Potrafić cieszyć się życiem i patrzeć pozytywnie. By była równowaga. By było kolorowo. Zatracać się w inspiracjach nieprzerwanie… Mieć dobry humor, być radosnym i szczęśliwym…

Pewne rzeczy, o których myślałam będąc w szpitalu są bardzo ważne i z jakichś tajemniczych powodów mają znaczenie. Im bardziej można wsłuchać się w siebie, narasta totalna fascynacja pomysłami.

To przyjemne uczucie rozchodzące się po całym ciele, wyzwalające pewne myśli, wyobrażenia. Takie mocne uczucie nadciągającego przeznaczenia, fascynacja i adrenalina.

Bycie wolnym w umyśle nieograniczonym myślami, być otwartym na nowe. To nie jest proste, bo będąc w szpitalu czułam ciężar okupiony łzami, krwią… balansowaniem na krawędzi cierpienia, bo za chwile miało być pięknie przecież.

Marzyłam przez cały czas o Górach Świętokrzyskich, chciałam jak najszybciej być poza miejscem mojego zdrowienia. Tyle myśli plączących się po mojej głowie błądzących po jego zakamarkach. Co będzie, jak nareszcie wyjdę na powietrze.

Dostałam szansę, bym mogła malować życie „kreskami” kolorów, przyozdobione bólem i radością, wspomnieniami, kroplami życia mieniącymi się tęczą kolorów. Prawdą oczywistą jest to, że każdy wie, że najważniejsze jest zdrowie.

W odzyskiwaniu utraconego  szlachetnego zdrowia  pomogły fascynacje przed realizacją nieznanego – mój mąż, odwiedziny naszego przyjaciela Jerzego Polańskiego w naszym domu, wciąż towarzyszący zapach bzu od moich synów na Dzień Matki i ciasto z truskawkami od mojej teściowej. Wspólne inspiracje zamieniły się w piękne fotografie.

Zapraszam do obejrzenia kolorów życia po mojej chorobie malujących się codziennością.

Życzę zdrowia pogody ducha i spontanicznej radości!

Anett

Zdjęcia: Jerzy Polański