Pyszne jedzenie a do tego wiele innych atrakcji: kino, teatr i muzyka – tak wyglądała druga edycja Street Food Festivalu, który, podobnie jak ubiegłoroczna edycja, odbył się w ostatni weekend wakacji.

Wielka wyżerka vol. 2

Kilkanaście food trucków zaparkowało w piątek na Placu Staffa przy Miejskim Centrum Kultury, w nich hamburgery, frytki, kanapki, hot-dogi, langosze, pierogi, desery, a wszystko w niezliczonych rodzajach i odmianach, jakich zazwyczaj nie spotykamy na co dzień.

Choć z pozoru może się to wydawać jedzeniem typu fast food, to zaliczyć je należy raczej do slow food. Wszystko jest przygotowywane na miejscu, a wiele składników samodzielnie przygotowywanych przez właścicieli.

Dużym powodzeniem wśród skarżyszczan cieszyły się langosze, czyli potrawa rodem z Węgier. To smażony na głębokim tłuszczu placek, z rozmaitymi dodatkami, a te serwowane podczas festiwalu wyszły spod ręki rodowitego Węgra Rolanda, który do Polski przyjechał studiować, potem rozpoczął pracę w biurze, a w czasie wolnym serwuje ulubioną przekąskę Węgrów Polakom i traktuje jako dobrą zabawę i hobby. – Langosz to w moim kraju potrawa taka jak pierogi w Polsce. W moim kraju można ją kupić wszędzie  – mówi Roland, który w menu oferuje wersję tradycyjną oraz kilka autorskich, w tym na słodko.

Właściciele food trucków dbają o to, aby ich nie tylko składniki potraw były najwyższej jakości, ale i zaserwowane tak, jak trzeba. Tak jest m.in. w przypadku ciężarówki Nice to Eat You, gdzie można zjeść kanapki w stylu bostońskim. Ale kanapka bostońska to nie tyle jej rodzaj, co właśnie filozofia podania. Karol Szynkowski, właściciel food trucka, zapewnia, że wszystko, co się na nie składa, jest wyrabiane rzemieślniczo. – Kupujemy składniki od ludzi, których znamy z imienia. Zakupy robimy m.in. na Hali Mirowskiej w Warszawie. Sosy mamy własnej receptury, bułki są pieczone według naszego przepisu, a nacisk kładziemy i na jakość, i na serwis – wyjaśnia właściciel.

Skarżyszczanie tak jak i w zeszłym roku tłumnie stawili się na Placu Staffa, choć szyki nieco krzyżowała pogoda. Izabela Skoczek z firmy Street Food Polska, czyli organizatora zlotu food trucków, była mimo to zadowolona z tegorocznej edycji. – Mieliśmy dużą różnorodność food trucków. Było ich trzynaści oraz dwa namioty I już można niemal na sto procent powiedzieć, że w przyszłym roku festiwal ponownie zawita do Skarżyska, ale kiedy to będzie – jeszcze nie wiadomo.

Z sercem i z dużą dozą kultury

Sukcesu Food Street Festivalu nie byłoby bez licznych imprez towarzyszących, które przyciągnęły na Plac Staffa mieszkańców. W piątkowy wieczór był to seans filmowy, w sobotni – występ Krakowskiego Teatru Ulicznego „Scena Kalejdoskop”.  Na scenie letniej Miejskiego Centrum Kultury zaprezentowali swoje umiejętności również karatecy ze Skarżyskiego Klubu Sportów Walki „Kyokushin-Karate” oraz tancerze ze Strefy Tańca Art-Dance.

Także w sobotę, odbyła się, po raz szósty w historii, akcja Motoserce. Motocykliści z klubu MC Road Runners zapraszają tego dnia do oddawania krwi i nie tylko sami ją oddają, ale również w podziękowaniu dla mieszkańców zapewniając im wiele atrakcji, szczególnie najmłodszym, organizując pokazy stuntu, czyli akrobacji na motocyklach, przejeżdżając po mieście oraz udostępniając swoje maszyny do oglądania i fotografowania. Tradycją jest też pokaz ratownictwa medycznego.

W tym roku zebrano ponad 14 litrów bezcennego leku, jakim krew. A kto chciał, mógł się również zarejestrować jako potencjalny dawca szpiku kostnego w bazie Fundacji DKMS.

Szaleństwo kolorów w rytm muzyki

Ostatni dzień weekendu należał do muzyków Studium Instrumentów Etnicznych. Najpierw na scenie wystąpił zespół Małe S.I.E., a potem dorosłe S.I.E. ze spektaklem Greeny Creepy Train.

Publiczność, szczególnie najmłodsza, jak i większość Placu Staffa były już wtedy różnokolorowe. Taki był efekt szaleństw dzieci w ramach festiwalu kolorów.

Równolegle z festiwalem ulicznego jedzenia odbywało się II Międzynarodowe Forum Inwestycyjne Skarżysko-Kamienna 2017, gdzie również działo się wiele ciekawego.