Prognoza pogody na 17 czerwca 2020 roku przewiduje pomarańczowy, drugi stopień, zagrożenia burzami i opadami atmosferycznymi w Skarżysku-Kamiennej i okolicy.
Prognoza pogody na 17 czerwca 2020 r. w Skarżysku przewiduje:
burze z opadami deszczu do 50 mm
porywy wiatru do 90 km/h
Podobna pogoda spodziewana jest w najbliższych kilku dniach.
Synoptycy zalecają zachować ostrożność, szczególnie podczas przebywania na otwartym terenie.
Jak przygotować się i zachować podczas burz – Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej zaleca:
Przed burzą
Zamknij zewnętrzne drzwi, okna, okiennice, rolety i żaluzje. To pomoże zabezpieczyć wnętrze przed wiatrem, deszczem i latającymi drobnymi przedmiotami.
Jeśli wyjście na zewnątrz nie jest ryzykowne, wnieś do budynku wszystkie meble ogrodowe i inne przedmioty, które wiatr mógłby przemieścić. Mogą one stać się niebezpieczne.
Upewnij się, że masz latarkę i dodatkowe baterie. Burze mogą powodować przerwy w dostawie prądu.
W trakcie burzy
Jeśli w pobliżu zobaczysz błyskawice, w miarę możliwości schroń się w wytrzymałym budynku. Dopóki burza nie ustanie, najbezpieczniej jest pozostać wewnątrz.
Gdy zacznie grzmieć, unikaj otwartej przestrzeni, wysokich drzew i zbiorników wodnych. W takich miejscach pioruny uderzają częściej.
Jeśli jesteś na zewnątrz i nie możesz schronić się w budynku, kucnij nisko nad ziemią, ale nie siadaj ani nie kładź się. Prąd z piorunów może płynąć podłożem, dlatego kucnięcie to najbezpieczniejsza pozycja.
Jeśli w pobliżu zobaczysz błyskawice, pozostań w samochodzie. Będzie w nim bezpieczniej niż na zewnątrz.
Odłącz urządzenia elektryczne od prądu i używaj tylko telefonu komórkowego lub bezprzewodowego, który nie jest podłączony do gniazdka. Skoki napięcia wywołane przez pioruny mogą poważnie uszkodzić sprzęt elektroniczny i spowodować obrażenia.
Robert Biedroń, kandydat na prezydenta RP w wyborach 2020, odwiedził Skarżysko-Kamienną. Spotkał się z prezydentem Konradem Krönigiem i innymi lokalnymi samorządowcami. Nie szczędził słów krytyki pod adresem rządu Prawa i Sprawiedliwości oraz obecnego prezydenta Andrzeja Dudy.
Robert Biedroń, kandydat lewicy na prezydenta RP, odwiedził kilka miast północy województwa świętokrzyskiego, w tym Skarżysko-Kamienną. Towarzyszył mu poseł Andrzej Szejna.
W Skarżysku kandydat na głowę państwa spotkał się najpierw z prezydentem Skarżyska Konradem Krönigiem. Robert Biedroń, obecnie europoseł, a wcześniej prezydent Słupska, dopytywał o bolączki Skarżyska-Kamiennej, jako miasta średniej wielkości.
Robert Biedroń
Obaj zgodzili się, że największe to bezrobocie oraz odpływ młodych ludzi do dużych miast. Robert Biedroń pytał o sytuację finansową w obliczu pandemii koronawirusa.
– Jest gorzej. Nasze tegoroczne wpływy do budżetu miasta będą mniejsze o ok. 16–20 milionów złotych, ale rok jest bezpieczny. Wyemitowaliśmy obligacje, aby zapewnić bezpieczeństwo finansów miejskich – mówił Konrad Krönig.
Z gabinetu prezydenta Robert Biedroń udał się na skwer przed urzędem miasta. Tutaj dołączyli do niego m.in. starosta skarżyski Artur Berus oraz szef lewicy w Skarżysku Artur Pejas.
– Mieszkańcy Skarżyska-Kamiennej pokazali w wyborach samorządowych czerwoną kartkę PiS-owi. Nie pokazali jej przypadkowo. PiS doprowadził Skarżysko do ruiny, ale prezydentem został człowiek, który ratuje miasto – powiedział Robert Biedroń do zebranych na skwerze.
Kandydat na prezydenta nie szczędził gorzkich słów pod adresem obecnego prezydenta Andrzeja Dudy.
– Prezydent Andrzej Duda zaprzepaścił szansę na dialog między władzami centralnymi a samorządem. Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej musi być ambasadorem Polski za granicą, ale też ambasadorem naszych małych ojczyzn. Musi budować siłę i potęgę kraju. Ja chcę być takim prezydentem – dodał Robert Biedroń.
Artur Pejas zwrócił uwagę, jaki efekt na Słupsk miała prezydentura Roberta Biedronia.
– Skarżysko to miasto zadłużone i zanieczyszczone. Słupsk to miasto z najczystszym powietrzem w Polsce a Robert Biedroń je oddłużył. Robert Biedroń to jedyny kandydat, który ma szansę dorównać jakością prezydenturze Aleksandra Kwaśniewskiego – powiedział.
Starosta Artur Berus dodał, że władze centralne nie mogą zrzucać kosztów na samorządy i coraz bardziej och obciążać, doprowadzając do zadłużenia.
Na spotkaniu pojawili się również byli samorządowcy lewicy – były prezydent Waldemar Mazur i były zastępca prezydenta Czesław Kusztal.
Podczas wizyty Roberta Biedronia otwarto biuro poselskie Andrzeja Szejny w Skarżysku-Kamiennej.
Robert Biedroń, kandydat na prezydenta Polski, w Skarżysku-Kamiennej
Skarżyscy policjanci wykonali pompki w akcji #GaszynChallenge. Oni z kolei nominowali kolejne instytucje. Leśnicy z Suchedniowa już też wykonali zadanie. #GaszynChallenge to akcja pomocy Wojtusiowi Howisowi z Galewic. Chłopiec cierpi na SMA – rdzeniowy zanik mięśni.
#GaszynChallenge to akcja pomocy dla chłopca, w której kolejni nominowani robią pompki, przy okazji wpłacając pieniądze na leczenie chłopca. Trzeba wykonać 10 pompek i wpłacić minimum 5 zł lub, w łatwiejszej wersji, zamiast pompek wpłacić minimum 10 zł. Każdy, kto ukończy wyzwanie, nominuje przynajmniej kolejne trzy instytucje, które mają 48 godzin na wykonanie zadania.
Skarżyscy policjanci zostali nominowani przez swoich kolegów ze Starachowic. Sami nominowali policjantów z Końskich oraz nadleśnictwa Skarżysko-Kamienna i Suchedniów.
Leśnicy z Suchedniowa już wykonali pompki, a wśród nominowanych przez nich znaleźli się między innymi świętokrzyscy terytorialsi, czyli 10. Świętokrzyska Brygada Obrony Terytorialnej w Kielcach.
Zobacz Nadleśnictwo Skarżysko w akcji #GaszynChallenge:
Wojtuś Howis ma 18 miesięcy. Mieszka w Galewicach w województwie łódzkim. Cierpi na SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni. Nowatorska terapia genowa, możliwa do przeprowadzenia w USA, kosztuje 2 miliony dolarów. Już udało się zebrać kwotę, ale akcja pomocy trwa nadal, a nadwyżka zostanie przeznaczona na terapię chłopca.
Zespół Gest, który w latach 80. ubiegłego stulecia istniał w Skarżysku, miał swój własny styl. Można ich śmiało nazwać pionierami ostrego grania w naszym mieście.
We wczesnych latach osiemdziesiątych w klubie Emesem, działającym przy skarżyskiej Międzyzakładowej Spółdzielni Mieszkaniowej przy ulicy Tysiąclecia, odbywały się próby zespołu Gest.
Zespół Gest tworzyli sprawni muzycy, bynajmniej nie sprawiający wrażenia początkujących:
Andrzej Romaniuk – gitara, śpiew
Jarosław Kowalik – bas
Kazimierz Borek – bębny
Sławomir Bobek – gitara
Muzyka, jaką prezentował Gest, mieściła się „pomiędzy heavy metalem a hard rockiem”, jak to określił jeden z członków grupy. Zwłaszcza metal, w pewnym uproszczeniu, odznacza się między innymi tym, że eksponuje szybkość i precyzję w grze, odsuwając na dalszy plan inne środki wyrazu. Na tym polu wzorowo wykazywali się muzycy Gestu.
Praca sekcji rytmicznej urozmaicana była szybkimi młynkami perkusji i klangowaniem basu. Gdy bas, perkusja i gitara rytmiczna, gdzieś między zwrotkami i refrenami, powtarzały w kółko jeden motyw, na front wysuwała się druga gitara w jakby półimprowizowanych, solówkowych opowieściach. Innym razem melodyjne partie dwóch gitar wybrzmiewały w harmonicznych interwałach.
Wokalista śpiewał wcześniej w zespole Irys, z którym wziął udział w Ogólnopolskim Młodzieżowym Przeglądzie Piosenki, natomiast na imprezie Dni Kultury nad Kamienną (tu już chyba z zespołem Gest) zdobył złoty mikrofon.
Mimo zachodnich wzorców Gest uniknął naśladowania śpiewu typowego dla prekursorów gatunku. Nie było tu wibrujących, quasitenorowych wokaliz w stylu Iron Maiden, nie było przesadzonej rockowej chrypki jak w AC/DC czy Nazareth, ani też falsetowego piania àla Judas Priest. Był to głos nienapiętnowany gatunkową manierą i swobodnie mógłby się odnaleźć również poza obrębem muzyki, jaką upodobał sobie Gest.
Teksty pisane po polsku, swoją formą i tematyką zdecydowanie wpisujące się w główny nurt sceny rockowej tamtych lat, były autorstwa wokalisty/gitarzysty Andrzeja Romaniuka, później również gitarzysty Sławomira Bobka. Za muzykę odpowiadał cały zespół.
Umiejętności muzyków przejawiały się nie tylko w technice gry, ale i w kompozycji i aranżacji, chociaż nie silili się przesadnie na własny styl, a raczej odwoływali się do wpływów. Spośród swoich ulubionych grup członkowie zespołu wymieniali między innymi Saxon i Iron Maiden.
Atutem zespołu było profesjonalne nagranie studyjne. „Na własny styl jeszcze za wcześnie” – twierdził wówczas jeden z muzyków. Jednak zachodnie wzorce zrealizowane na polską modłę oraz specyficzne standardy studyjne tamtych lat, nadały tym utworom oryginalny wymiar.
Kilka piosenek wyemitowało na początku lat 80. kieleckie radio w audycji Małgorzaty Janiszewskiej poświęconej zespołowi Gest, w cyklu „Studio dla Amatorów”. Ale kiedy dokładnie to było?
Jeśli ktoś ma jakiekolwiek informacje o zespole Gest, mogące wzbogacić tekst (może zdjęcia?), prosimy o informację.
Tomasz Jezierski już na mecie, gdzie czekał na niego tort
Skarżyszczanin Tomasz Jezierski po 21 godzinach pokonał biegiem 100 mil. Dokonał tego na Rejowie w Skarżysku-Kamiennej robiąc 40 okrążeń zalewu. Na trasie i na miejscu startu i mety, gdzie miał też bufet, dopingowało go mnóstwo osób.
Tomasz Jezierski, zwany wikingiem z racji udziału w serialu „Wikingowie” i długiej brody, która jest po nim pamiątką, w pewnym momencie swojego życia stwierdził, że czas skończyć z siedzącym trybem i postanowił biegać. Dystanse, które pokonywał, systematycznie wydłużał, i teraz biega najdłuższe możliwe biegi, jakie są organizowane.
Tomasz Jezierski o sobie – o ultrabiegach i przygodzie z wikingami:
Sam też sobie stawia wyzwania w postaci indywidualnych biegów jak ten na Rejowie. Bieg na 100 mil, czyli niemal 161 kilometrów, to też sprawdzian formy przed udziałem w kolejnej imprezie – 240-kilometrowym Biegu 7 Szczytów w Lądku-Zdroju.
Zaczął bieg o 18.00 w sobotę, a zakończył o 15.00 w niedzielę. Rozpoczął w dużym upale, ale potem pogoda była już dużo lepsza. Noc była chłodna, a niedziela już nie była tak gorąca jak sobota.
– Pierwsze godziny były ciężkie, lało się ze mnie. Teraz na mecie jest duże szczęście, jest adrenalina, ale były kryzysy na trasie. Na 90. kilometrze jedno okrążenie po prostu przeszedłem, nie biegłem. Na jednym okrążeniu wszedłem do wody po pas, żeby się zwilżyć. Mogłem zejść poniżej 20 godzin, ale i te 21 godzin też mnie satysfakcjonuje. Mój następny projekt się udał. Nie zszedłem z trasy. To mnie buduje do startu w następnym. W Lądku-Zdroju chciałbym być koło 30-40 miejsca. Tam startuje ok. 300 osób, z czego kończy bieg połowa uczestników – powiedział na gorąco na mecie.
W trakcie biegu, w mniejszej lub większej liczbie, towarzyszyli mu zarówno znajomi, jak i całkiem obcy miłośnicy biegania. Na mecie otrzymał owacje od obecnych, a czekał też na niego tort, ufundowany przez cukiernię Lazur z Suchedniowa, oraz szampan.
– Dziękuję wszystkim za wsparcie. I na trasie, i na mecie. Wielu chłopaków zrobiło ze mną swoje życiowe dystanse, a to znaczy, że mają podstawy do biegów ultra. Jestem szczęśliwy, że mi się udało, ale też satysfakcjonuje mnie, że to była dla tylu ludzi dobra zabawa. Chcę w ten sposób pokazać, że wszyscy mogą robić takie rzeczy. Trzeba tylko chcieć – powiedział.
Wśród biegnących z nim był jego przyjaciel Robert Niedziela, który w sumie sam przebiegł ok. 60 kilometrów.
– Tomasz stawia sobie cele i je konsekwentnie realizuje. Ma za sobą już dłuższe dystanse. Żeby biegać tak jak on, potrzebny jest trening i silny charakter. To przede wszystkim. Fajna sprawa, bo to też wpływa na popularyzację biegania. Na pewno są tu osoby, które pobiegną pierwszy raz i już przy bieganiu zostaną – powiedział Robert Niedziela.
Biegacza dopingował też Zdzisław Włodarczyk, który uprawia lekkoatletykę całe życie. Kiedyś trenował między innymi w Granacie, a dziś startuje w zawodach weteranów.
– Fenomenalna rzecz. Taka wytrzymałość musi być wrodzona. Ja chętnie uprawiałem wszystko, tylko nie biegi. Najdłuższy dystans, jaki biegałem, to 1500 metrów w dziesięcioboju – powiedział.
Na mecie czekała też na niego mama Bożenna Jezierska.
– Zawsze się trochę boję o niego. Wybrał sobie za długie dystanse. Szkoda mi go, ale wiem, że nic mu nie będzie, bo jest dobrze przygotowany na tak długie dystanse – powiedziała.
W organizacji biegu Tomaszowi Jezierskiemu pomogli organizatorzy Półmaratonu Wtórpol. W 2020 roku przypada jubileusz imprezy, która odbędzie się po raz dwudziesty. W obecnej sytuacji nie można wykluczyć, że wydarzenie może być odwołane, jak wiele podobnych imprez w Polsce, ale, jak mówi organizator Tomasz Wąsowski, impreza jest w kalendarzu i można się zapisywać.
Tomasz Jezierski już zapowiada, że w Półmaratonie Wtórpol wystartuje, choć to dystans znacznie krótszy od jego ulubionych. On sam chętnie widziałby na Rejowie także jakieś dłuższe biegi.
– Rejów to idealne miejsce do organizowania biegów ultra. Wspaniały byłby tutaj 24-godzinny bieg. Są ludzie, którzy są chętni do wzywań, do sprawdzenia się. Jest to też idealne miejsce do zrobienia UltraMana w triathlonie. Jest baza noclegowa. Wszystko jest na miejscu – powiedział.
Gratulacje! Życzymy kolejnych wyzwań zakończonych sukcesem!
Tomasz Jezierski, pasjonat długich biegów ze Skarżyska-Kamiennej, rozpoczął w sobotę wieczorem bieg na 100 mil wokół zalewu Rejów. Taki dystans oznacza, że skończy w niedzielę po południu.
Dla przeciętnego człowieka 100 mil może wydawać się wręcz kosmicznym dystansem, ale dla Tomasza Jezierskiego to wcale nie najdłuższy dystans, jaki ma na koncie. Co więcej, ten bieg to przetarcie przed lipcowym startem w Biegu 7 Szczytów w Lądku-Zdroju na dystansie 240 kilometrów.
Tomasz Jezierski rozpoczął walkę z dystansem o 18.00 w sobotę. Przez kilka pierwszych krążeń towarzyszyła mu spora grupa znajomych oraz zupełnie obcych ludzi.
On sam powiedział, że nie będzie walczył z czasem. To dla niego raczej trening i sprawdzian przed najbliższym poważnym startem. Czas, jaki spędzi na okrążaniu zalewu Rejów to ok. 20 godzin. Będzie biegł oczywiście bez przerwy.
Zobacz relację z ostatnich okrążeń i mety biegu Tomasza Jezierskiego na 100 mil na Rejowie:
Na start przyszło wielu sympatyków nie tylko Tomasza Jezierskiego, ale i takiego stylu życia.
– Fenomenalna rzecz. Taka wytrzymałość musi być wrodzona. Ja chętnie uprawiałem wszystko, tylko nie biegi. Najdłuższy dystans, jaki biegałem, to 1500 metrów w dziesięcioboju – powiedział Zdzisław Włodarczyk, który uprawia lekkoatletykę całe życie. Kiedyś trenował między innymi w Granacie, a dziś startuje w zawodach weteranów.
Wśród towarzyszących Tomaszowi Jezierskiemu na starcie jest jego przyjaciel Robert Niedziela.
– Tomasz stawia sobie cele i je konsekwentnie realizuje. Ma za sobą już dłuższe dystanse. Żeby biegać tak jak on, potrzebny jest trening i silny charakter. To przede wszystkim. Fajna sprawa, bo to też wpływa na popularyzację biegania. Na pewno są tu osoby, które pobiegną pierwszy raz i już przy bieganiu zostaną.– powiedział Robert Niedziela.
Partnerem biegu Tomasza Jezierskiego jest Półmaraton Wtórpol. W tym roku przypada jubileusz 20-lecia imprezy i organizator Tomasz Wąsowski ma nadzieję, że obecna sytuacja nie przeszkodzi w zorganizowaniu biegu. Półmaraton Wtórpol 2020 zaplanowany jest na 22 sierpnia 2020 roku.
Dlaczego Tomasz Jezierski ma ksywkę „wiking”? Sama długa broda to nie wszystko, choć ma ona z tym związek. Wyjaśnienie pod tym linkiem:
Obostrzenia, które wpłynęły na kształt imprezy Motoserce 2020 Skarżysko-Kamienna, nie wpłynęły negatywnie na ilość zebranej krwi. Chętnych do jej oddania było wielu.
Pandemia koronawirusa sprawiła, że Motoserce 2020 w Skarżysku-Kamiennej musiało być przesunięte w czasie. Miało się odbyć pod koniec maja. Poluzowania w obostrzeniach pozwoliły na organizację wydarzenia dwa tygodnie później.
Początkowo planowano samą zbiórkę krwi, ale ostatecznie udało się zorganizować kilka koncertów. Na letniej scenie MCK na Placu Staffa wystąpili: P3rfekcyjne Przeboje, Monday Chili Friday oraz Przemek Cichoń.
Choć obecna sytuacja i upalna pogoda w Skarżysku wpłynęły na wielkość publiczności przed sceną, to nie miały większego wpływu na zbiórkę krwi. Jak mówi Marcin Mrówka z klubu motocyklowego Road Runners MC Skarżysko-Kamienna, czyli organizatora Motoserca, w tym roku zebrano jej blisko 21 litrów. Krew oddało 46 osób.
– Jak na czas epidemii to impreza nam się udała. Było dużo motocykli, a zbiórka krwi też była udana – powiedział
Wśród honorowych krwiodawców rozlosowano rower ufundowany przez sklep rowerowy Lider.
Na początek lipca zaplanowana jest druga duża impreza organizowana przez skarżyskich motocyklistów z klubu Road Runners MC – Hard Core Party. Organizatorzy czekają jeszcze z ostateczną decyzją, czy się odbędzie.
Tegoroczny Pol’and’Rock Festival nie odbędzie się w tradycyjnej formule. Organizator, czyli Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, nie zostawia jednak fanów dobrej muzyki z niczym. W zamian odbędzie się Najpiękniejsza Domówka Świata, czyli internetowa odsłona festiwalu. Jednym z wykonawców będzie pochodzący ze Skarżyska zespół happysad.
Pandemia koronawirusa sprawiła, że Pol’and’Rock Festival 2020 nie odbędzie się. Nie odbędzie się w tradycyjnej formule. Na stałych bywalców czekać będzie jednak internetowa wersja festiwalu nazwana Najpiękniejszą Domówką Świata.
Jednym z pierwszych ujawnionych zespołów, jakie na niej zagrają, jest happysad. Wywodzący się ze Skarżyska-Kamiennej zespół zagra 31 lipca. Całe wydarzenie potrwa od 31 lipca do 1 sierpnia.
Koncerty Najpiękniejszej Domówki Świata będą transmitowane na żywo ze studia w Warszawie między innymi na profilu Pol’and’Rock Festival Online na Facebooku oraz na kanale KręciołaTV na YouTube.
Inni ujawnieni dotąd wykonawcy Pol’and’Rock Festival 2020 Online to m.in. Romantycy Lekkich Obyczajów, Piotr Bukartyk, Big Cyc, Łydka Grubasa, Pull the Wire, Majka Jeżowska, Raz Dwa Trzy. W Akademii Sztuk Przepięknych odbędą się spotkania między innymi z braćmi Sekielskimi, Ewą Ewart, Andrzejem Mleczką i Januszem Gajosem.
Następny Pol’and’Rock Festival w tradycyjnej wersji został zaplanowany na 29–31 lipca 2021 roku.
Święto 10. Świętokrzyskiej Brygady Obrony Terytorialnej zostało ustanowione w rocznicę złożenia sprowadzonych z Anglii prochów majora Eugeniusza Gedymina Kaszyńskiego „Nurta” na Wykusie. Miało to miejsce 11 czerwca 1994 roku.
Z racji trwającej wciąż pandemii koronawirusa nie odbędą się żadne większe uroczystości. W sobotę 13 czerwca dowódca 10 Świętokrzyskiej Brygady Obrony Terytorialnej płk Grzegorz Motak złoży wiązankę kwiatów w miejscu obecnego spoczynku patrona brygady.
Z okazji święta terytorialsi otrzymali list z gratulacjami i życzeniami od Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka.
10. Świętokrzyska Brygada Obrony Terytorialnej otrzymał list z gratulacjami i życzeniami od Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka
Formowanie 10. Świętokrzyskiej Brygady Obrony Terytorialnej rozpoczęło się w trzecim etapie budowy WOT, na początku 2018 roku. Struktura powstawała szybko i już we wrześniu zaczęły się pierwsze szkolenia, a pierwsza – historyczna przysięga świętokrzyskich terytorialsów odbyła się 23 września 2018 roku w Kielcach. Dowódcą brygady jest płk Grzegorz Motak. Brygada liczy dzisiaj ponad 1300 żołnierzy rozmieszczonych w dwóch batalionach: Kielce i Sandomierz. Dowództwo brygady znajduje się w Kielcach.
Misją 10. Świętokrzyskiej Brygady Obrony Terytorialnej jest obrona i wspieranie społeczności województwa świętokrzyskiego. W czasie pokoju to zadanie realizowane jest m.in. w formie przeciwdziałania i zwalczania skutków klęsk żywiołowych oraz prowadzenia działań ratowniczych w sytuacjach kryzysowych.
Jeden ze strażaków Państwowej Straży Pożarnej w Skarżysku-Kamiennej zaraził się koranawirusem. Kilkadziesiąt osób z ekipy komendy zostanie przebadanych na obecność koronawirusa.
Kilka dni temu do szpitala z objawami wskazującymi na koronawirusa trafił jeden ze strażaków pełniących służbę w skarżyskie straży państwowej. Badanie potwierdziło obecność wirusa.
Jak informuje zastępca komendanta Kominy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Skarżysku-Kamiennej brygadier Andrzej Pyzik, w skarżyskiej straży natychmiast podjęto działania, aby zminimalizować zagrożenie dla reszty załogi. Wytypowano ok. 40 osób, które miały kontakt z chorym funkcjonariuszem. Od tego czasu nie przychodzą one do pracy i na służbę. Wkrótce przejdą testy.
Andrzej Pyzik dodaje, że w tym momencie nie żadnego zagrożenia dla prawidłowego funkcjonowania jednostki, a strażacy cały czas są gotowi nieść pomoc. Na zmianie jest tyle samo osób, co w normalnych okolicznościach.
– Jeśli jednak założymy czarny scenariusz, że będzie nam brakować ludzi, to będziemy wspomagani przez inne jednostki i wówczas też nie będzie zagrożenia dla prawidłowego funkcjonowania komendy – dodaje zastępca komendanta.
W straży pożarnej na terenie całego kraju już w momencie pojawienia się koronawirusa w Polsce wprowadzono zmiany w systemie pracy, aby ograniczyć kontakty pomiędzy strażakami.
Choremu funkcjonariuszowi życzymy zdrowia, a całej komendzie pozytywnego obrotu sprawy!