czołgu na osiedlu Zachodnie. Nie stanął.
Zanim podążymy dalej śladami pomnika, warto jeszcze wspomnieć, że imię poety nosi Ogólnopolski Turniej Recytatorski, który odbywa się w MCK. W edycji z 2021 roku rozstrzygniecie nastąpiło w przeddzień rocznicy śmierci patrona.
Innym kulturalnym wydarzeniem ku pamięci „naszego” poety jest Ogólnopolski i Polonijny Konkurs Literacki im. Leopolda Staffa. Organizują go Miejskie Centrum Kultury w Skarżysku wraz z Grupą Literacką „Wiklina”. Nazwa grupy to oczywiście też nawiązanie do Staffa. Jego wielką miłośniczką była bowiem inicjatorka grupy skupiającej lokalnych literatów, nieżyjąca już też pisarka i regionalistka Bożena Piasta.
Teren przy Miejskim Centrum Kultury jednak wciąż jest potocznie zwany Placem Staffa, a na ścianie oporowej tego miejsca znalazło się miejsce na cytat:
Kocham i wiem teraz,
skąd się rodzą pieśni.
– Leopold Staff
Zdemontowany i rozkawałkowany pomnik Leopolda Staffa najpierw przebywał na terenie ówczesnej Energetyki Cieplnej, dziś Celsium, aby po jakimś czasie trafić na kolejne miejsce spoczynku – sąsiedztwo ruin Wielkiego Pieca na Rejowie.
Zanim dotarł na Rejów, jego śladami ruszyli reporterzy kanału telewizyjnego Skarżysko TVi, Kamil Bernatek i Kornel Danielewicz. Ich dziennikarskie śledztwo można prześledzić tutaj:
To właśnie na Rejowie, obrastając mchem, spoczywa teraz Staff–Lenin. Spoczywa obok innego pomnika, zamienionego na nowszy model, monumentu upamiętniającego odzyskanie przez Polskę dostępu do morza.
Namiastką pomnika Staffa można też nazwać jego popiersie z ławeczką, które znajdują się na terenie parafii św. Józefa, przy ulicy Legionów.
Co dalej będzie z „dużym” Staffem? Na razie planów wobec niego brak. Czy powinien znów zostać gdzieś ustawiony? Czy może zniszczony? A może wraz z tym drugim powinien dać zaczątek muzeum, ewentualnie, cmentarzysku, pomników? Kolejnych eksponatów na pewno by nie brakło. Każda epoka stawia swoje pomniki, co po niektórych dawniejszych nie omieszkując obalać…
Drodzy Czytelnicy, co powinno się stać z pomnikiem Staffa? Prosimy zagłosować w ankiecie:
Loading ...
Plac Staffa jeszcze z pomnikiem Leopolda Staffa; fot. Edward Krokowski/Skarżyskie Archiwum Cyfrowe
Rozstrzygnięta została tegoroczna edycja konkursu o Złote Pióro Wojewody Świętokrzyskiego. W gronie laureatów konkursu jest mieszkaniec Skarżyska-Kamiennej Jarosław Gwóźdź, rzecznik prasowy skarżyskiej policji.
W tym roku konkurs o Złote Pióro Wojewody Świętokrzyskiego ponownie dotyczył pandemii koronawirusa, a temat brzmiał „Tak widzę świat, tak go czuję – rok później”.
Laureatem konkursu, zajmując drugie miejsce, został za opowiadanie „Pod górę” skarżyszczanin Jarosław Gwóźdź, który jest rzecznikiem prasowym skarżyskiej komendy policji.
– Nie liczyłem na aż tak wysokie miejsce, szczególnie że napisałem tekst satyryczny na temat, z którego być może ciężko się śmiać. Tym fajniej, że jury mnie doceniło – powiedział Jarosław Gwóźdź.
Jarosław Gwóźdź
Sukces naszego funkcjonariusza nie powinien dziwić. Z pisaniem i z szeroko pojęta kulturą ma on do czynienia dużo od dawna. Jarosław Gwóźdź jest dziennikarzem z wykształcenia, ma za sobą praktykę w tym zawodzie, a pisze od zawsze. Lubuje się właśnie w tekstach satyrycznych, bo właśnie taki tekst napisał na konkurs wojewody. Często właśnie taki charakter mają pisane przez niego informacje kryminalne publikowane na stronie policji, które znajdują uznanie i są cytowane w Teleexpressie i innych mediach.
W przeszłości Jarosław Gwóźdź był laureatem jednego z najbardziej prestiżowych konkursów tego typu, a mianowicie konkursu „O Grudę Bursztynu” w Gdyni. Był też członkiem grup muzycznych Papa Mobile i 40 Mil Obłędu.
Wśród wyróżnionych w konkursie był też inny mieszkaniec Skarżyska-Kamiennej – pisarz Grzegorz Rak, który w zeszłorocznej edycji konkursu zdobył główną nagrodę.
– Szczerze, to byłem zdziwiony, że rok po roku znów znalazłem się w gronie laureatów. Cieszę się – powiedział Grzegorz Rak.
Tutaj przeczytasz tegoroczne opowiadania Grzegorza Raka – pt. „Bolero”:
Pierwszą nagrodę i 5000 złotych zdobył Ares Chadzinikolau za opowiadanie „W lustrze”. Drugie miejsce zajął Jarosław Gwóźdź za opowiadanie „Pod górę”, a trzecie Iryna Ostrovska, autorka opowiadania „Nagość”.
Konkurs o Złote Pióro Wojewody Świętokrzyskiego organizują wspólnie Radio Kielce i Świętokrzyski Urząd Wojewódzki w Kielcach. W tym roku prace oceniło jury w składzie: prof. Małgorzata Krzysztofik z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, Stanisław Nyczaj, poeta, krytyk literacki, prezes Związku Literatów Polskich w Kielcach oraz Dorota Klusek z Radia Kielce. Do tegorocznej edycji napłynęło ponad sto prac.
A oto nagrodzone opowiadanie Jarosława Gwoździa:
Jarosław Gwóźdź
Pod górę
Przez niezgrabne płatki śniegu przeciskały się krople deszczu. O słońcu można było pomarzyć. Ukryte gdzieś za siną pierzyną chmur, nie miało zamiaru wystawiać choćby czubka nosa. Nicpoń z papierosem w ustach kroczył ospale błotnistą drogą ku parceli swego druha Nygusa.
– Cześć Grześ! – przywitał gościa rąbiący drewno gospodarz. – Dawaj śmiało! Jeszcze dwa klocki i kończę. Nie pamiętam, żeby w połowie kwietnia taka pogoda była. Muszę pod fajerką palić, bo w chałupie zimno jak w izbie wytrzeźwień.
Nicpoń uścisnął dłoń kolegi i ze zdziwieniem pokiwał głową. – Co ty zgłupiałeś? W masce drewno rąbiesz? I dziurkę na peta sobie zrobiłeś? Od tego wirusa pod kopułą ci się przestawiło? – zarzucił serią pytań.
– Już rok to ścierwo na gębie każą nosić, to przywykłem. Nawet do snu nie zdejmuję – tłumaczył Nygus. – Jak zdejmę, to zapominam założyć i kłopoty. Ostatnio poszłem do sklepu po winko i wróciłem z mandatem. Na co mi to?! A tak noszę cały czas i mam spokój.
Po chwili obaj towarzysze zasiedli przy ciepłym piecu w nagrzanej już kuchni Nygusa. Gość wyjął z rękawa truskawkowy trunek, a gospodarz przetarł koszulą dwie szklanki. Wyraźnie uradowani widokiem wypełnionych naczyń, wypili do dna.
– Słuchaj, już czas – zagaił Nicpoń. – Bieda coraz większa, końca zarazy nie widać. Robimy ten kiosk i już.
Nygus na początku miał wątpliwości, ale na skręcane fajki i jedzenie ledwo z opieki starczało. Wizja poprawy bytu przesądziła. Poza tym do skoku szykowali się od roku. Ów sezam, który mieli złupić, mieścił się na peronie stacji kolejowej w Garbatce. Od domu Nygusa oddalony był o 5 kilometrów. Był to kiosk z blachy, przeszklony tylko od frontu. Właściciel dbał, aby klientom niczego nie brakowało. Można było tam kupić papierosy, artykuły spożywcze i przemysłowe oraz trunki niskoprocentowe. Szczególnie te ostatnie cieszyły się powodzeniem wśród lokalnych mieszkańców. Placówkę chętnie odwiedzali też uczniowie dojeżdżający do szkół w niedalekich Kielcach.
– Dobra, robimy – potwierdził Nygus. Choć obaj doświadczenie mieli nikłe w przestępczej działalności, szczegółowo zaplanowali akcję, po której żyłoby im się zdecydowanie lepiej.
– A więc będzie tak – rozpoczął naradę Nicpoń. – Zakładamy te buty, co przerobiłem specjalnie na skok. Mają obcasy z przodu, więc możemy zmylić ewentualny pościg. Widziałem ten myk w telewizji. To taka stara metoda ruskich szpiegów. Nikt w tych czasach takiego numeru nie rozszyfruje. Bierzemy pieprz dla pewności. Rozsypiemy po robocie i żaden szarik policyjny nas nie zwącha. Muszą być kominiarki na gębach i rękawice na łapach. Pójdziemy torami w obie strony. Nikt nas nie będzie widział, a tym bardziej pies nie wytropi. Kolejowe podkłady tak są nasączone smarami, że psinie nosa wykręci i z tropienia nici. Weźmiemy twojego składaka i worki. Załaduje się towar na ramę i będzie lux. Bierzemy tylko kasę, fajki i trunki. Czyli to, co do życia niezbędne. Po robocie wracamy i dzielimy fanty u ciebie w stodole. Korzystamy z nich tylko we dwóch. Żadnych kolesi i wystawnego życia! To nas mogłoby zgubić.
– Dobra – zaakceptował plan Nygus.
– Ale w razie jakiejkolwiek wpadki i niepowodzenia rozdzielamy się i salwujemy ucieczką. Charakter mamy w nogach dobry, więc nie powinno być problemu. I pamiętaj! Nie znamy się, i nigdy się nie spotkaliśmy – zastrzegł Nicpoń.
Przyjaciele szczegółowo opracowali plan. Był problem z kominiarkami, ale został szybko rozwiązany. Zamiast nich kamraci przerobili granatowe majtki Nygusa, wycinając w tylnej części dziurki na oczy. Nicpoń, co prawda, był początkowo nastawiony sceptycznie, ale kolega obiecał wprzód uprać bieliznę.
Nastała godzina „K”, bo tak dla potrzeb akcji nazwano 2.30. Nicpoń i Nygus zabrali narzędzia, rower, worki i wyruszyli w drogę.
Po przejściu około kilometra Nicpoń poczuł pewnego rodzaju dyskomfort. Do jego nosa zaczął dobiegać niezbyt przyjemny zapach.
– Kuźwa, coś mi śmierdzi – zakomunikował po cichu. Muszę zobaczyć, czy nie wlazłem w jakieś łajno. Albo ty wlazłeś. Idziesz pierwszy, a to śmierdzi z twojej strony. Trzeba zapalić latarkę.
– Zgłupiałeś! – oburzył się Nygus. – Chcesz nas wsypać jeszcze przed akcją. Pośmierdzi i przestanie, pewnie jakiś obornik na polach rozrzucili i cuchnie – tłumaczył koledze.
Do celu brakowało jeszcze około 2 kilometrów, a Nicpoń był coraz bardziej zdenerwowany przykrym zapachem. – To może chociaż fajkę zapalimy, bo mnie ten smród dobija – zaproponował.
– Absolutnie! – znowu zaprotestował Nygus. – To wiąże się z dużym ryzykiem. Może nas ktoś zauważyć i mogą nas też po niedopałkach wytropić. Nie jeden wpadł po pecie.
– Słuchaj, idziemy już tyle czasu, a śmierdzieć nie przestaje! I właśnie w tej chwili Nicpoń odkrył przyczynę problemu. I wybuchnął. – Ty idioto! Okłamałeś mnie! Ty tych gaci nie wyprałeś, zanim je na kominiarkę przerobiłeś! Tfu!
– Cicho karwasz, bo wszystko zepsujesz! – uspokajał kolegę Nygus. – No rzeczywiście zapomniałem uprać, ale pomyślałam, że na powietrzu będzie okej. Musimy wytrzymać, zaraz nasz cel – motywował kompana.
– Nigdy ci tego nie zapomnę! I tylko fakt, że widać było już światła na kolejowej stacji, sprawił, że Nicpoń nie zrzucił z twarzy przeklętej kominiarki.
Podeszli po cichutku do nieczynnego budynku kasy biletowej i wyłonili się zza rogu, za którym znajdował się cel. Po chwili obaj znieruchomieli.
– W mordę! – pierwszy przemówił Nygus.
– Co jest?! – dodał Nicpoń.
Oczom niedoszłych włamywaczy ukazał się jedynie betonowy murek stanowiący fundament kiosku. Sklepu nie było. Obaj zrzucili kominiarki, a Nicpoń zaczął skakać po swoim nakryciu twarzy, klnąc przy tym co niemiara.
– Biednemu to zawsze po górkę! – skwitował Nygus.
Nazajutrz okazało się, że właściciel kiosku musiał zamknąć interes przez wirusową pandemię. Uczniowie przestali jeździć do szkół, ludzie potracili pracę i biznes przestał się opłacać. Jedyny pozytyw całej historii wykazał Nygus koledze przy szklance wina.
– Przynajmniej możesz być pewien, że jesteś zdrowy. Bo węch masz w porządku, bynajmniej.
Po raz pierwszy w blisko pięćdziesięcioletniej historii Ogólnopolskiego Turnieju Recytatorskiego im. Leopolda Staffa w Skarżysku-Kamiennej przyznano dwie równorzędne nagrody główne – Gałązki Wikliny.
Tegoroczny Ogólnopolski Turniej Recytatorski im. Leopolda Staffa był w zasadzie zeszłorocznym. Wydarzenie, które zwyczajowo odbywa się w grudniu, musiało zostać przełożone z powodu obostrzeń pandemicznych.
Zmiana terminu nie wpłynęła w żaden sposób na poziom konkursu, a nawet przyniosła niespotykaną dotąd sytuację – nagrodę główną otrzymały dwie osoby.
Jedną z dwóch zwyciężczyń była Magdalena Świerczyńska ze Skarżyska. Drugim mieszkańcem naszego miasta, który został laureatem, był Maciej Adrian, który zdobył trzecią nagrodę.
Konkurs zakończył się tradycyjnym występem laureatów. Uczestnicy wspominali zmarłego niedawno Huberta Guzę, który pomagał w organizacji konkursu, ale i sam też w nim uczestniczył.
Turniej zakończył się w przeddzień rocznicy śmierci patrona – Leopolda Staffa, który zmarł 31 maja 1957 roku w Skarżysku-Kamiennej.
48. Ogólnopolski Turniej Recytatorski im. Leopolda Staffa w Skarżysku-Kamiennej 2021 – lista laureatów:
Nagrody główne – Gałązki Wikliny:
Witalia Sosnowska z Lublina (2500 zł)
Magdalena Świerczyńska ze Skarżyska-Kamiennej (2500 zł)
I Nagroda (2000 zł):
Jarosław Zoń z Mszany Dolnej
II Nagroda (1500 zł)
Edgar Wojtasiak z Jędrzejowa
III Nagrody (1000 zł + bon o wartości 250 zł)
Maciej Adrian ze Skarżyska-Kamiennej
Radosław Janik z Runowa
Nagroda w kategorii poezji śpiewanej (1500 zł):
Dawid Mik z Tarnowa
Wyróżnienia (po 600 zł)
Ilona Baka z Ostrowca Świętokrzyskiego
Teresa Lucyna Kupracz z Ostrowca Świętokrzyskiego
Elżbieta Jakóbczyk z Tomaszowa Mazowieckiego
Nagrodę Drożdży dla najlepiej zapowiadającego się recytatora instruktorzy przyznali Jarosławowi Zoniowi, który po kilku latach ponownie wziął udział w konkursie.
Werdykt podjęło jury w składzie: Katarzyna Flader-Rzeszowska – Warszawa, Konrad Dworakowski – Warszawa, Andrzej Głowacki – Warszawa.
Sponsorzy nagród: Prezydent Miasta Skarżyska-Kamiennej, PGE Dystrybucja S.A. Oddział Skarżysko-Kamienna, Starostwo Powiatowe w Skarżysku-Kamiennej, Bank Spółdzielczy w Suchedniowie Oddział Skarżysko-Kamienna, hotel Promień w Skarżysku-Kamiennej, firma Libra ze Skarżyska-Kamiennej, Paweł Misterkiewicz – piekarnia Dom Chleba w Skarżysku-Kamiennej, Stella Kalita – Pracownia Złotnicza Stella w Skarżysku-Kamiennej, Gabriela Walkiewicz – Usługi Budowlane Gabi-Bruk w Skarżysku-Kamiennej, Jerzy Furmańczyk – Kompleksowe Usługi Hydrauliczne Fotowoltaika w Skarżysku-Kamiennej, Maciej Niemczyk – firma Maja, hurtownia papiernicza Kornel Office w Skarżysku-Kamiennej oraz pracownicy Miejskiego Centrum Kultury w Skarżysku-Kamiennej.
48. Ogólnopolski Konkurs Recytatorski im. Leopolda Staffa w Skarżysku-Kamiennej 2021