Muzeum im. Orła Białego w Skarżysku-Kamiennej zaprasza do śpiewania pieśni patriotycznych z okazji Święta Narodowego Trzeciego Maja. Kto podzieli się nagraniami, otrzyma pakiet muzealnych gadżetów.
W tym roku nie odbędą się coroczne miejskie uroczystości w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Wciąż jednak możemy uczcić rocznicę, na przykład śpiewem.
Skarżyskie muzeum przygotowało podkład dźwiękowy przykładowych pieśni patriotycznych:
Marsz Polonia
Mazurek 3 Maja
Polonez 3 Maja
Utwory te wykonał Mariusz Kaczmarczyk, muzyk i nauczyciel muzyki.
Każdy, kto wyśle mailem do muzeum własne nagranie, zgadzając się przy tym na upublicznienie, otrzyma muzealne gadżety. Nagrania należy wysyłać na adres p.kolodziejski@muzeum.biz.
Biblioteka publiczna w Skarżysku-Kamiennej częściowo wznawia działalność i uruchamia wypożyczalnie książek we wszystkich swoich filiach w mieście.
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Skarżysku-Kamiennej była, jak większość instytucji publicznych, zamknięta dla czytelników wskutek pandemii koronawirusa.
Skarżysko, osiedle Milica, widok na dawną fontannę u zbiegu ulic Norwida i Sikorskiego; pocztówka fot. J. Korpal – Biuro Wydawnicze Ruch; ze zbiorów Jerzego Stopy
1 maja 1950 roku w Skarżysku-Kamiennej uroczyście zainaugurowano budowę osiedla Milica. Choć to jedna z około dwustu inwestycji Zakładu Osiedli Robotniczych w kraju i do wielu z nich z grubsza podobna, to Milica jest na swój sposób wyjątkowa i pełna ciekawostek oraz zagadek.
Data 1 maja jako początek budowy osiedla Milica nie jest oczywiście przypadkowa. Święto Pracy w czasach PRL było nie tylko okazją do pochodów, ale dawało też oficjalny początek licznym inwestycjom. W Skarżysku 1 maja zainaugurowano również m.in. budowę szpitala – czytaj więcej tutaj: 1 maja 1959 – otwarcie szpitala w Skarżysku.
Przeczytaj również o 1-majowych pochodach w Skarżysku:
Zgodnie z założeniami ZOR Kolonia Robotnicza Milica, jak określano wówczas osiedle, miała w głównej mierze być zamieszkana przez pracowników Zjednoczenia Zakładów Wyrobów Metalowych, czyli dzisiejszego Mesko, oraz innych skarżyskich fabryk. Początkowo osiedle dla dynamicznie rozwijających się zakładów pracy planowano umiejscowić na Górnej Kolonii i rozbudowywać w kierunku Młodzaw. Powstało tam nawet kilka bloków. Pomysł przeniesienia lokalizacji na Milicę wyszedł na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej.
Skarżysko, plan osiedla Milica przy skwerze przed dzisiejszym urzędem miasta, rok 1961, fot. Edward Krokowski
Zdecydowano o rozpoczęciu budowy w nowym miejscu, a argumenty na korzyść lokalizacji nowych bloków na Milicy, wówczas mającej rzadką i jednorodzinną, wręcz wiejską, zabudowę, były następujące:
Przerzucenie punktu ciężkości miasta na północną część Skarżyska
Korzystne usytuowanie względem dworca PKP, również w północnej części
Dogodna lokalizacja względem zakładów przemysłowych Górnej Kamiennej
Kwestia zdrowotna – sąsiedztwo lasów
Korzystny wygląd osiedla widzianego z siódemki, trasy Kraków – Warszawa
Skarżysko, osiedle Milica, widok na dawną fontannę u zbiegu ulic Norwida i Sikorskiego; pocztówka fot. J. Korpal – Biuro Wydawnicze Ruch; ze zbiorów Jerzego Stopy
Architektem osiedla Milica był Zbigniew Filipow, który zaprojektował również inne osiedla ZOR w kraju. Początkowo osiedle zaplanowano na 6 tysięcy mieszkań dla 10 tysięcy mieszkańców. Miało się składać z czterech tzw. kolonii, w których zaprojektowano 78 budynków, w tym obiektów użyteczności publicznej. Jak to jednak zdarza się często, a zdarzało szczególnie często w tamtych realiach, z czasem plany ulegały modyfikacjom i wprowadzano wiele rozwiązań oszczędnościowych – zmianę lokalizacji bloków, mniej typów mieszkań, dodawanie kondygnacji, szczególnie na skrajnych blokach.
Skarżysko, osiedle Milica, skwer przed obecnym urzędem miasta, pocztówka fot. J. Siudecki – Biuro Wydawnicze Ruch, ze zbiorów Jerzego Stopy
Budowa Milicy z problemami
Uroczyste wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę Milicy odbyło się 1 maja 1950 roku, w Święto Pracy, ale budowę rozpoczęto kilka dni wcześniej – 23 kwietnia 1950 roku. Tego dnia przekazano plac pod budowę osiedla.
Blokiem, w którym został wmurowany kamien węgielny, był blok według ówczesnje numeracji oznaczony numerem 1. Dziś to blok pod adresem ul. Prusa 8.
Tak pierwsze lata Milicy wspomina Edward Krokowski, przez długie lata fotoreporter gazety Nasze Słowo wydawanej na Mesko, autor wielu zdjęć pokazujących ówczesne czasy:
– Do Skarżyska przyjechałem w 1952 roku. Zostaliśmy zakwaterowani w hotelu pracowniczym nr 1, tam gdzie dziś jest sąd, a wcześniej była też polica, a jeszcze wcześniej milicja. Wnętrza pachniały jeszcze tynkiem i farbą. Drugi hotel, tam gdzie teraz prokuratura, był w budowie, a trzeci, tam, gdzie dziś urząd miasta, dopiero na etapie fundamentów. Były już wtedy m.in. bloki na Norwida i Prusa – wspomina.
Skarżysko, osiedle Milica, przed hotelem pracowniczym przy ul. Krasińskiego, obecnie budynkiem sądu, wcześniej siedzibą policji i milicji, lata 50. 20. wieku; z lewej Edward Krokowski; fot. z archiwum Edwarda Krokowskiego
Budowa, choć posuwała się do przodu, to od samego początku nie szła zgodnie z planem. Brakowało ludzi do pracy, pracujący nie mieli dostatecznych kwalifikacji, brakowało też materiałów, zwłaszcza cegły. Wśród pracowników było wielu mieszkańców okolicznych wsi, którzy zamiast przychodzić na budowę, szli do pracy w polu, szczególnie w czasie żniw. Problemem było też nadużywanie napojów wyskokowych w czasie pracy.
Mieszkańcy zajmowali mieszkania jeszcze w trakcie budowy osiedla. Problemem było więc to, że nie wszystko było skończone, a jakość wykonania też pozostawiała wiele do życzenia. Przez lata fatalne było otoczenie bloków – brakowało chodników, obiektów małej architektury czy zieleni.
Skarżysko, osiedle Milica, Widok na ulicę Sikorskiego, pocztówka wg. fotografii barwnej P. Krassowskiego – Biuro Wydawnicze Ruch; ze zbiorów Jerzego Stopy
Problemów na Milicy przysparzali też sami mieszkańcy. Wywodzący się w znacznej mierze ze wsi, byli często nienauczeni korzystania z nowoczesnych jak na tamte czasy udogodnień. Ponoć (choć to może być również legenda) zdarzało się, że mieszańcy trzymali węgiel (początkowo nie było kuchni gazowych) w wannach. Na podwórkach panował bałagan, zarówno z powodu braku śmietników, jak i niedbalstwa mieszkańców.
Przyszli lokatorzy posuwali się do rożnych działań, niezgodnych z prawem. Aby uzyskać większe mieszkania (na jedną osobę przypadła określony metraż), meldowano fikcyjnych lokatorów, którzy wcale nie mieli mieszkać w danym mieszkaniu. Powszechni byli też dzicy lokatorzy, którzy nawet siła zajmowali puste jeszcze lokale, licząc na ich, nazwijmy to, „zasiedzenie”.
Skarżysko, osiedle Milica, kolejka do sklepu monopolowego na ulicy Sikorskiego, fot. Robert Bętkowski
Potwierdza to też Edward Krokowski.
– Broń Boże, żeby ktoś wracał po ciemku do domu. Nie było oświetlenia i było pewne, że się wejdzie w błoto. Jak się dało to się skakało po kamieniach. W mieszkanich z kranów często leciała kawa, a nie woda. Centralne ogrzewanie było słabe, ale plusem było to,że bloki były z cegły. Co do dzikich lokatorów to prawda. Idę kiedyś nocą i widzę, jak ludzie niosą meble – zastanawiam się, o co chodzi. Potem się dowiedziałem, że to właśnie dzicy lokatorzy, którzy nocami wprowadzali się do jeszcze niezajętych mieszkań – dodaje Edward Krokowski.
Skarżysko, osiedle Milica, dawna fontanna przy ul. Norwida; pocztówka fot. P. Krassowski – Biuro Wydawnicze Ruch; ze zbiorów Jerzego Stopy
O, tym, że ww. problemy na Milicy to nie fikcja, świadczyć może choćby to, ze pisano na ten temat nawet wiersze:
Mamy mieszkanie. Tak. Na Milicy.
Z początku… Lokatorzy dzicy,
Bo znacie chyba ciągłe latania,
By w końcu już mieć przydział mieszkania?
Lecz ważne, mamy marzenie swoje:
Kuchnię, łazienkę i dwa pokoje.
Tylko, że braki… Na każdym kroku.
Człowiek już przywykł są w każdym bloku.
Chcecie? Dam zaraz przykład tu taki,
Jakie tam spotkać wciąż można braki.
W pokoju mamy… no, te… parkiety.
Tylko spaczone trochę. Niestety.
Jak wreszcie lampę już zawiesiłem
I prąd w przewody wszystkie włączyłem,
Przekręcam kontakt i… woda leci!
Chcę kran zakręcić…o! światło świeci!
Znów kręcę kranem, coś z razy dwa
I co się stało? Rado gra!
Więc pukam w radio, kręcę gałkami.
A za mną stoi żona ze łzami
I mówi: „prąd wszedł w kaloryfery…”
Co? Gdzie? Prąd? Och! Do cholery!
Zamykam radio, zamykam krany!
Lecz woda leci… O gorzkie rany!
Wyskoczyć oknem zamierzam już,
Lecz nie otworzysz. Ani rusz.
Mimo że w oknach szpary z dwa cale,
Tylko że zamek… nie działa wcale.
Włączam, wyłączam, przekręcam, kręcę.
Jest wreszcie jasno. Co? Gdzie? W łazience.
Tylko nie u mnie, a u sąsiad.
O rety! Radio znowu gada.
W końcu, błysk, huk, spokojnie…
Nerwy zszarpane, jak w „zimnej wojnie”.
Uff! Chciałbym jeszcze dożyć tej chwili,
By brakoroba tego chwycili,
No i kazali mieszkać mu tu.
Ja już nie mogę. Braknie mi tchu!
– D.S. Kowalewski, Nasze Słowo
Skarżysko, osiedle Milica, przed dzisiejszym urzędem miasta, lata 70. 20. wieku, fot. Edward Krokowski
W obronie przed wrogiem i na cześć Stalina?
Milica ma charakterystyczną, inną od późniejszych osiedli w Skarżysku, np. z tzw. wielkiej płyty, zwartą zabudowę. Podwórza są w większości osłonięte, aby w razie potrzeby obrony przed atakiem „wrogich imperialistów” móc być zabarykadowanymi.
Budowane w czasach zimnej wojny osiedle zostało też wyposażone w schrony dla ludności. Znajdowały się one w piwnicach bloków i innych budynków. Centrum dowodzenia znajdowało się, a pozostałości po nim są do dziś, w Szkole Podstawowej nr 5. Początkowo planowano, że miejsca w schronach będzie dla połowy mieszkańców, ale i z tego zamiaru nic nie wyszło, z powodów oszczędnościowych, ale też i zmian sytuacji międzynarodowej.
Skarżysko, osiedle Milica, obecna Szkoła Podstawowa nr 5 w Skarżysku, kiedyś 11-letnia Szkoła Towarzystwa Przyjaciół Dzieci nr 2, pocztówka, fot. P. Krassowski – Krajowa Agencja Wydawnicza RSW Prasa Książka Ruch; ze zbiorów Jerzego Stopy
Znana zapewne wielu mieszkańcom jest teoria, że widziane z lotu ptaka budynki Milicy mają tworzyć napisane cyrylicą nazwisko Józefa Stalina. Istnieje też druga wersja, że uhonorowanym w ten sposób miał być ówczesny prezydent RP Bolsław Bierut. Spory, czy to prawda, czy nie, wychodzą od czasu do czasu na światło dzienne, ale jednoznacznej decyzji w tej sprawie nie ma. Z pewnością można za to zaliczyć tę historię do miejskich legend Skarżyska.
Budowę osiedla Milica zakończono w 1957 roku. Wybudowano 89 bloków mieszkalnych i 16 budynków użyteczności publicznej. Z biegiem lat osiedle nabierało ładniejszego wyglądu, położono upragnione chodniki, bloki z czasem otynkowano. Pojawiła się zieleń, a do bloków doprowadzono gaz ziemny, a obecnie wspólnoty mieszkaniowe doprowadzają ciepłą wodę.
Skarżysko, osiedle Milica, brama przy obecnej ul. Piłsudskiego, gdzie kiedyś znajdował się Pewex; bloki są jeszcze nieotynkowane, a na ścianie widać nr bloku – 51; lata 60. 20. wieku, fot. Edward Krokowski
Dziś z kolei postępuje docieplanie budynków. Choć proces ten, zwany pogardliwie przez wielu styropianizacją, ma swoich przeciwników, to bloki nabierają schludniejszego wyglądu. Atutem jest też na pewno zieleń i odgrodzone od ruchu ulicznego podwórka. Mankamentem jest, jak wszędzie zresztą, brak dostatecznej liczby miejsc parkingowych. Ówczesne standardy nie przewidywały tak dużej liczby prywatnych aut. Zdarzają się jeszcze oryginalne, a przez to zniszczone, chodniki i uliczki, Mieszkańcy wspólnot próbują rozwiązywać ten problem często własnym sumptem lub korzystając z pieniędzy z budżetu obywatelskiego.
Milica z pewnością zmieniła się nie do poznania przez 70 lat, odkąd zainicjowano jej budowę. Oprócz zmiany wyglądu, zachodzą inne zmiany. Zniknęła oryginalna fontanna ze zbiornikiem wody, a zastąpiła ją nowa. Swoją funkcję przestała pełnić ogromna kotłownia, a wraz z tym zniknął charakterystyczny ceglany komin z napisem „Merkury”.
Skarżysko, osiedle Milica, dawna fontanna przy ul. Norwida; pocztówka wg. fotografii barwnej A. Stelmacha – Biuro Wydawnicze Ruch; ze zbiorów Jerzego Stopy
Już dawno nie ma tzw. murka, czyli miejsca, gdzie handlowano warzywami czy innymi artykułami spożywczymi. Zniknęło wiele sklepów i obiektów usługowych charakterystycznych dla okresu PRL-u, jak choćby składnica harcerska, sklep rybny – tzw. rybka, restauracja Zdrojowa, Pewex czy księgarnia. W ich miejsce pojawiają się nowe sklepy i punkty usługowe.
Murek na Milicy; wycinek ze Słowa Ludu z 1961 roku
Mimo tych zmian, nie jest trudno, przechadzając się po Milicy, dostrzec elementy charakterystyczne dla dawno już minionych czasów. Oprócz tego, pozostają wspomnienia obecnych i byłych mieszkańców osiedla.
Skarżysko, osiedle Milica, na skwerze przed dzisiejszym urzędem miasta, rok 1963, fot. Edward Krokowski
Ciekawostki z Milicy:
Pod blokami i innymi budynkami na Milicy znajdują się schrony, a raczej ich pozostałości. Dziś wiele z takich pomieszczeń zamieniono na zwykłe piwnice. Główny schron znajduje się w Szkole Podstawowej nr 5.
Widziane z lotu ptaka budynki Milicy miały tworzyć napisane cyrylicą nazwisko Józefa Stalina. Na upartego można taki napis nakreślić. Istnieje też druga wersja, że uhonorowanym w ten sposób miał być ówczesny prezydent RP Bolsław Bierut, ale tego pomysłu nie zrealizowano. Ostatecznie nie rozstrzygnięto, czy to wszystko prawda, ale na pewno można tę historię zaliczyć do miejskich legend Skarżyska.
Inną legendą miejską jest twierdzenie, że poszczególne schrony miały być ze sobą połączone, co dawałoby możliwość poruszania się po osiedlu pod ziemią. Do budowy osiedla używano m.in. cegieł pochodzących ze zniszczonych w czasie wojny miast, w tym z Wrocławia.
Początkowo bloki na Milicy były jedynie ponumerowane, nie miały przypisanych nazw ulic. Dla przykładu budynek Norwida 9 był kiedyś blokiem nr 2. Stąd potoczna nazwa „pod dwójką” na określenie tamtejszych sklepów. Sklep spożywczy istnieje do dziś.
Przez wiele lat ceglane budynki Milicy nie były otynkowane.
Zanim wybudowano i uruchomiono budynki i instytucje użyteczności publicznej, wiele z instytucji znajdowało się w lokalach, które dziś są mieszkaniami. Zdarzało się i tak, że w jednym mieszkaniu jego część, np. jeden pokój, zajmowała jakaś instytucja, Tak było m.in. w przypadku poczty, która kiedyś działała w budynku Sikorskiego 9.
Pod poprzednią fontanną znajdował się zbiornik wody o pojemności blisko miliona litrów wody na wypadek sytuacji awaryjnych czy nawet działań wojennych.
Skarżysko-Kamienna. Kartka pocztowa zaadresowana na Milicę, jeszcze baz nazwy ulicy. Blok nr 35 to dziś blok Sikorskiego 9
Zachęcamy do dzielenia się informacjami o Milicy – wspomnieniami, dokumentami, zdjęciami. Chętnie je opublikujemy. Zapraszamy do kontaktu – tel. 799 107 101, e-mail: pro@proskarzysko.pl.
O budowie Milicy wspomniano też w Polskiej Kronice Filmowej w 1951 roku:
Skarżysko, obecne Miejskie Centrum Kultury również było inwestycją w ramach osiedla Milica, pocztówka, fot. J. Siudecki – Biuro Wydawnicze „Ruch”, z zasobów Biblioteki Pedagogicznej w Skarżysku-Kamiennej
O Skarżysku, w tym Milicy, pisało też czasopismo Stolica:
Skarżysko, osiedle Milica, dawna fontanna przy ul. Norwida; fot. FotoPolska, autor nieznany
Źródła:
Barbara Kasprzyk – Milica; Muzeum im. Orła Białego w Skarżysku-Kamiennej, Skarżysko-Kamienna 2012
Grzegorz Miernik – Skarżysko-Kamienna w latach 1945–1989; Dzieje Skarżyska-Kamiennej. Monografia z okazji 90-lecia nadania praw miejskich pod redakcją Krzysztofa Zemeły i Piotra Kardysia; Urząd Miasta Skarżyska-Kamiennej, Skarżysko-Kamienna 2013
Polska Kronika Filmowa/YouTube
Podziękowania:
Edward Krokowski – za udostępnienie zdjęć i wspomnienia
Robert Bętkowski – za udostepnienie zdjęć
Jerzy Stopa – za udostępnienie pocztówek
Biblioteka Pedagogiczna w Skarżysku-Kamiennej – za udostępnienie pocztówek
„Jeździectwo – wszystkie wady i zalety, które powinien znać początkujący” to tekst Amelii Janikowskiej z SP 3, który zdobył wyróżnienie w kategorii szkół podstawowych w III Konkursie Dziennikarskim 2020.
Do udziału w konkursie dziennikarskim po raz trzeci zaprosiło II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku.
Tutaj wyniki III Konkursu Dziennikarskiego 2020 i pozostałe teksty:
Autorką tekstu, który zdobył wyróżnienie w kategorii szkół podstawowych, jest Amelia Janikowska ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Skarżysku, a nauczycielem prowadzącym Małgorzata Skuza.
„Anne with an E – zwykła adaptacja czy zupełnie inne spojrzenie na znaną nam historię?” to tekst Julii Tusznio z SP 4, który zdobył wyróżnienie w kategorii szkół podstawowych w III Konkursie Dziennikarskim 2020.
Do udziału w konkursie dziennikarskim po raz trzeci zaprosiło II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku.
Tutaj wyniki III Konkursu Dziennikarskiego 2020 i pozostałe teksty:
Autorką tekstu, który zajął drugie miejsce w kategorii szkół podstawowych, jest Julia Tusznio ze Szkoły Podstawowej nr 4 w Skarżysku, a nauczycielem prowadzącym Anna Nurzyńska.
Anne with an E – zwykła adaptacja czy zupełnie inne spojrzenie na znaną nam historię?
„Anne with an E” jest kanadyjskim serialem wyprodukowanym przez Netfilx. Jest on oparty o powieść Lucy Maud Montgomery pt. „Ania z Zielonego Wzgórza”. Jednak czy jest, tak, jak można by się spodziewać, tylko zwykłą adaptacją tej historii?
Historia serialowej Ani w większości pokrywa się z tym, co możemy znać z jego pierwowzoru, szczególnie jeśli chodzi o następujące wydarzenia. Mamy okazję obejrzeć klasyczne sceny takie jak kłótnia Ani i Gilberta, czy też nieudane farbowanie włosów głównej bohaterki.
Mimo to doskonale widać, że oryginał był jedynie bazą do opowiedzenia historii z zupełnie innej perspektywy. Jest jednak parę wątków, które uważam za lekko przedramatyzowane. Bardzo możliwe jest, że była to świadoma decyzja twórców, ze względu na przedstawienie rudowłosej jako osoby szalenie emocjonalnej, dla której najmniejsza drobnostka urasta do wielkiej rangi.
Wbrew temu, że akcja serialu rozgrywa się w II połowie XIX w., często możemy zauważyć wyjątkowo współczesne problemy bohaterów. Widzimy też zupełnie odbiegające od teraźniejszej normy, reakcje społeczeństwa na trudności, z którymi spotykają się postacie. Mimo że uważam to za ogromny plus, nierzadko można dostrzec, że twórcy zapominają o tym, w którym wieku żyją bohaterowie. Sądzę jednak, że niezgodności te nie są na tyle rażące, aby w jakikolwiek sposób niszczyć przyjemność z oglądania, i spokojnie możemy przymknąć na nie oko.
Drugim ważnym aspektem, przy którym jestem nawet w stanie stwierdzić, że twórcy serialu wykazali się większą inwencją, niż autorka książki, jest przedstawienie historii postaci drugoplanowych.
Doskonałym dowodem na moje założenie jest postać Gilberta. W pierwowzorze serialu wydawał się jedynie tym chłopcem, który miał zawrócić rudowłosej w głowie. Nigdy wprost nie poznaliśmy jego historii. W kanadyjskiej adaptacji poświęcone jest mu dużo więcej uwagi, co można dostrzec szczególnie w drugim sezonie, kiedy akcja ukazana jest przez dwa segmenty; przygody Ani w Avonlei, na zmianę z perypetiami Gilberta i jego wyprawą ku znalezieniu właściwej drogi życia. Co więcej, historia tego bohatera nie jest wciśnięta na siłę i podejmuje wiele ważnych tematów takich jak segregacja rasowa w dawnej Kanadzie, akceptacja straty czy też zmiany i wkraczanie w dorosłość.
Na koniec chciałabym wspomnieć też o sprawach technicznych tej produkcji. Niesamowita scenografia pozwalająca nam spojrzeć na świat przedstawiony oczami wiecznie rozmarzonego dziecka. Sprawiające wrażenie zupełnie naturalnego oświetlenie, które sprawia, że malownicza wieś otaczająca bohaterów nabiera jeszcze bardziej ciepłego, domowego klimatu oraz tworzy zupełnie nowy wymiar. Wspaniały ruch kamery, widoczny szczególnie w scenie wejścia Ani do klasy po kultowym incydencie z włosami, który powoduje, że jesteśmy niemal w stanie zobaczyć sytuację oczami bohaterów.
Na pochwałę zasługują również sami aktorzy, którzy wykazali się niezwykłym talentem i umiejętnościami, szczególnie urzekli mnie Geraldine James oraz Robert Holmes Thomson wcielający się w postaci Maryli i Mateusza.
Uważam, że mimo naprawdę drobnych niedociągnięć, serial ten jest idealną propozycją zarówno dla fanów serii książek Lucy Maud Montgomery, jak i dla tych, którym pierwowzór nie przypadł do gustu. Pozwala na spojrzenie na wiele spraw z innej perspektywy i jest pozycją godną polecenia dla osób w każdym wieku.
Autorką tekstu, który zajął drugie miejsce w kategorii szkół podstawowych, jest Róża Malec ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Skarżysku, a nauczycielem prowadzącym Małgorzata Skuza.
Pasja szansą na szczęście
Poznajcie człowieka ze Skarżyska, który spełnia swoje marzenia. Marcin – optymista, entuzjasta medytacji, spełniony mąż i tata – jest pracownikiem planu filmowego. Choć nie lubi mówić o sobie, udało mi się z niego co nieco wyciągnąć.
Jaka jest twoja rola na planie filmowym?
Jestem kierownikiem planu. Ułatwiam pracę ekipie, odpowiadam za bezpieczeństwo, pilnuję planu pracy danego dnia. Zwykle co jakiś czas zmieniam swoją rolę na planie.
Jaka jest najbardziej zabawna sytuacja, jaka przydarzyła Ci się w pracy?
Pewnego razu kolega zaproponował mi pracę nad filmem z niemiecką ekipą. Uprzedził, że będę musiał mówić tylko po angielsku. Odpowiedziałem, że nie znam angielskiego. A on na to: Już znasz, bo Cię poleciłem i musisz jechać. Jak się domyślasz, było zabawnie, bo oczywiście pojechałem.
Która z produkcji, w jakich brałeś udział, jest Ci najbliższa?
Wszystkie są dla mnie ważne, każda z nich jest inna na swój sposób, ciekawa. Są to m.in. „Lekarze”, „39 i pół”, „Prawo Agaty”, „Na noże”, „Oko za oko”, „Listy do M”, „Legiony”, „Podatek od miłości’’. Jednak największe nieszczęście spotkało mnie podczas realizacji serialu „Odwróceni”, kiedy zmarł mój tata. Wtedy zacząłem szukać siebie. Zająłem się medytacją, co sprawia mi dużo radości.
Masz różne zainteresowania, jednak film pozostaje niezmiennie Twoją pasją. Od kiedy się nim interesujesz?
Od zawsze. Kiedy miałem trzy lata, chciałem „pracować w telewizorze”. Tak zostało do teraz.
Często nasze marzenia z dzieciństwa różnią się od rzeczywistości. Czy kiedy pierwszy raz pojawiłeś się na planie filmowym, nie zawiodłeś się?
Miałem wtedy w oczach łzy szczęścia. Nie miałem żadnych oczekiwań, bo nie wiedziałem czego się spodziewać. Czułem się jak ryba w wodzie.
Jakie podjąłeś działania, żeby pracować w branży filmowej, kto Cię wspierał?
Jak się czegoś bardzo chce, to życie podsuwa ci rozwiązania. Ty tylko musisz je wykorzystać. Poszedłem na studia w łódzkiej filmówce, później próbowałem, składałem cv, aż w końcu ktoś dał mi szansę. Moi bliscy nie wierzyli, że mi się uda. Jednak dla mnie nie było to przeszkodą, nigdy nie słucham tego, co inni mówią na mój temat.
Jakie były początki twojej pracy nad filmem?
Byłem asystentem kierownika produkcji przy serialu „Niania’’. Kiedy wracałem z pracy w restauracji, zadzwoniła do mnie kierowniczka planu i zaproponowała pracę od zaraz. Nigdy nie pokazałem szefowej, że czegoś nie wiem lub nie umiem. Zawsze szukałem sposobu, żeby to zrobić.
Czy twoim zdaniem marzenia się spełniają?
Wiem, że się spełniają. Jeżeli czegoś bardzo chcemy, to możemy to osiągnąć. Wiem, co chcę robić i po prostu to robię. Musimy być wdzięczni każdej chwili, tańczyć, śmiać się, jakby jutra miało nie być. Tylko od nas zależy, jak ten dzień będzie wyglądał.
Zaimponowało mi to, że Marcin poznaje sławnych ludzi, uczestniczy w produkcji filmów, które oglądamy w kinie. Okazuje się, że dla niego nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Może zatem najważniejsza jest umiejętność cieszenia się życiem, pasja, a także rodzina oraz przyjaciele, którzy dają nam siłę do działania i spełniania marzeń? Bo przecież „sukces to nie to, co masz, ale to, kim jesteś”.
„Beastars, czyli kły, pazury i strach przed samym sobą” to tekst Alicji Majstrak z SP 4 w Skarżysku, który zajął trzecie miejsce w kategorii szkół podstawowych w III Konkursie Dziennikarskim 2020.
Do udziału w konkursie dziennikarskim po raz trzeci zaprosiło II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku.
Tutaj wyniki III Konkursu Dziennikarskiego 2020 i pozostałe teksty:
Autorką tekstu, który zajął drugie miejsce w kategorii szkół średnich, jest Alicja Majstrak ze Szkoły Podstawowej nr 4 w Skarżysku, a nauczycielem prowadzącym Anna Nurzyńska.
„Beastars”, czyli kły, pazury i strach przed samym sobą
Sięgając po serial „Beastars”, nie oczekiwałam niczego niesamowitego. Choć pomysł alternatywnego świata, w którym zamiast ludzi królują antropomorficzne zwierzęta, jest ciekawy, został już wcześniej opatentowany w filmie „Zwierzogród” z 2016 roku. Dlatego, widząc produkcję studia Orange po raz pierwszy, byłam sceptycznie do niego nastawiona, pomimo że już wcześniej studio zaserwowało nam świetne anime „Housuki no Kuni”.
„Beastars” jest ekranizacją mangi z 2016 roku autorstwa Paru Itagaki. Zarówno komiks, jak i anime, jak już wcześniej wspomniałam, opowiada o antropomorficznych zwierzętach żyjących w obecnym świecie. Pomysł mógłby wydawać się prosty, szczególnie biorąc pod uwagę, że mieliśmy okazję zobaczyć go w wydanym w tym samym roku co komiks filmie Disneya. Świat „Beastars” jest jednak o wiele mroczniejszy i głębszy.
Oglądając serial bądź czytając mangę, poznajemy środowisko mieszkańców tego uniwersum. Roślinożercy i mięsożercy żyją w symbiozie, wspólnie pracują i uczą się. W rzeczywistości fundamenty rozejmu są bardzo kruche – zwierzęta muszą zerwać z pierwotnymi instynktami, aby móc spokojnie żyć w społeczeństwie. Drapieżniki, którym zamiast mięsa serwowane są sojowe kotlety, muszą dusić instynkty w zarodku. Roślinożercy natomiast często kryją strach przed mięsożercami. Pomimo tego świat zdaje się pokonywać kolejne bariery w drodze do koegzystencji.
Akcja dzieje się w japońskiej szkole z internatem, Akademii Cherryton, gdzie uczęszczają zwierzęta różnych gatunków. Wśród uczniów Cherryton panuje beztroska, która jednak kończy się wraz z tajemniczym zabójstwem roślinożercy w, wydawałoby się, bezpiecznych murach szkoły. Pośród młodzieży narodziła się niepewność, zaczęły się pojawiać pytania: „Komu ufać, a komu nie?”.
Z każdym odcinkiem poznajemy skrawki prawdy o zbrodni, przy okazji śledząc poczynania głównego bohatera: nieśmiałego i łagodnego wilka Legoshiego oraz jego miłosne rozterki (co również jest ważnym wątkiem serialu) czy problemy z akceptacją w społeczeństwie. „Beastars” umiejętnie manewruje pomiędzy ukazywaniem brutalności i przemocy wśród zwierząt a koncentrowaniem się na problemach Legoshiego. Itagaki doskonale obrazuje konflikty i podziały w tym niby wymarzonym, utopijnym świecie, gdzie wszystkie zwierzęta są równe.
Anime porusza jedną zasadniczą kwestię, czyli szukanie własnej tożsamości. Przez dwanaście odcinków serialu widzimy, jak główny bohater walczy z naturą i wilczymi instynktami. Stara się łączyć codzienne, szkolne życie z poznawaniem siebie i okrutnej rzeczywistości.
Oprócz świetnej fabuły i umiejętnie poruszanych wrażliwych tematów „Beastars” przyciąga również niecodzienną dla gatunku animacją. Użyto bowiem generowanych komputerowo obrazów, na które nałożono tekstury 2D. Studio Orange, które słynie z animacji CGI, nadało ekranizacji mangi Paru Itagaki niepowtarzalny klimat. Użycie tej metody było ryzykowne i z początku odrzuciłam serial tylko z tego powodu, jednak teraz, po seansie, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że bez cudownej animacji 3D to anime nie byłoby takie samo.
Grafika nie jest jednak ostatnim powodem tak dobrych recenzji „Beastars” wśród fanów. Muzyka skomponowana przez Satoru Kousaki jest jedną z najlepszych stron oglądania serialu. Takie utwory jak „Beastars” czy czołówka „Wild Side” zespołu ALI, połączona z animacją poklatkową, sprawiają, że soundtrack jest jedyny w swoim rodzaju.
„Beastars” jest serią fascynującą i niezwykle dojrzałą, pełną świetnej animacji, muzyki i zabawnych postaci. To zdecydowanie jeden z najlepszych i najciekawszych seriali animowanych 2019 roku i warto chociażby rzucić na niego okiem.
Autorką tekstu, który zajął drugie miejsce w kategorii szkół średnich, jest Maria Rogozińska z I Liceum Ogólnokształcącego w Skarżysku, a nauczycielem prowadzącym Beata Frączkiewicz.
Myślę, więc jestem
Sfinks w swojej zagadce mówił, że człowiek w ostatnim etapie życia chodzi na trzech nogach. Często poruszanie się w dojrzałym wieku sprawia ogromne trudności, więc sięgamy po laskę, która będzie naszą dodatkową kończyną. Wiek niesie ze sobą coraz większe problemy. Stąd laski, wózki inwalidzkie, okulary, protezy, a wszystko po to, aby naszym kochanym seniorom ułatwić życie.
Mimo że medycyna idzie stale do przodu, oprócz małych dolegliwości, ludzie starsi borykają się z wieloma chorobami. Czy jest więc możliwe, aby senior cofnął się do wieku dziecka? Wydaje się to nierealne i może w teorii tak jest, jednak jest schorzenie, przez które wydaje się nam, że naszym dziadkom i babciom ubywa lat.
Nie należy odbierać tego zbyt dosłownie, ale choroba Alzheimera z czasem odbiera starszym ludziom rozum, powodując, że postrzegamy ich jako bezbronne małe dzieci. Kartezjusz głosił: „myślę, więc jestem”. Cóż więc zrobić, gdy nasz mózg powoli zaczyna zanikać? Powszechnie nazywany Alzheimer to dolegliwość dotycząca zwyrodnienia układu nerwowego. Wraz z postępowaniem przypadłości kora mózgowa zaczyna się niszczyć, co prowadzi do problemów z myśleniem, pamięcią czy mówieniem. Ostatecznie następuje zanik mózgu. Prawda jest taka, że choroba daje się we znaki nie tylko osobie dotkniętej dolegliwością, ale również jego najbliższym.
Choroba zaczyna się dosyć spokojnie – lekkie problemy z pamięcią, zadawanie tych samych pytań. Człowiek jednak cały czas jest w stanie wykonywać większość czynności życiowych. Oczywiście jak z każdym schorzeniem, im dalej, tym trudniej.
Średnie stadium choroby zaczyna czas, gdy oprócz problemów z pamięcią nasilają się objawy psychotyczne – zwidy, omamy, urojenia. Chory często jest rozdrażniony. Do tego dochodzą problemy z orientacją w terenie oraz pojawiają się widoczne kłopoty w życiu codziennym. Tu można zauważyć pierwsze podobieństwo pacjenta do dziecka. Cierpiący na Alzheimera potrzebuje ciągłej opieki i uwagi. Tak naprawdę uczymy go od nowa podstawowych czynności, które przed laty nabył jako dziecko. Osoba zajmująca się chorym rodzicem w takim przypadku przejmuje jego rolę. Czas mija, a schorzenie postępuje.
Niestety jest to nieuleczalna przypadłość, która cofa mózg człowieka wraz z upływem dni. Pacjent nie umie sam jeść, umyć się, a nawet nie poznaje rodziny. I tak właśnie dorosła kobieta karmi swoją matkę, dokładnie tak jak ona karmiła ją kiedyś. Osoby sprawujące opiekę nad chorymi poświęcają im większą część swojego życia, a nie jest to łatwe.
Co odczuwają bliscy? Myślę, że najgorszym co można widzieć to sytuacja, kiedy osoba słabnie i z każdym dniem może coraz mniej. Dodatkowego bólu może przysporzyć brak świadomości relacji jaką rodzina ma z pacjentem. Bliscy, którzy opiekują się osobami dotkniętymi schorzeniem mówią, że często zostają źle potraktowani przez chorych, a nawet zarzucają im oni głodzenie, kradzież pieniędzy bądź znęcanie się. Psycholodzy twierdzą, że bezpodstawne oskarżenia ze strony seniorów mogą być reakcją na przejęcie wszystkich obowiązków przez opiekunów, gdyż jest to dla nich nowa sytuacja. To z pewnością przykrość dla osób, które poświęcają się opiece i pielęgnacji, lecz co zrobić, gdy u seniora występuje kompletny brak świadomości.
Ta choroba całkowicie zabiera rozum i zdolność normalnego myślenia, gdyż na zaawansowanym stadium Alzheimera większość słów mówiona jest kompletnie „od rzeczy”. Tak więc przytaczając kolejny raz słynne słowa Kartezjusza, który mówi nam, że cielesność nie świadczy o naszym istnieniu, można uznać, że filozof ma całkowitą rację. Gdy tracimy nasz rozum, tracimy nasze życie.
„Wschód słońca jest wolny od tego bożka” to tekst Martyny Zielińskiej z II LO, który zajął drugie miejsce w kategorii szkół średnich w III Konkursie Dziennikarskim 2020.
Do udziału w konkursie dziennikarskim po raz trzeci zaprosiło II Liceum Ogólnokształcące w Skarżysku.
Tutaj wyniki III Konkursu Dziennikarskiego 2020 i pozostałe teksty:
Autorką tekstu, który zajął drugie miejsce w kategorii szkół średnich, jest Martyna Zielińska z II Liceum Ogólnokształcącego w Skarżysku, a nauczycielem prowadzącym Magdalena Wiśniewska-Ciaś.
Wschód słońca jest wolny od tego bożka
Teksty fińskiego zespołu symfoniczno-metalowego, jakim jest Nightwish, w głównej mierze opierają się na mitycznych lub baśniowych motywach w mrocznym wydaniu lub opowiadają w sposób liryczny historie nieszczęśliwej miłości. Jednak znajdzie się też kilka piosenek, które dotyczą wydarzeń realnego świata.
„Kinslayer” jest oparty na historii strzelaniny z 1999 roku w szkole w Columbii, „Sleeping Sun” to ballada o zaćmieniu słońca, które miało miejsce w części Europy i Azji 11 sierpnia 1999 roku, a w „Creek Mary’s Blood” słyszymy o tragedii, jaka spotkała indiańskie plemiona podczas kolonizacji. Na najnowszym albumie również znajdzie się kawałek, powiązany z czymś, co aktualnie jest częścią naszej codzienności.
Od marca 2019 roku było wiadomo, że Nightwish pracuje intensywnie nad nowym krążkiem, jednak temat albumu, wygląd okładki, czy tracklista wciąż pozostawały dla nas tajemnicą. W styczniu zespół przedstawił światu „Hvman :||: Natvre”. Album będzie składać się z dwóch płyt: pierwsza zawiera dziewięć piosenek, natomiast druga to trwający czterdzieści minut instrumental przeplatany melorecytacją, odgłosami natury i wokalizami. Premiera ma mieć miejsce 10 kwietnia. Pierwszy singiel, „Noise”, promujący płytę wraz z teledyskiem, został wydany 7 lutego. Można znaleźć go na kanale na YouTube niemieckiej wytwórni płytowej Nuclear Blast.
Zespół od paru lat stosuje pewną taktykę, wypuszczając na pierwszy ogień utwór najbardziej radiowy, przyjazny uchu, który może kojarzyć się z poprzednimi tworami i stanowi esencję całego dotychczasowego dorobku bandu. Jeżeli „Noise” jest jednym z tych lżejszych utworów na krążku, to możemy przygotować się na ostrą jazdę bez trzymanki razem z „Hvman :||: Natvre”.
Na samym początku zwraca uwagę wokal Floor Jansen – głównego głosu zespołu, która dołączyła do grupy osiem lat temu, by pomóc w dokończeniu trasy po tym, jak poprzednia wokalistka odeszła. Oficjalnie członkiem jest zaś od 2013 roku. Ostatni album zebrał pozytywne opinie, jednak wielu fanów twierdziło, że Tuomas Holopainen, lider Nightwisha, zmarnował potencjał swojego najnowszego nabytku, dając jej do zaśpiewania liryczne pioseneczki bez żadnych fajerwerków. Holenderka czarowała przede wszystkim barwą, a także odsłoniła fanom swoją zdolność do growlu, pokazując, że zarówno bardzo wysokie jak i niskie dźwięki nie są dla niej problemem. W najnowszym singlu głos Jansen pływa pomiędzy delikatnymi wokalizami, operowym stylem, a porządną emisją z rockowym pazurem.
Na drugim miejscu jest perkusja. Wyraźnie słychać, że brzmi o wiele ciężej niż w jakiejkolwiek innej piosence Nigthwisha. Fani przyzwyczajeni są do energicznego, dość lekkiego rytmu wybijanego przez Jukkę Nevalainena. W 2015 roku muzyk ze względu na problemy ze zdrowiem musiał zrezygnować ze swojej roli w zespole. Na jego miejscu, w trakcie trwania promocji „Endless Forms Most Beautiful” pojawił się Kai Hahto. Do tej pory perkusista grał jedynie utwory, w których musiał trzymać się stylu gry swojego poprzednika. W najnowszej piosence Kai mógł pokazać się w pełnej krasie tak, jak mu w duszy gra. Perkusja ustawiona jest o wiele niżej, brzmi ciężej i potężniej, bardziej przypomina sposób gry w tradycyjnym Heavy Metalu. W idealny sposób dopełnia riffy gitarowe, serwowane nam przez gitarzystę Erno „Emppu” Vourinena. Od czasu trzeciego krążka („Wishmaster”) nie słyszeliśmy tak mięsistego grania ze strony Emppu, to miła odmiana. Bas wraz z klawiszami również nie odbiegają poziomem. Wstęp do numeru dużej części słuchaczy kojarzy się z czołówką serialu Gra o Tron, wiele osób widzi podobieństwo do „Storytime” – utworu z najlepiej sprzedającego się albumu muzyków „Imaginearum”. Zwrotki są śpiewane przez Floor, natomiast w refrenie dołączają do niej dwa pozostałe głosy Nightwisha – Troy Donockley oraz Marco Hietala.
Tekst to przestroga dla obecnego społeczeństwa, zatopionego w fałszywym, wyidealizowanym świecie mediów społecznościowych. Znajdziemy tam odniesienia do chociażby popularnego serialu „Black Mirror” albo powieści Aldousa Huxleya „Nowy Wspaniały Świat”. Jest dosyć bezpośredni, jednak to klip robi najwięcej. Muszę przyznać, że oglądając go na telefonie, sama czułam się w pewien sposób niekomfortowo.
Teledysk jest nakręcony w formie klipu 360 stopni, powtarzające się sceny nakręcone są w jednej lokacji, na ekranie dzieje się bardzo dużo, przez co wideo wydaje się niemal przesadzone i zbyt chaotyczne. Mamy kilku bohaterów, którzy reprezentują „typowych” ludzi tego świata: m.in. instagramową piękność, idealną jedynie na zdjęciach, czy matkę, chwalącą się swoim dzieckiem w internecie, w rzeczywistości nieprzejmującą się jego potrzebami. Wszyscy zachowują się jak zombie, bez przerwy wlepiając martwy wzrok w komórki. W miarę jak numer się rozkręca, pokazywane są nam prawdziwe oblicza postaci. Opadają maski, które tak starannie stworzyli w sieci, ukazując ich skazy.
„Noise” zapowiada naprawdę udany album. W ciągu trzech dni utwór zdobył milion wyświetleń, co jest imponującym osiągnięciem jak na zespoły europejskie. Miło posłuchać czegoś, co nie tylko cieszy ucho, ale również niesie ze sobą morał i może zachęcić kogoś do zmian w życiu. Świat poza cyfrowymi ekranami istnieje.