Decyzja o ulokowaniu fabryki uzbrojenia w naszym mieście miała niebagatelny wpływ na kształt ówczesnego i dzisiejszego Skarżyska. Gdyby nie powstała przedwojenna Państwowa Fabryka Amunicji, dziś Skarżysko wyglądałoby zapewne zupełnie inaczej i na pewno byłoby mniejszym liczebnie miastem.

Skarżysko-Kamienna to „miasto na szlaku”, jak głosi hasło przewodnie miasta. Mało tego, znajduje nawet na kilku szlakach, a ten główny to Kraków–Warszawa. Codzienne przez Skarżysko przejeżdżają tysiące osób – samochodami prywatnymi, autobusami, koleją. A kto zboczy ze szlaku i dokładniej przyjrzy się niektórym budynkom w mieście, zauważy, że poza wielką płytą, w większości ocieploną styropianem, sporo jest budynków z ciosanego, przybrudzonego już nieco, kamienia…

Wśród budynków tych są bloki mieszkalne (kształtem przypominające spore kamienice), szkoła oraz budynki przemysłowe i biurowe. Wszystkie one zostały wybudowane w latach 20. i 30. ubiegłego stulecia. I wszystkie w ramach jednej potężnej inwestycji – Państwowej Fabryki Amunicji. Dziś w budynkach tych wciąż uczą się, pracują i mieszkają ludzie. Władze Mesko, spadkobiercy PFA, mają siedzibę w tych samych murach, co ich przedwojenni poprzednicy.

Typowy przykład architektury związanej z Państwową Fabryką Amunicji – kamienica na kolonii robotniczej

Skarżysko-Kamienna to miasto młode. Nie ma jeszcze stu lat, gdyż prawa miejskie uzyskało w 1923 roku, czyli również w dwudziestoleciu. Jednak nie tylko ten fakt sprawił, że Skarżysko jest dziś takim, a nie innym miejscem. To inwestycje przemysłowe, a w szczególności jedna, sprawiły, że ze skupiska kilku wiejskich osad błyskawicznie przeistoczyło się w miasto średniej wielkości.

I choć pierwszym przyczynkiem do rozwoju tych okolic była budowa pod koniec XIX wieku kolei Iwangorodzko-Dąbrowskiej łączącej dzisiejszy Dęblin z Dąbrową Górniczą, co pociągnęło za sobą wybudowane stacji oraz potężnego węzła kolejowego, to na nowe, nomen-omen, tory skierowała miasto inna inwestycja, już z 20. wieku. Gdyby chcieć pokusić się o oszacowanie wartości tamtej inwestycji i przeliczenie jej na dzisiejsze złotówki, kwota z pewnością wynosiłaby nie tyle miliony, co miliardy złotych.

Inwestycją, o której mowa, a która do dziś stanowi o renomie miasta, była budowa Państwowej Fabryki Amunicji. Za datę jej uruchomienia uznaje się sierpień 1924 roku. Dziś w Polsce firma jest bardziej znana jako Mesko, od dwóch lat należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Wcześniej nosiła nazwę Bumar Amunicja, jeszcze wcześniej Zakłady Metalowe „Predom-Mesko”, a w czasie II wojny światowej przemianowana została z PFA na HASAG (polski oddział niemieckiej korporacji). Mieszkańcy Skarżyska od lat nazywają firmę po prostu „zakładami”, niezależnie od aktualnie obowiązującej nazwy.

Charakterystyczny styl budynków Państwowej Fabryki Amunicji wznoszonych z kamienia. Tu budynek straży pożarnej

O firmie i jej historii najwięcej można dowiedzieć się z jej „Kroniki”, zbioru dokumentów, wspomnień, fotografii. Jej autorem jest Bolesław Juchniewicz, nieżyjący już pracownik firmy. Przez lata sumienne zbierał wszystko, co istotne dla poznania historii jego miejsca pracy. Z okazji 90-lecia firmy Muzeum im. Orła Białego w Skarżysku wydało drukiem część jego zbiorów obejmujących okres od powstania fabryki do końca lat wojennych. Jest to cenne źródło informacji o firmie, mieście, ludziach i realiach tamtych czasów. Jeśli nie zaznaczono inaczej, cytaty w tekście pochodzą z tej właśnie pozycji. Aczkolwiek, pierwotne źródło części z nich jest inne (co zaznaczono, jeśli podana była taka informacja).

Skarżysko-Kamienna – miasto na szlaku i w „trójkącie bezpieczeństwa”

Dwudziestolecie międzywojenne to okres intensywnej odbudowy Państwa Polskiego. Nauczone doświadczeniem bolesnej historii władze słusznie postawiły na rozwój przemysłu zbrojeniowego, który miał pomóc Polsce w obronie przed agresją obcych państw. Fabryki zbrojeniowe, jako szczególnie istotne pod względem strategicznym, miały być rozlokowane w tej części kraju, skąd najdalej będzie do granic państw, za którym czyhali potencjalni agresorzy. Skarżysko, obok kilku innych miast, znajdowało się w takim właśnie „trójkącie”. Nie bez znaczenia było też to, że przez miasto przebiegała kolej i już wtedy Skarżysko było „miastem na szlaku”.

Tak pisze o tym w „Kronice” Bolesław Juchniewicz:

Czynnikiem decydującym o zlokalizowaniu Fabryki Amunicji w Skarżysku , Fabryki Prochu i Materiałów w Zagożdżonie (obecnie Pionki) oraz Fabryki Broni w Radomiu było położenie geograficzne. Radom, Pionki i Skarżysko stanowiły „trójkąt bezpieczeństwa”, jak ten teren nazywano wówczas w oficjalnych rozmowach i pismach. Od granic państwowych dostępu do „trójkąta bezpieczeństwa” broniły znaczne odległości, i to od wszystkich sąsiadów. Na drodze do „trójkąta bezpieczeństwa” znajdowały się liczne przeszkody terenowe (lasy, góry, rzeki, bagna). (…) Jeszcze w latach dwudziestych „trójkąt bezpieczeństwa” znajdował się poza zasięgiem samolotów bombowych. (…)

Ze względu na bezpieczeństwo fabryk, ukryto je wśród terenów leśnych, z wyjątkiem fabryki w Radomiu. Wychodzono z założenia, że istnieje zawsze możliwość większej eksplozji w fabrykach (…). Lasy stanowiły naturalną osłonę przed skutkami przypadkowego wybuchu. Poza tym stanowiły idealne warunki do zamaskowania budynków przed lotnictwem.

Kto interesuje się sportem, mógł się zastanowić, skąd wzięły się nazwy klubów sportowych: Granat Skarżysko, Proch Pionki czy Broń Radom. Teraz już wie, że nie były one przypadkowe.

Dalej czytamy:

Odnośnie do lokalizacji zadecydowali specjaliści wojskowi z Ministerstwa Sprawa Wojskowych i Sztabu Głównego, na podstawie analiz przebiegu działań wojennych od 1914 r do 1920 r., i spece od spraw lotnictwa wojskowego. Wśród argumentów za budową w Skarżysku i Radomiu przemawiał też bardzo istotny walor w postaci dogodnych połączeń kolejowych i drogowych ze stolicą i innymi strategicznymi obszarami obrony państwa

W rezultacie do Skarżyska przyjechali przedstawiciele władz centralnych, aby przyjrzeć się potencjalnej lokalizacji przyszłej fabryki. Taki raport znalazł się w aktach skarżyskiego nadleśnictwa z 1922 r., którego tereny również miały być przeznaczone pod budowę:

Dnia 15 i 16 października 1922 r. delegowana przez Centralny Zarząd Wytwórni w Warszawie : p. inż. Leonard Łabuć i inż. Franciszek Kuropatwiński obejrzeli w towarzystwie miejscowego nadleśniczego Franciszka Łagosza tereny w okolicy stacji Skarżysko (…).
Obszar (…) pokryty jest mocno przerzedzonym drzewostanem sosnowym w wieku około 60 lat , reszta terenu jest kulturą sosnową 1–10 letnią, w której znajdują się znaczne halizny. Wobec tego nadleśniczy Łagosz wyraża zdanie, że teren obrany pod budowę fabryki amunicji nie przedstawia wysokiej wartości ze względów gospodarczo-leśnych i mógłby być oddany.

Rusza budowa – Skarżysko już nie będzie takie samo

Gdy decyzje już zapadały, przystąpiono do budowy. Powstawały hale fabryczne, budynki mieszkalne, usługowe. Dochodziło też do takich sytuacji, że Skarżysko okazywało się lepszym nawet od Warszawy miejscem do funkcjonowania pewnych wydziałów PFA. Tak wspomina trudne do podjęcia decyzje inż. Franciszek Pogonowski, szef Wydziału Zapalników w skarżyskiej fabryce, wówczas jeszcze pracujący w Warszawie:

W końcu lipca 1925 r. wezwał mnie dyrektor Krzyżanowski i postawił przede mną dylemat: « – Proszę Pana – powiedział. – W Skarżysku stoi już gotowa hala dla przyszłego Wydziału Zapalników. Proszę pojechać do Skarżyska obejrzeć ten budynek i zapoznać się z miejscowymi warunkami. (…) Pozostawiam całkowicie do pańskiej decyzji przeniesienie Wytwórni Zapalników do Skarżyska, gdzie weszłaby ona w skład Wytwórni Amunicji. (…) Proszę więc jechać i decydować. (…)

Pojechałem do Skarżyska. Podobały mi się solidne hale żelbetowe, w których miały być produkowane części metalowe, Dział Elaboracji oddalony o jakiś kilometr od Działu Metalowego, pięknie pobudowana w lesie Kolonia Urzędnicza, Kolonia Robotnicza, piękne okoliczne lasy i pobliski staw na Rejowie. (…)

Wracając do Warszawy, przez całą drogę rozważałem, jak mam postąpić. Argumenty za i przeciw prawie się równoważyły, ale gdyby dodać jeszcze motywy osobiste, które przemawiały przeciw przenoszeniu Wytwórni, to wówczas przeważyłaby szal za argumentami przeciw. Zdawałem sobie również sprawę, że będę decydował równocześnie o zmianie losu ludzi związanych pracą z Wytwórnią Zapalników. Po odrzuceniu moich względów osobistych i uprzytomnieniu sobie stanu budynków na Złotej w Warszawie, ostatecznie podjąłem decyzję przeniesienia Wytwórni do Skarżyska. Nazajutrz zakomunikowałem o tym dyrektorowi Krzyżanowskiemu. Przyjął moje postanowienie bez entuzjazmu, ale zaakceptował je.

Nie ma wątpliwości, kiedy został zbudowany ten budynek należący do PFA

A o okresie budowy opowiadał Bolesławowi Juchniewiczowi Feliks Kozicki, technik:

Byłem technikiem budowlanym. Na podstawie planów wytyczałem lokalizację przyszłych budynków i torów bocznicy kolejowej. Teren Fabryki jest dziś wyrównany, a wówczas był pagórkowaty. Znajdowały się stare szyby kopalnianie, głazy narzutowe. Często napotykano na podłoże skalne. Wiercono otwory i skały wysadzano dynamitem. Setki robotników ścinały drzewa. Wywożono je do tartaku. Wywożono też ziemię, aby teren był idealnie równy. Dopiero wówczas kopano doły pod fundamenty. Robotnicy rekrutowali się z okolicznych wsi – Rejowa, Bzina, Młodzaw, Milicy. Po pracy maszerowano kilka kilometrów do Kamiennej na kufelek piwa lub do sklepu.

Do pracy potrzeba było jednak wielu rąk. W tamtych czasach mało kto w kraju słyszał o miejscu takim jak Skarżysko. A mimo to udało się z biegiem czasu skompletować niezbędną załogę i uzupełniać ją przez kolejne lata. Pracę w PFA znajdowali nie tylko mieszkańcy miasta i okolic. Wielu, szczególnie specjalistów, ściągano z całej Polski. Kuszono ich wysokimi, jak na polskie warunki, zarobkami, a dla wielu z nich wabikiem były również piękne mieszkania. Nie mniej urokliwe były okolice, w tym istniejący do dziś zalew na osiedlu Rejów, wówczas zwany też jeziorem lub stawem.

W takich budynkach zamieszkała kadra kierownicza PFA

Powody, dla których, nowi pracownicy decydowali się przeprowadzić do Skarżyska były różne. Finanse były jednym z nich:

Chętnie przyjmowali propozycję podjęcia pracy w Fabryce Amunicji absolwenci Politechniki Warszawskiej i Łódzkiej, szkoły Wawelberga, krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej i innych. Dyrekcja zapewniała im w Skarżysku mieszkania, wysokie pensje i pracę bez groźby redukcji. Absolwent AGH Władysław Grybowski wspomina: «Zostałem skierowany do Zapalnikowni. Otrzymałem pensję 370 zł plus kilka punktów premii, co dało w sumie 400 zł miesięcznie. Bez żalu wyjechałem z rodzinnego Krakowa».

Ale również lokalizacja miasta i fabryki także przyciągnęła wiele osób. Między innymi inżyniera Karola Żyrę, który okazał się później niezwykle oddanym miastu społecznikiem. A najbardziej ukochał sobie… wspomniany już wcześniej zalew/staw Rejów, gdzie się udzielał:

W 1925 r. przedstawiono mi propozycję podjęcia pracy w Skarżysku. Zanim się zdecydowałem, chciałem tę nową Fabrykę zobaczyć. Do Skarżyska pociągiem jechałem 6 godzin. Podczas podróży okropnie się nudziłem i powiedziałem sobie, że w Skarżysku pracować nie będę. Po przybyciu do Skarżyska, bryczką przysłaną przez Dyrekcję na dworzec przyjechałem do domu zajmowanego przez kierownika Wydziału Amunicji Karabinowej, Gustawa Sipko, na Kolonii Górnej. Tam przenocowałem.

Rano przebudziłem się wcześnie. Za oknami cała orkiestra ptaków. Śpiew ptaków sprawił takie wrażenie, że humor mi się poprawił. Dom znajdował się w otoczeniu starych sosen. A przed domem krzewy. Dom był ładny, gustownie zbudowany, piętrowy. Po śniadaniu, w towarzystwie inż. Sipko, udaliśmy się na zwiedzanie Fabryki i osiedli. Domy na Kolonii Urzędniczej i Robotniczej czekały na lokatorów. A na terenie Fabryki gotowe budynki. (…) Fabryka nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. No cóż, hale fabryczne puste, wielka robota czeka. Nie zapalałem się, żeby w Skarżysku pozostać. Po obiedzie inż. Sipko i kilku jego znajomych zawieźli mnie do Rejowa. Zostałem urzeczony stawem rejowskim, otoczonym lasem sosnowym. Zakochałem się w Rejowie. Tak, jak od pierwszego razu można się zakochać w dziewczynie. Od pierwszego wejrzenia. I postanowiłem zostać w Skarżysku.

Być może w tym domu nocował inż. Żyro

Inżynier Żyro nie był jedynym, którego do Skarżyska zwabił ów staw. Dla wielu przyszłych pracowników „przynętą” były… ryby. Wkrótce mieli je łowić na potęgę, ale najpierw sami złapali się na haczyk. Ponownie inż. Franciszek Pogonowski, szef Wydziału Zapalników:

Sprawa była bardzo delikatna, gdyż wówczas , jak i obecnie, trudno było kogokolwiek wyciągnąć z Warszawy. Skarżysko posiadało pewne atrakcje – lasy, piękne okolice, piękny staw na pobliskim Rejowie – raj dla rybaków, mieszkania w nowo zbudowanych domach i koszta utrzymania niższe niż w Warszawie. Bezpośrednie namawianie ludzi do wyjazdu odniosłoby wręcz przeciwny skutek.

Zastosowaliśmy więc zupełnie inną taktykę: wysłaliśmy na delegację celem przeprowadzenia robót przygotowawczych w Zapalnikowni kilku fachowców. Przy czym Jagłowski, sam zapalony wędkarz, dobierał z najbardziej namiętnych wędkarzy. Ci po powrocie zaczęli opowiadać swym kolegom cuda o Skarżysku, o łapaniu ryb, zbieraniu jagód i grzybów, o taniości produktów spożywczych, o ładnych mieszkaniach itp. Gdy druga z kolei partia wysłana na delegację potwierdziła opinie pierwszych, zaczęli się zgłaszać ochotnicy na wyjazd, a gdy pozornie robiłem trudności, zaczęto się zgłaszać masowo. (…)

Prezydent Ignacy Mościcki w Państwowej Fabryce Amunicji w Skarżysku w okresie dwudziestolecia międzywojennego
Prezydent Ignacy Mościcki w Państwowej Fabryce Amunicji w Skarżysku w okresie dwudziestolecia międzywojennego (fot. Skarżyskie Archiwum Cyfrowe)

Rozwija się fabryka, rozwija się Skarżysko

Liczba pracowników rosła szybko. W 1928 r. załoga liczyła nieco ponad 2300 osób, a w 1939 r. drugie tyle – ponad 4600 ludzi. Byli wśród nich rodowici mieszkańcy, przybysze osiedleni na stał oraz dojeżdżający z okolic:

Państwowa Fabryka Amunicji spełniała specyficzną funkcję integracji kulturalnej i politycznej dla znacznego obszaru. W latach przedwojennych znalazło zatrudnienie kilka tysięcy osób. W 1939 r. około 2200 pracowników było mieszkańcami Skarżyska, w jego granicach miejskich. Pozostali przybywali z odległości od kilku do 30 kilometrów, aby dotrzeć do fabryki. Po pracy odbywali drogę powrotną. (…) Około 150 osób dojeżdżało codziennie z Radomia, Kielc, Starachowic i Końskich.

Choć w Fabryce dominowała produkcja zbrojeniowa, to jej uzupełnieniem były produkty cywilne. Po II wojnie światowej również one będą stanowić znaczną część produkcji, a sprzęt codziennego użytku znajdzie się w wielu polskich domach.

W 1927 r. w skarżyskiej Fabryce produkowano miesięcznie 1 mln szt. amunicji karabinowej typu Mauser, 40 tys. szt. zapalników, elaborowano 20 tys. szt. łusek armatnich 75 mm. W wydziałach pomocniczych wykonywano narzędzia, przyrządy i sprawdziany, naprawy maszyn i obrabiarek, skrzynie do pakowania amunicji, meble biurowe i ogólnego zastosowania. (…) Wśród licznych asortymentów były też takie drobiazgi jak kłódki pancerne automatyczne. (…) Już w 1930 r. PFA posiadała bardzo dobrą markę jako producent maszyn, narzędzi i przyrządów. Odbywała się seryjna produkcja handlowych narzędzi skrawających i sprawdzianów.

Wartość produkowanej amunicji szybko wzrosła. O ile w 1927 r. wyprodukowane jej za „tylko” 2,1 miliona złotych, to już w następnym roku przekroczyła ponad 15 milionów i aż do wybuchu wojny nie zeszła poniżej tej liczby. W 1939 roku było to już 26 milionów. Znaczną część produkcji eksportowano.

Zapewne nawet spośród mieszkańców miasta, a nawet dzisiejszych pracowników, mało kto wie, że skarżyska fabryka miała też swój udział w produkcji przedwojennego Polskiego Fiata. W „Kronice” czytamy:

Państwowe Zakłady Inżynieryjne w Warszawie, które prowadziły produkcję tych samochodów, zawarły m.in. umowę z PFA w Skarżysku na dostawy różnego oprzyrządowania. Bez udziału PFA, produkcja pierwszych polskich samochodów osobowych byłaby bardzo utrudniona. Samochody miały być dobre, tanie i przez to popularne. W skarżyskiej Fabryce panowało przekonanie, że motoryzacja w Polsce ma większą przyszłość i dlatego zamierzano rozwijać współprace z PZInż.

Za dynamicznym rozwojem i dzięki fachowej kadrze, pojawiały się również sukcesy międzynarodowe. Państwowa Fabryka Amunicji miała swoją renomę nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami. O sukcesie w konkursie na zapalnik do bomb lotniczych, ogłoszonym przez władze Jugosławii, z dumą mówi inż. Franciszek Pogonowski:

Odnieśliśmy w tym konkursie bezapelacyjne zwycięstwo nad konkurencją. Jugosławia zamówiła partię stukilogramowych bomb lotniczych z moimi zapalnikami. Ten pierwszy sukces spowodował, że Jugosławia, która dotąd swe zamówienia na amunicję i broń lokowała w firmie Skoda w Czechosłowacji, teraz zamówiła wielką partię francuskich zapalników czasowych w Polsce. Zamówienie wykonała szybko i sprawnie Fabryka Amunicji w Skarżysku ku wielkiemu zadowoleniu strony jugosłowiańskiej, która gorąco nam dziękowała za udostępnienie dokumentacji technicznej dotyczącej wyrobu tego zapalnika. Przytaczany przykład ekspansji naszego przemysłu zbrojeniowego za granicę, ma podkreślić fakt, że przemysł ten, który jeszcze nie istniał w 1920 r., potrafił w ciągu dziesięciu lat osiągnąć taki poziom, że mógł on konkurować z powodzeniem – pod względem jakości wyrobów – z najpoważniejszymi europejskimi zakładami w te dziedzinie.

W Skarżyskiej fabryce okazjonalnie pracował sam prezydent Ignacy Mościcki. Ale nie w charakterze przedstawiciela rządu, lecz w swoim wyuczonym zawodzie – chemika:

Prezydent Mościcki nie przybywał do Fabryki dla przyjemności spotkania się z robotnikami. Był on wybitnym polskim chemikiem i mimo sprawowania najwyższej godności zajmował się pracą naukową. W laboratoriach chemicznych PFS i Wytwórni Węgla Aktywnego prowadził w towarzystwie inżynierów jakieś badania. Były one otoczone tak ścisłą tajemnicą, że nawet obecnie niewiele wiemy na ten temat. Tyle tylko, że chodziło o gazy bojowe, którymi napełniano specjalne partie pocisków artyleryjskich.

Życie poza halami fabrycznymi

Tak potężny i na dodatek dynamicznie rozwijający się zakład pracy zmienił także oblicze miasta. Powstawały obiekty użyteczności publicznej, a pracownicy tworzyli liczne organizacje. Wspomniany wcześniej klub sportowy Granat Skarżysko był jednym z wielu przykładów aktywności. A w jego przypadku akurat poziom piłkarski nie ustępował poziomowi, jaki prezentował macierzysty zakład – należał do czołówki w kraju. Do dziś jednym z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców jest wówczas zwany stawem, dziś zalewem, zbiornik Rejów. Poza sportem mieszkańcy miasta i pracownicy PFA angażowali się w wiele inicjatyw społeczno-politycznych:

Przy Fabryce Amunicji istniały organizacje społeczno-polityczne, kulturalne, spółdzielcze, związkowe i sportowe. Działalność religijno-społeczną prowadzono przy miejscowym kościele. Wszystkie organizacje świeckie i kościelne były uznawane przez Dyrekcję i władze państwowe.

Szkoła istnieje do dziś

Rozwój kulturalny i duchowy szedł w parze z dbałością o zdrowie fizyczne:

Do rzędu osiągnięć socjalnych należy fabryczny ośrodek zdrowia położony w prostokącie między ulicami Armii Ludowej (dziś ul. Jana Pawła II – przyp. aut.), Leopolda Staffa i Cmentarnej. Przed wojną należał do bardzo nielicznych tego rodzaju obiektów w Polsce (przychodnia w budynku funkcjonuje do dziś – przyp. aut.). (…)

Dużą rolę w podniesieniu higieny odegrała także łaźnia fabryczna zbudowana na Kolonii Urzędniczej. I do niej prawo wstępu mieli wyłącznie pracownicy i członkowie ich rodzin. Łaźnia dzieliła się na łaźnię parową ogólną, pojedyncze kabiny w wannami i natryskami, zakład fryzjerski. (…) Łaźnia była (…) miejscem spotkań towarzyskich i pogwarek.

Fabryczna przychodnia zdrowia

Duże znaczenie dla miasta miało również wybudowanie osiedli, zwanych koloniami: Robotniczą, Urzędniczą i Górną. Wówczas w barakach i blokach-kamienicach mieszkali tylko pracownicy fabryki, dziś nie ma już takiego wymogu. Większość z budynków stoi do dziś. Choć część z tych o najniższym standardzie służy obecnie jako mieszkania socjalne, to osiedla te jako całość stanowią unikalną w skali kraju perełkę architektury robotniczej z tamtych czasów.

Dużym osiągnięciem było zbudowanie domów dla rodzin pracowników i urządzenie fabrycznych osiedli mieszkaniowych. Osiedla te posiadały wysoki, jak na ówczesne czasy, standard, a uzyskanie mieszkania fabrycznego stanowiło dla pracownika wielki sukces życiowy. Osiedla były bardzo porządnie zagospodarowane. Każdy lokator domu fabrycznego posiadał jednocześnie niewielki ogródek. (…)
W 1923 r. rozpoczęto też budowę luksusowych domów mieszkalnych na Kolonii Górnej, przeznaczonych dla dyrektorów Fabryki oraz, o nieco niższym standardzie, dla szefów wydziałów. Jeden budynek posiadał specjalne przeznaczenie – wyłącznie dla przedstawicieli rządu, MSW, CCZW. Podczas pobytu w Skarżysku mieszkał tu prezydent RP. Urządzano też rauty i przyjęcia dla zagranicznych delegacji.

Domy dla kadry wyższego szczebla

Wojna!

Wybuch wojny zaprzepaścił dynamiczny rozwój fabryki i miasta. Niemieccy żołnierze wkroczyli na teren zakładu 8 września 1939 roku. Kilka dni wcześniej, 3 września, na fabrykę spadły bomby lotnicze. Niemcy celowo jednak nie zniszczyli fabryki. Mieli co do niej plan. Jeszcze we wrześniu tamtego roku fabrykę przejął niemiecki koncern HASAG, aby mogła ona stanowić ważny element wojennej machiny Niemiec. Wielu pracowników chciało zrezygnować z pracy, ale za odmowę groziły poważne konsekwencje. Trzeba było też gdzieś zarabiać pieniądze. Wielu pracowników wysłano do centrali niemieckiej firmy do Lipska.

Na jednym z budynków (dziś już nieistniejącym) zachowało się logo firmy HASAG

Gdy zaczęło brakować rąk do pracy, zmuszano do niej Żydów. Fabryka szybko przekształciła się w obóz niewolniczej pracy. Szacunki są różne, ale niektóre podają, że w czasie wojny w skarżyskiej fabryce śmierć poniosło nawet 35 tysięcy ludzi, głównie żydowskiego pochodzenia. Paradoksalnie, fabryka, która zadecydowała o sukcesie i dobrobycie miasta, była też przyczynkiem do ogromnej jego tragedii.

Po wyswobodzeniu kraju, miasta i fabryki, wznowiono produkcję. Na swoje miejsce wróciło wielu ludzi, wróciło też wiele wywiezionych przez okupanta maszyn. Fabryka znów stała się jednym z najważniejszych w mieście pracodawców. Szczyt produkcji i liczby zatrudnionych przypadł na lata wojny koreańskiej.

Ale i w okresie PRL-u (już nie w PFA a Mesko) produkowano nie tylko broń. Skarżyski zakład znany był również ze świetnego sprzętu AGD, rowerów, maszyn rolniczych, ulicznych lamp i innych artykułów. Choć przemiany gospodarcze po 1989 roku nie oszczędziły skarżyskiego zakładu (zredukowano załogę, zlikwidowano produkcję cywilną), to i dziś dawna Państwowa Fabryka Amunicji nadal jest niezwykle istotna dla miasta jako pracodawca, a dla kraju jako dostawca broni.

Zapewne też jeszcze do dziś w niejednym polskim domu przygotowuje się mieszankę na ciasto w robocie wielofunkcyjnym Bartek, mieli mięso maszynką Jaga czy wyciska sok Katarzyną. A możliwe, że ktoś ze starszych rodaków nadal jeździ na rowerze z Mesko. Bo to, że na niejednej polskiej latarni ulicznej świeci lampa rodem ze Skarżyska, jest pewne.

 

 

Przy pisaniu tekstu korzystałem z książki „Kronika. Państwowa Fabryka Amunicji w Skarżysku-Kamiennej” Bolesława Juchniewicza wydanej przez Muzeum im. Orła Białego w Skarżysku-Kamiennej.